Najlepszy motocykl na start przygody? Sam trzyma pion, a sprzedaż jest już pewna

Na rynku nadal debiutują takie technologie, które od razu budzą prostą reakcję: “dlaczego nikt nie zrobił tego wcześniej?”. W świecie motocykli jedną z nich jest aktywne utrzymywanie równowagi.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Chociaż dla wielu osób jazda na dwóch kołach kojarzy się z wolnością, to moment ruszania, manewrowania przy niskiej prędkości i zatrzymywania się pod światłami od lat pozostaje tym elementem, który najskuteczniej odstrasza nowych kierowców. Motocykl może fascynować, ale też zwyczajnie onieśmielać własną masą i właśnie dlatego debiut OMO X wygląda tak interesująco. Jednak nie dlatego, że nagle dostaliśmy maszynę, która rozwiąże wszystkie problemy rynku, ale dlatego, że ktoś wreszcie próbuje uderzyć dokładnie w tę barierę wejścia, o której mówi się od dawna.

To bardziej skuter niż klasyczny motocykl, ale akurat to ma sens

Firma OMOWAY ogłosiła, że jej OMO X wszedł do produkcji jako “pierwszy seryjnie produkowany samobalansujący elektryczny motocykl”, a przy okazji zapowiedziała majową premierę rynkową. Tyle że im dłużej patrzy się na ten projekt, tym wyraźniej widać, że najciekawsze nie leży w samym efekcie “sam stoi”, ale w tym, co to oznacza dla przyszłości miejskich jednośladów. Zwłaszcza że z europejskiej perspektywy dużo bliżej mu do futurystycznego skutera niż do klasycznego motocykla.

Czytaj też: Chińczycy rzucili rękawicę Kawasaki. Ten sportowy motocykl kosztuje absurdalnie mało

OMO X ma zabudowaną przednią część, osłony na nogi, szybę i sylwetkę, która została podporządkowana miejskiemu użytkowi bardziej niż sportowej czystości formy. Producent od początku budował go jako modułowy pojazd miejski, który może przechodzić między trybem skutera, odmianą bardziej miejską i wariantem turystycznym z kuframi. Nie jest to przypadek, bo technologia samobalansowania ma największy sens nie w maszynie torowej czy turystycznym kolosie do połykania autostrad, ale w pojeździe miejskim, który ma często ruszać, stawać, przeciskać się w korku i nie karać użytkownika za każdą chwilę zawahania. Jeśli ktoś chce poszerzyć rynek o ludzi, którzy dziś boją się cięższego jednośladu, to zaczynanie od skutera z motocyklowym zacięciem jest znacznie rozsądniejsze niż próba zrobienia od razu rewolucji w całym segmencie.

Sercem OMO X jest architektura OMO-ROBOT oraz układ stabilizacji oparty na Control Moment Gyroscope, czyli CMG. To rozwiązanie wykorzystuje szybko wirujący element i zmianę kierunku jego pędu kątowego do generowania momentu stabilizującego. Tego typu układy są znane z zastosowań kosmicznych i satelitarnych, gdzie służą do kontroli orientacji obiektu bez klasycznych silniczków korekcyjnych. W OMO X ta sama zasada została przeniesiona na dużo bardziej przyziemny grunt: utrzymywanie pionu przy bardzo niskiej prędkości albo nawet podczas postoju.

Honda i Yamaha już to pokazywały, ale nie dowiozły seryjnego produktu

Najciekawsze w całej historii jest też to, kto nie wprowadził na rynek takiego motocykla w porę. Honda pokazywała Riding Assist już w 2017 roku i opisywała system, który przy niskich prędkościach oraz na postoju potrafił sam utrzymywać równowagę poprzez zmianę geometrii i sterowanie, a nie przez klasyczny żyroskop. Yamaha od lat rozwija z kolei projekty MOTOROiD i technologię AMCES, w której balans uzyskuje się przez aktywne zarządzanie środkiem masy. Obie firmy miały więc działające demonstratory i mocne zaplecze inżynieryjne, ale żadna z nich nie zamieniła tego jeszcze w seryjny produkt dostępny dla zwykłego klienta.

Czytaj też: Jawa chce wrócić na rynek motocykli. Konkrety co do 730 Twin już padły

W tym sensie OMOWAY próbuje wskoczyć w lukę, którą najwięksi gracze długo obserwowali z bezpiecznej odległości. To jednak nie oznacza automatycznie, że mamy do czynienia z gotowym przełomem. Duże marki często nie wdrażają czegoś nie dlatego, że nie potrafią, ale dlatego, że wiedzą, jak trudne bywa późniejsze serwisowanie, homologacja, koszt produkcji i utrzymanie niezawodności. Jeśli więc niewielki start-up chce dowieźć to wcześniej od Hondy czy Yamahy, to obok ekscytacji pojawia się też proste pytanie: gdzie jest haczyk?

Czytaj też: Formula 73 to jedyny taki motocykl na świecie. Tak Ducati świętuje swoje stulecie

Na tę chwilę trudno jednoznacznie wskazać, jak wielki sukces może osiągnąć tego typu motocykl, który wedle nieoficjalnych informacji ma jechać z maksymalną prędkością około 110 km/h, a na jednym ładowaniu pokonywać około 201 km. Wspomina się też o cenie na poziomie 3800 dolarów, czyli w przeliczeniu 14000 złotych, więc ten skuter może wygrać właśnie tym – ceną. Przynajmniej na swoim pierwotnym rynku, a więc w Indonezji, gdzie ma zaliczyć premierę już w maju.

Źródła: OMOWAY, Electrek, New Atlas

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.