Amerykański okręt jak stare BMW. Skarbonka bez dna, której USA w porę nie porzuciły

Mógł zniknąć z floty raz na zawsze, ale oto znów wypłynął po szalenie kosztownym procesie modernizacji. Zorganizowany przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych powrót okrętu USS Tortuga stawia bardzo niewygodne pytania.
Myśliwiec, niszczyciel, okręt podwodny, Marynarka USA
...

Największe marynarki świata lubią opowiadać o przyszłości. O nowych programach, nowych rakietach, nowych okrętach i nowym układzie sił na oceanach. Znacznie rzadziej mówi się jednak o tym, że codzienna siła floty wcale nie zależy wyłącznie od wodowania kolejnych jednostek, ale również od utrzymania przy życiu tych, które dawno przestały trafiać na pierwsze strony gazet. Dlatego powrót USS Tortuga na morze nie jest tylko kolejną techniczną notką o “pomyślnych testach”. Jest to bardziej historia o tym, jak bardzo amerykańska flota desantowa potrzebuje dziś każdego sprawnego kadłuba, nawet jeśli ten kadłub pamięta jeszcze zupełnie inne czasy. Brzmi to jak sukces, ale jednocześnie trudno nie zadać pytania, czy mamy do czynienia z odbudową zdolności, czy raczej z desperackim kupowaniem czasu.

USS Tortuga wrócił na morze po ponad dekadzie

USS Tortuga opuścił Naval Station Norfolk 13 marca 2026 roku, rozpoczynając próby morskie po latach modernizacji. Był to pierwszy raz, gdy okręt wyszedł w morze od 2014 roku, więc ponad dekada prac nie mogła być byle czym. Same testy mają sprawdzić wprowadzane ulepszenia oraz kluczowe systemy inżynieryjne i bojowe, zanim jednostka zostanie ponownie uznana za gotową do działań. Modernizacja była prowadzona przez BAE Systems pod nadzorem Mid-Atlantic Regional Maintenance Center. W przypadku okrętu wojennego tak długi przestój nie jest zwykłym remontem okresowym, ale symptomem znacznie głębszych problemów z utrzymaniem floty.

Czytaj też: Prawie 2 miliardy złotych na projekt, który ruszy bez przetargu

USS Tortuga należy do typu Whidbey Island, czyli typu okrętów desantowych zaprojektowanych do przenoszenia i wodowania jednostek desantowych. To duży sprzęt, bo mówimy o okręcie długości 185,6 metra, szerokości około 25,6 metra i wyporności pełnej rzędu 16200 ton. Jednostki tego typu mogą zabierać m.in. dwa poduszkowce LCAC, a także znaczną liczbę żołnierzy piechoty morskiej wraz z wyposażeniem. Prędkość przekraczająca 20 węzłów oznacza z kolei możliwość rozwijania ponad 37 km/h. Nie jest to więc “pływający magazyn”, ale wyspecjalizowane narzędzie do operacji desantowych, szybkiego przerzutu sił i wsparcia misji ekspedycyjnych.

Czytaj też: To nie jest kolejny ekskluzywny projekt, lecz narzędzie do wojny masowej. Nie chodzi już o pojedyncze cuda techniki, lecz o setki maszyn

Takie okręty są istotne nie tylko wtedy, gdy Pentagon myśli o dużej wojnie (zwłaszcza na innym kontynencie), bo liczą się również w działaniach kryzysowych, humanitarnych i wszędzie tam, gdzie trzeba szybko dowieźć ludzi, sprzęt i środki wsparcia bez uzależniania się od gotowej infrastruktury portowej na miejscu. Właśnie dlatego flota desantowa nie jest dla USA dodatkiem, ale jednym z podstawowych filarów projekcji siły.

Problem w tym, że Tortuga jest już bardzo starym okrętem

Sama Tortuga została położona na stępce w 1987 roku, a do służby weszła 17 listopada 1990 roku. To oznacza, że dziś ma już ponad 35 lat. Zresztą cały typ okrętów Whidbey Island od lat przejawia się pośrednio w dyskusjach budżetowych jako typ jednostek projektowanych na około 40 lat służby. Innymi słowy, USS Tortuga znajduje się już bardzo blisko granicy wieku, przy której każda kolejna modernizacja musi być oceniana nie tylko pod kątem technicznym, ale też finansowym i operacyjnym. Finalnie więc okręt po próbach morskich może wrócić do służby, ale nie cofnie to jego wieku, zużycia kadłuba i kosztów, które będą rosły wraz z każdą kolejną ingerencją stoczniową. W przypadku takich jednostek marynarka nie zyskuje nowego narzędzia, lecz stara się wydłużyć życie starego. Czasem to ma sens, a czasem jest tylko próbą odsunięcia nieuniknionego.

Tutaj dochodzimy do najciekawszej części tej historii. Jeszcze w 2017 roku BAE Systems otrzymało kontrakt o wartości 139,8 mln dolarów na modernizację USS Tortuga, co przekłada się na około 516,3 mln złotych. Później skala wydatków rosła, bo w 2022 roku przedstawiciele marynarki mówili już o kwocie bliskiej 300 mln dolarów wydanych na ulepszenie Tortugi, co po tym samym kursie przekłada się na około 1,11 mld zł. To brzmi jeszcze bardziej niewygodnie, gdy przypomnimy sobie, że w 2023 roku Marynarka Wojenna USA sama chciała wycofać USS Tortuga ze służby w ramach planów redukcji starszych okrętów desantowych.

Czytaj też: Turcja zaskoczyła nowym dronem. Baykar K2 rzuca cień na najpotężniejsze bezzałogowce

Innymi słowy, mówimy o jednostce, w którą wpompowano setki milionów dolarów, a chwilę później próbowano ją usunąć z floty, argumentując, że stare okręty pochłaniają zbyt dużo pieniędzy i czasu stoczni. Jest to bardzo wyraźny znak, że amerykańska marynarka od lat szuka równowagi między utrzymaniem obecnych zdolności a ucieczką od coraz droższej eksploatacji zużytych jednostek. Nie wychodzi jej to najlepiej, bo tamtejsze prawo wymaga utrzymywania minimum 31 okrętów desantowych, ale w 2025 roku gotowość tej części floty oscylowała w praktyce w okolicach 50 procent. Na tym tle każdy powracający na służbę okręt ma znaczenie, nawet jeśli jego powrót nie wygląda jak triumf technologii, lecz jak bardzo droga operacja podtrzymująca.

Próby morskie to dopiero początek drogi USS Tortuga

Same próby morskie są oczywiście ważne, bo bez nich nie da się potwierdzić, że okręt po latach prac rzeczywiście nadaje się do służby. Problem polega na tym, że nie odpowiadają one na najważniejsze pytanie. Bo czy USS Tortuga wraca jako sensowne wzmocnienie floty na kilka kolejnych lat, czy jako kosztowny pomost, który ma tylko zasłonić opóźnienia i braki w szerszym planie odbudowy sił desantowych?

Źródła: DVIDS, Interesting Engineering, USNI

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe