Nie trzeba artylerii ani potężnych bomb. Wojsko USA będzie burzyć bunkry czymś nowym

Bunkier nie da żadnej pewności bezpieczeństwa, bo nie ugnie się już dopiero pod naciskiem artylerii czy potężnych bomb. Nowa broń USA przenosi bowiem odpowiednio niszczącą siłę rażenia niżej niż kiedykolwiek w historii.
Nie trzeba artylerii ani potężnych bomb. Wojsko USA będzie burzyć bunkry czymś nowym

Wraz z rozwojem technologii wojskowej to czas stał się na wojnie kolejnym czynnikiem decydującym. Kilkadziesiąt sekund mniej między wykryciem celu a uderzeniem potrafi zdecydować o tym, czy przeciwnik zdąży się ukryć, wycofać albo nawet odpowiedzieć ogniem. Właśnie dlatego zmiany nie zawsze przychodzą dziś wyłącznie w postaci nowych potężnych czołgów, haubic czy samolotów, ale też w formie mniejszych, tańszych i brutalnie praktycznych narzędzi. Nie inaczej jest z nową bronią w rękach Armii USA, która dała właśnie sygnał, że Amerykanie próbują przesunąć część możliwości, które do tej pory kojarzyły się z artylerią albo lotnictwem, na poziom małych oddziałów.

BRAKER nie jest zwykłą głowicą do drona

Pod koniec marca 2026 roku na poligonie Redstone Arsenal w Alabamie amerykańscy operatorzy dronów piechoty przeprowadzili pokaz ogniowy systemu BRAKER, czyli “Bunker Rupture and Kinetic Explosive Round. Oficjalny komunikat armii opublikowany 21 kwietnia wspomniał, że od samego pomysłu do praktycznego testu minęły zaledwie dwa tygodnie, a za projekt odpowiadały DEVCOM Armaments Center oraz Project Manager Close Combat Systems. Cel jest z kolei prosty – dać żołnierzom lekką, ale śmiercionośną głowicę przeznaczoną do przenoszenia przez małego, zwinnego drona latającego.

Czytaj też: USA pokazały nowego łowcę okrętów podwodnych. Nie musi atakować, żeby paraliżować

BRAKER ma najpierw naruszyć warstwę ochronną celu, a następnie zdetonować ładunek już po wejściu do środka. Nie chodzi więc o klasyczne “uderzenie z zewnątrz”, ale o skupienie efektu niszczącego tam, gdzie schron, ziemianka albo prowizoryczna fortyfikacja zwykle zapewniają przewagę obrońcy. Armia USA nie ujawniła jednak masy głowicy, parametrów penetracji ani typu nośnika wykorzystanego w teście, choć sama jego idea jest czytelna – zamknięta przestrzeń ma przestać chronić tak skutecznie, jak chroniła dotąd przed lżejszym uzbrojeniem piechoty.

Jeszcze ważniejsze od samej głowicy jest jednak to, jak szybko udało się ją złożyć w całość. Armia USA podała, że na początku marca ruszyły projektowanie, prasowanie materiałów wybuchowych, wykonanie obudowy i integracja z tanim dronem jednokrotnego użycia. Kluczową rolę odegrał w tym procesie druk 3D. Później przeprowadzono testy kompatybilności, zmontowano około tuzina głowic, jedną sprawdzono na prowizorycznym bunkrze w Picatinny, a dopiero potem system trafił na pokaz końcowy w Redstone.

Prawdziwy bohater tego testu jest dosyć niewidoczny

W oficjalnym komunikacie armia bardzo mocno akcentuje nie tylko BRAKER, ale też Picatinny Common Lethality Integration Kit, czyli CLIK. Chodzi o standardowy interfejs do bezpiecznej integracji śmiercionośnych ładunków z różnymi bezzałogowcami. Wojsko porównuje znaczenie tego rozwiązania do roli szyny Picatinny w broni strzeleckiej, a więc nie jako jednego dodatku, ale jako wspólnego standardu, który pozwala szybko łączyć różne elementy w działający system. CLIK ma być rozwiązaniem platformowo niezależnym, publicznie udostępnionym partnerom przemysłowym i według armii powinien wejść w fazę przejścia do użycia w 2027 roku.

