Każdy rowerzysta pokocha ten gadżet. Montujesz w oponie i masz spokój

Rowerowa telemetria wjeżdża pod opony. Outrider TL Mini chce zrobić porządek z ciśnieniem i uratować rowerzystów od konieczności ciągłego zgadywania na trasie. Czy jednak ma to sens w byle zwykłym rowerze?
Każdy rowerzysta pokocha ten gadżet. Montujesz w oponie i masz spokój

W świecie rowerów bardzo łatwo dojść do momentu, w którym zaczynamy mierzyć już nie tylko tętno, kadencję, moc i prędkość, ale dosłownie wszystko, co tylko da się zamienić na wykres. Kontrola ciśnienia w oponach jest jedną z tych prostych czynności, które wykonywało się odruchowo przed wyjazdem, bez wielkiej filozofii. Dziś coraz częściej okazuje się, że nawet ten element jazdy wciągany jest do cyfrowego ekosystemu akcesoriów, aplikacji i czujników. Nie jest to zresztą całkiem oderwane od rzeczywistości.

Ciśnienie w oponach ma wpływ nie tylko na komfort, ale też na przyczepność, opory toczenia, zmęczenie rowerzysty i zachowanie roweru na gorszej nawierzchni. Producenci kół i osprzętu od lat przekonują, że dobrze dobrane wartości mogą poprawić szybkość i prowadzenie, a nawet ograniczyć ryzyko problemów w trasie. Nic więc dziwnego, że pojawiają się firmy chcące zamienić pompkę i manometr w coś znacznie bardziej “ciągłego” niż szybki pomiar przed jazdą.

Outrider TL Mini chce schować czujnik tam, gdzie zwykle nikt nie zagląda

Outrider TL Mini to mały czujnik montowany wewnątrz koła, w układzie bezdętkowym, na istniejącym zaworze Presta. Producent kieruje go do trzech segmentów (road, gravel i mountain), oferując warianty o szerokości odpowiednio 19, 21 i 30 mm. Po ruszeniu rowerem urządzenie zaczyna mierzyć ciśnienie i przesyła dane do licznika lub telefonu. Według materiałów prasowych dokładność ma sięgać +/-2%, maksymalny próg ostrzeżeń ustawimy na poziomie 125 PSI, czyli około 8,6 bara, a najmniejsza wersja waży 3,7 gramów i ma pracować do 2000 godzin na jednym ładowaniu akumulatora. Do tego dochodzi odporność IP68, więc kontakt z wodą i uszczelniaczem nie powinien być dla niego problemem.

Czytaj też: Gigant w pułapce ewolucji. Rower Propel lżejszy, sztywniejszy i szybszy, ale ciągle taki sam?

Sam pomysł jest ciekawy, bo rozwiązuje bardzo konkretny problem. Kto jeździ na wyższych ciśnieniach albo po prostu lubi precyzyjnie dobierać ustawienia do masy, nawierzchni i tempa, ten wie, że nawet zwykła kontrola potrafi być irytująca. Traci się odrobinę powietrza przy sprawdzaniu, trzeba pamiętać o różnych wartościach dla przodu i tyłu, a przy bezdętkowych układach i wolnych ubytkach ciśnienia nie zawsze od razu wiadomo, kiedy zaczyna się kłopot. W tym sensie Outrider nie próbuje sprzedać fikcyjnej potrzeby. On po prostu bierze znany problem i chce go obsłużyć wygodniej.

Czytaj też: 32 cale przestają być dziwactwem. Ten rower można już po prostu kupić

Najciekawsze w TL Mini nie jest jednak to, że mierzy ciśnienie, ale jak bardzo próbuje ukryć własną obecność. Czujnik siedzi wewnątrz obręczy i ma być “poza zasięgiem wzroku i myśli”, dzięki temu nie przypomina klasycznych sensorów montowanych na zaworze. Brzmi to dobrze… a przypadkiem dopóki, dopóty nie zajrzymy do instrukcji. Montaż oznacza zdjęcie opony bezdętkowej, wyjęcie zaworu, przełożenie sensora na jego trzonek, ewentualne dopasowanie dystansów, a potem ponowne złożenie całości z uszczelniaczem. To nie jest poziom “przykręć i jedź”, tylko operacja dla ludzi, którzy nie boją się zabawy z oponami bezdętkowymi.

Czytaj też: Minimalizm na pokaz czy sprytna rowerowa inżynieria? Nie zgadniesz, gdzie upchnęli cały napęd

I właśnie tutaj kryje się najważniejsze pytanie. Czy przeciętny rowerzysta naprawdę chce mieć czujnik schowany w kole, jeśli ceną za tę elegancję jest bardziej angażujący montaż i zapewne podobnie mniej wygodna obsługa przy wymianie baterii czy przenoszeniu zestawu między kołami? Dla części osób odpowiedź będzie twierdząca, zwłaszcza jeśli rower jest regularnie serwisowany i ustawiony pod jeden konkretny styl jazdy. Dla innych to będzie po prostu kolejny gadżet, który rozwiązuje problem prostszy do załatwienia pompką podłogową i pięcioma minutami przed wyjazdem.

Cena TL Mini wygląda rozsądniej niż u znanych konkurentów

Najmocniejszą stroną Outridera może okazać się nie sama technologia, ale wycena. Według informacji z kampanii para TL Mini kosztuje 55 dolarów, a planowana cena detaliczna ma wynieść 69 dolarów, czyli odpowiednio 205 i 260 złotych. Dla porównania oficjalna cena konkurencyjnego TyreWiz 2.0 od Quarqa wynosi 130 dolarów, czyli około 485 zł. Jeśli więc TL Mini faktycznie dowiezie obiecywaną funkcjonalność, to może wejść na rynek jako wyraźnie tańsza alternatywa dla bardziej znanych rozwiązań. Pamiętajmy jednak, że Outrider TL Mini pojawił się na Kickstarterze, a to nie to samo, co sklep. Na tej platformie chętni wspierają twórcę i jego próbę zrealizowania projektu, a nie składają zwykłego zamówienia detalicznego, ale w tym akurat przypadku informacja o ponad 800 wspierających i zebraniu ponad 300000 złotych mówi sama za siebie. Wygląda na to, że rowerzyści z całego świata pokochali ten produkt.

Źródła: Outrider Components, Kickstarter

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.