
Współczesna wojna coraz rzadziej sprowadza się do tego, kto ma większy zasięg radaru. Częściej najważniejsze jest to, kto i jak potrafi ten radar oślepić, oszukać albo zmusić do milczenia. Wszystko przez fakt, że pole bitwy przesunęło się w eter, bo do pasm radiowych, w których mieszczą się zarówno sieci obrony przeciwlotniczej, jak i systemy łączności czy nawigacji. Właśnie dlatego samoloty walki elektronicznej są dziś czymś więcej niż latającymi “zakłócaczami”. W rzeczywistości robią one z przestrzeni powietrznej środowisko kontrolowane, ale nie przez zestrzelenia, tylko przez odebranie przeciwnikowi pewności, że widzi to, co widzi. Kiedy więc Marynarka Wojenna USA zaczyna modernizować mózg takiej platformy, to sprawa robi się poważna.

Beowulf ma zmienić to, jak Stany Zjednoczone walczą w eterze
13 marca 2026 roku Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych oficjalnie zleciła firmie Boeing prace nad opracowaniem i integracją systemu walki elektronicznej AN/ALQ-264(V) “Beowulf” dla floty samolotów EA-18G Growler. Obyło się bez żadnych przetargów, a w grę wchodzi kontrakt wyceniony na maksymalnie 489306966 dolarów, czyli około 1,82 mld złotych. Mowa więc o sporych kwotach, które zaskakują o tyle, że w praktyce to finansowanie nie dotyczy seryjnej produkcji nowych samolotów. Zamówienie obejmuje bowiem niepowtarzalne prace inżynieryjne i zasoby testowe zestawów instalacyjnych A-Kit i modułów B-Kit, plus osprzętu potrzebnego do projektowania, integracji i prób praktycznych. Większość prac ma się odbywać w Baltimore (61%), dalej w St. Louis (28%) i Bethpage (11%), a całość ma dobić do etapu zakończenia w lutym 2030 roku.
Czytaj też: Ten silnik nie trafi do klasycznego samolotu. Napędzi to, co będzie latało obok najpotężniejszych myśliwców

Czasu na realizację tego ulepszenia samolotów Growler brakuje, bo kontrakt ten został udzielony w trybie, który oznacza, że prace mogą ruszyć, zanim strony zamkną wszystkie parametry zamówienia, a w tym pełną cenę i szczegółową specyfikację. Jest więc pewne, że amerykańska marynarka nie kupuje gotowego produktu z półki, tylko otwiera program integracyjny, którego zakres w trakcie może się zmieniać. W przypadku walki elektronicznej (dziedziny z natury częściowo utajnionej), to nie jest wielkie zaskoczenie.
Dlaczego akurat ulepszenie EA-18G Growler i co zmieni ALQ-249 względem ALQ-99?
Samolot EA-18G Growler to wyspecjalizowana odmiana F/A-18F Super Hornet, która wprowadzona do służby operacyjnej w 2009 roku i przeznaczona do ataku elektronicznego z lotniskowców: osłony ugrupowań uderzeniowych, tłumienia obrony przeciwlotniczej i działań w widmie elektromagnetycznym. Istotą tej platformy nie jest “jeden magiczny zasobnik”, tylko cały ekosystem: wykrywanie emisji, ich identyfikacja, określanie położenia źródła i dopiero potem zakłócanie lub wprowadzanie w błąd. W tym układzie kluczową rolę grają m.in. odbiorniki rozpoznawcze AN/ALQ-218 (montowane na końcówkach skrzydeł), które zbierają informacje o emisjach radiolokacyjnych i wspierają świadomość sytuacyjną załogi.
Czytaj też: Turcja zaskoczyła nowym dronem. Baykar K2 rzuca cień na najpotężniejsze bezzałogowce

Przez lata jednym z najbardziej rozpoznawalnych narzędzi Growlera były zasobniki zakłócające AN/ALQ-99. Każdy z nich ma własny generator zasilany turbiną strumieniową i modułową architekturę nadajników oraz anten, a sterowanie pracą zasobników odbywa się w sprzężeniu z systemami pokładowymi i załogą. Jednocześnie ALQ-99 to konstrukcja wiekowa, którą od lat zastępuje program Next Generation Jammer (NGJ), wymieniając starsze rozwiązania na nowsze, które osiągnęły już gotowość operacyjną i były używane bojowo. Tutaj robi się ciekawie, bo Beowulf z opisu zamówienia wygląda nie na nowy zasobnik, a raczej na modernizację architektury wewnętrznej.

Zasobnik walki elektronicznej AN/ALQ-99 podwieszony pod EA-18G
Beowulf może więc dotknąć tej warstwy, która decyduje o tym, jak szybko i jak sensownie Growler potrafi złożyć “obraz sytuacji elektromagnetycznej” i jak zarządzać efektorami zakłóceń. Innymi słowy: zasobnik może być “głośniejszy”, ale jeśli mózg samolotu wolniej klasyfikuje zagrożenia albo gorzej koordynuje pracę, przewaga i tak topnieje. W materiałach przewija się klasyczny dla modernizacji lotniczych podział na A-Kit i B-Kit. A-Kit to zazwyczaj infrastruktura instalacyjna, a więc wiązki, mocowania, elementy mechaniczne i elektryczne potrzebne, by w ogóle przygotować płatowiec pod nową elektronikę. B-Kit to z kolei “to, co robi robotę”, a więc główne moduły systemu, procesory, ekrany lub inne komponenty funkcyjne, które da się instalować już na przygotowanym samolocie.
Czytaj też: Europejska odpowiedź na amerykański Golden Dome? SkyDefender ma być systemem systemów
Co ciekawe, w zamówieniu na Beowulfa pojawiają się nie tylko A-Kity i B-Kity samego systemu, ale też “Gunbay Pallet A-Kits”, plus osobne B-Kity jednostek sterowania sensorami i zasilaniem. Innymi słowy, wskazuje to ogromny zakres modernizacji, bo jeśli w grę wchodzi infrastruktura w newralgicznych punktach płatowca i osobne moduły sterowania sensorami oraz dystrybucją mocy, to ta dotyka rdzenia architektury – a więc tego, co determinuje tempo przetwarzania sygnałów, stabilność pracy i możliwość dalszych aktualizacji.
Po co to wszystko, skoro o Beowulfie prawie nic nie wiadomo?
W walce elektronicznej cisza informacyjna jest częścią strategii. Z punktu widzenia przeciwnika najgorszy scenariusz to nie “mocniejsze zakłócanie”, tylko niepewność: jakie pasma, jaka logika reakcji, jakie tryby pracy i jak szybko system potrafi się przełączyć między celami. Z tej perspektywy brak szczegółów o Beowulfie jest wręcz spodziewany. Problem polega na tym, że brak szczegółów utrudnia też zewnętrzną ocenę sensowności wydatku. Około 1,82 mld zł w osiemnastoletniej rzeczywistości budżetów obronnych USA nie jest kwotą z kosmosu, ale nadal warto zapytać, czy to koszt “odblokowania” przyszłych możliwości, czy raczej łatanie ograniczeń istniejącej architektury, które powinny zostać rozwiązane wcześniej.
Źródła: Departament Wojny USA