Czytaj też: Największa kompromitacja wojskowa XXI wieku? Tajemnice nuklearne USA wyciekły

Właśnie tutaj kryje się najważniejsza zmiana wyposażenia, bo jeśli armia naprawdę zbuduje wspólny standard dla nośników i ładunków, to kolejne głowice, sensory albo inne moduły nie będą już wymagały za każdym razem osobnego, długiego i kosztownego procesu dopasowywania do jednego konkretnego drona. W teorii oznacza to szybsze wdrożenia, łatwiejsze skalowanie i otwarcie drzwi dla mniejszych firm, które mogą dostarczać własne komponenty bez wchodzenia w wieloletni maraton integracyjny.

To nie zastąpi artylerii, ale zmieni jej rolę

Oczywiście samo powstanie i potencjalnie wdrożenie (o tym nic nie wiadomo) BRAKER nie sprawi, że nagle wszyscy porzucą haubice albo lotnictwo. Artyleria dalej pozostaje bez porównania lepsza do długotrwałego wsparcia ogniowego, rażenia obszarowego czy niszczenia większych celów. Nowy system robi z kolei coś zupełnie innego, bo oddaje małym oddziałom część zdolności, która dotąd była zbyt droga, zbyt ciężka albo zbyt wolna do wezwania w krótkim oknie czasowym. Może więc mieć ogromne znaczenie zwłaszcza w walkach o zabudowę, stanowiska polowe i prowizoryczne umocnienia, gdzie często wygrywa ten, kto potrafi uderzyć szybciej i precyzyjniej, zanim przeciwnik zorientuje się, że jego osłona właśnie przestała być osłoną.

Najskuteczniejsze systemy artylerii rakietowej, które na zawsze zmieniły pole bitwy

BRAKER wpisuje się więc w szerszy kierunek, w którym rozpoznanie, decyzja i atak mają zostać maksymalnie sklejone w jeden krótki łańcuch działania. Podobny motyw przewija się dziś także przy opisach rojów dronów i systemów, które automatyzują wybór celu albo pozwalają jednemu operatorowi kierować kilkoma uderzeniami naraz. Nieprzypadkowo zresztą kilka tygodni wcześniej amerykańska armia zamówiła też Red Dragona, a więc drona uderzeniowego zdolnego do działania w środowisku zakłóconym, z zasięgiem przekraczającym 400 km i udźwigiem do 10 kg.

Czytaj też: Chińska maszyna-gigant urosła do nowej roli. Jiutian rysuje wizję rodem ze sci-fi

Aktualnie nie wiemy, jak BRAKER poradzi sobie z lepiej przygotowanymi, naprawdę solidnymi schronami, jak będzie działał w warunkach intensywnej walki elektronicznej, jaki jest koszt pojedynczego efektu bojowego ani jak duża okaże się przewaga nad już używanymi improwizowanymi ładunkami zrzucanymi z dronów. Właśnie dlatego ten test należy czytać bardziej jako zapowiedź niż gotową odpowiedź na wszystko. BRAKER nie jest jeszcze dowodem, że bunkry przestały mieć sens. Jest dowodem, że przewaga obrońcy w umocnionej pozycji będzie coraz częściej kwestionowana przez małe, tanie i jednorazowe platformy. Jest to bardzo duża różnica, bo nie chodzi już o futurystyczną wizję odległej wojny, ale o praktyczne przesuwanie granicy tego, co może zrobić niewielki oddział bez czekania na cięższe wsparcie.

Źródła: Armia USA o BREAKER, Armia USA o CLICK

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.