Codzienne podłączanie do prądu wydaje się prozaiczną czynnością. Wózki golfowe i lekkie pojazdy użytkowe są tu wyjątkowo wdzięcznym przykładem, bo jeżdżą one w kółko po tym samym terenie, wracają w to samo miejsce i zwykle pracują na akumulatorach, których nie trzeba ładować ogromną mocą. Nawyki gubią się jednak w codziennej rutynie, a zapomnienie o podłączeniu kabla kończy się po prostu rozładowanym akumulatorem w najmniej odpowiednim momencie. Wygląda jednak na to, że znaleziono na to dość elegancki sposób.
Jak ładować bezprzewodowo prosto i efektownie?
Firma WiTricity wypuściła właśnie na rynek bezprzewodową podkładkę ładującą MR/1. System ten został zaprojektowany specjalnie z myślą o elektrycznych wózkach golfowych i lekkich pojazdach użytkowych. Jego zasada działania jest prosta – parkujesz, a ładowanie zaczyna się samo. Producenci liczą, że taki brak interakcji zlikwiduje problem raz na zawsze, choć oczywiście rozwiązanie ma swoje ograniczenia i jasno określoną niszę.
Czytaj też: Europejska rewolucja w ładowaniu samochodów elektrycznych. Unijny projekt ODYSSEV startuje w Niemczech

Cały system składa się z podkładki montowanej na podłożu oraz płyty odbiorczej, którą instaluje się pod podwoziem pojazdu. Proces ładowania uruchamia się automatycznie, gdy tylko pojazd znajdzie się nad podkładką, a to dzięki technologii indukcji magnetycznej. Montaż odbiornika zajmuje podobno mniej niż trzydzieści minut i ma być kompatybilny z różnymi typami akumulatorów, bo zarówno litowo-jonowymi, jak i starszymi, ołowiowo-kwasowymi.
Ciekawą cechą jest elastyczność. Jedna podkładka może obsłużyć wiele pojazdów wyposażonych w odbiornik, co jest istotne dla zarządzających flotami. Podkładka sama wymaga oczywiście podłączenia do sieci, ale dla końcowego użytkownika proces pozostaje całkowicie bezdotykowy. System oferuje też opcję programowania ładowania, pozwalającą na korzystanie z tańszej energii poza szczytem, co jest dodatkowym atutem dla firm.
WiTricity w materiałach opisuje swoje podejście jako transfer energii oparty na rezonansie magnetycznym. Dla odbiorcy końcowego różnica jest ogromna, bo chodzi o to, że układ rezonansowy potrafi lepiej tolerować niewielki odstęp i niedoskonałe ustawienie, a więc jest po prostu bardziej praktyczny w scenariuszu parkowania bez przykładania linijki do pozycji kół. Ciekawy jest również wątek instalacyjny. “Power Hub” może być podłączany do zwykłego gniazda albo montowany na dedykowanym obwodzie, a odbiornik ma być montowany pod pojazdem w krótkim, jednorazowym procesie.
Dwie moce MR/1 i dwie różne filozofie użytkowania
WiTricity oferuje MR/1 w dwóch kluczowych wariantach. Pierwszy, o mocy 600 W, to rozwiązanie ekonomiczne, skierowane przede wszystkim do pól golfowych czy wspólnot mieszkaniowych, gdzie pojazdy nie pracują non-stop. Ładuje wolniej, ale ma atrakcyjniejszą cenę. Druga opcja, model 900 W, to propozycja dla flot komercyjnych, gdzie wózki czy małe pojazdy muszą być gotowe do pracy przez większość dnia. Jest to najszybsza opcja w portfolio firmy.
Czytaj też: Ponad 5,2 metra długości i wersja EREV na dalekie trasy. Ten samochód ma podbić globalny rynek

Z kolei wybór tak niszowej kategorii pojazdów nie jest przypadkowy. Stanowią one niemal modelowy przykład do wdrożenia takiej technologii. Pracują w przewidywalnych, zamkniętych środowiskach, zawsze wracają na to samo miejsce parkingowe, a ich akumulatory nie są duże. Wszystko to upraszcza logistykę i projekt samego systemu. Dla porównania, bezprzewodowe ładowanie większych samochodów elektrycznych to zupełnie inny poziom wyzwań, bo wymaga znacznie większej mocy, precyzyjniejszego pozycjonowania i wiąże się z dużo wyższymi kosztami instalacji.
Korzyści dla użytkowników są dość wymierne. Poza oczywistą wygodą, eliminacja kabli redukuje ryzyko potknięcia, co w społecznościach seniorów ma istotne znaczenie. Bezprzewodowy system powinien też wymagać mniej konserwacji niż tradycyjne gniazda, które z czasem ulegają zużyciu mechanicznemu.
Warto na to spojrzeć z pewnym dystansem.
MR/1 nie jest technologią, która nagle uczyni z każdego pojazdu elektrycznego maszynę bez kompromisów. Stanowi ona raczej przykład dojrzałego podejścia do niszy: tam, gdzie środowisko jest przewidywalne, a codzienna obsługa potrafi generować zaskakująco dużo problemów, automatyzacja ma sens i to nawet przy niewielkich mocach. Jeśli system faktycznie ograniczy rozładowania, zużycie złączy i “chaos kablowy”, to jego wartość będzie liczona nie w watogodzinach, tylko w spokoju zarządców i użytkowników.

Czytaj też: Realna alternatywa dla benzyny? Chiny połączyły ciekawe paliwo z napędem elektrycznym
Dalsza historia jest prosta – jeżeli taki model się przyjmie, bezprzewodowe ładowanie przestanie kojarzyć się wyłącznie z pokazami technologii i zacznie być postrzegane jak infrastruktura. Niewidoczna, ale użyteczna. Właśnie tego typu wdrożenia, małe i pragmatyczne, czasem robią dla popularyzacji więcej niż najbardziej efektowne demonstracje.

