Wymiana bojowego wozu piechoty nie jest w amerykańskiej armii zwykłą zmianą. M2 Bradley to nie tylko konstrukcja z długim stażem, ale też symbol pewnej epoki myślenia o wojnie lądowej, bo epoki, w której liczyło się połączenie mobilności, ochrony, transportu piechoty i własnej siły ognia w jednym gąsienicowym pakiecie. Problem w tym, że nowoczesne pole walki przestało premiować samo “bycie solidnym”. Dziś trzeba jeszcze wytrzymać kontakt z dronami, amunicją krążącą, precyzyjnymi pociskami przeciwpancernymi i wojną elektroniczną, a przy tym nie stać się sprzętem, którego modernizacja i samo utrzymanie zaczynają kosztować więcej sensu niż pieniędzy.

Dlatego najnowszy ruch wokół programu XM30 trzeba rozumieć jako sygnał szerszej zmiany. W projekcie budżetu armii USA na rok fiskalny 2027 pojawił się wpis przewidujący 546,99 mln dolarów (około 2 mld złotych) na 19 pojazdów XM30. Na papierze wychodzi więc średnio około 28,8 mln dolarów, czyli około 105,1 mln zł na wóz, choć trzeba pamiętać, że w takich programach nie jest to czysta “cena sztuki”, bo w tle siedzą koszty wdrożenia, integracji i rozruchu produkcji.
Wreszcie zakupy, czyli nowa faza programu XM30
Sam fakt wpisania XM30 do części budżetu dotyczącej zakupów, a nie wyłącznie badań i rozwoju, jest bardzo ważny. Oznacza bowiem przejście programu w kierunku bardziej namacalnej fazy, w której amerykańska armia nie tylko zamawia kolejne analizy i prototypy, ale zaczyna przygotowywać grunt pod pojazdy o charakterze przedseryjnym. To o tyle istotne, że XM30 jest kolejną próbą zastąpienia Bradleya po wcześniejszych programach, które nie kończyły się najlepiej. Obecna ścieżka wyrosła z programu OMFV, a w czerwcu 2023 roku armia oficjalnie przeszła do kolejnej fazy, przyznając dwa kontrakty na szczegółowe projektowanie i budowę prototypów. W tym samym okresie zaczęła też konsekwentnie używać nazwy XM30 Mechanized Infantry Combat Vehicle.
Czytaj też: Zauważyli gigantycznego robota Rosji przy linii frontu. Niczym zwiastun przyszłości wojny

Tyle że nie ma tu jeszcze mowy o spokojnym i bezproblemowym marszu do seryjnej produkcji. W lutym 2026 roku pojawiły się sygnały, że kierownictwo armii wstrzymało formalizację jednego z etapów programu, bo chciało zostawić sobie przestrzeń do ewentualnego przemodelowania całego podejścia. Pod koniec marca wyszedł też kolejny sygnał, że szerszy portfel amerykańskich programów pojazdów lądowych jest ponownie oglądany pod kątem tempa, elastyczności i użyteczności w szybko zmieniającym się środowisku. Innymi słowy, budżet daje XM30 mocny impuls, ale nie zamyka dyskusji praktycznie o samych podstawach projektu. Ciekawie.
Lynx XM30, czyli kandydat z bardzo wysokimi ambicjami
W najnowszej odsłonie programu jednym z dwóch głównych graczy pozostaje American Rheinmetall z propozycją pojazdu Lynx XM30. To nie jest samotny projekt jednej firmy, ale efekt współpracy całego Team Lynx, w skład którego wchodzą American Rheinmetall Vehicles, Textron Systems, Raytheon Technologies, L3Harris Technologies, Allison Transmission i Anduril Industries. Sam zestaw partnerów pokazuje zresztą, że nie chodzi wyłącznie o pancerz i działo, ale o połączenie klasycznej platformy bojowej z elektroniką, łącznością, napędem i coraz szerzej rozumianą autonomią.
Czytaj też: Miał chronić myśliwce, a rozbił się przed pierwszą misją. Co mówi to o marzeniu USA?
Najważniejsze w specyfikacji Lynxa XM30 jest jednak nie grono firm, a kierunek projektu. Mowa o bezzałogowej wieży 50 mm, układzie z dwuosobową załogą, wysokiej mobilności, zintegrowanych systemach ochrony i modułowej architekturze otwartej. To zestaw cech, który dobrze pokazuje, że armia USA nie szuka po prostu “Bradleya z ładniejszą obudową”. Szuka pojazdu, który ma być gotowy na dokładanie kolejnych warstw technologii bez rozbierania całej koncepcji do zera co kilka lat.
W tym zestawie cech Lynx XM30 łatwo zachwycić się liczbą “50 mm” zamiast “25 mm”, bo dwukrotnie zwiększony kaliber nowego działa od razu robi wrażenie. Problem w tym, że sama średnica lufy nie załatwia sprawy. Nie działa to jak prosty suwak “dwa razy większy kaliber, dwa razy większa siła”. Istotne są też amunicja, sensory, stabilizacja, kierowanie ogniem, zasięg skutecznego zwalczania celów i to, jak cały system działa w ruchu oraz w sieci z innymi środkami walki, a akurat w tych kwestiach XM30 faktycznie ma się czym bronić.
50 mm to nie ozdoba, a załoga ma nie być wymagana
Armia USA nie traktuje działa 50 mm jako pobocznego dodatku do nowego pojazdu. XM913 jest podstawowym uzbrojeniem XM30, a rozwój amunicji 50 x 228 mm jest prowadzony właśnie pod ten program. Samo połączenie XM913 z czujnikami 3GEN FLIR ma przywrócić zdolność penetracji i rażenia przeciwnika na dystansie wobec zagrożeń typu near-peer, a to akurat bardzo ważna różnica względem Bradleya, który korzysta z działka M242 kalibru 25 mm.

Bradley wszedł do służby w 1981 roku i przez dekady był modernizowany, ale pomimo tego i tak dochodzi do granic fizycznych i ekonomicznych tej platformy. XM30 ma te granice przesunąć, a może nawet po prostu wyrzucić za burtę. Nowy wóz ma dostać nie tylko lepszą siłę ognia przeciw lekkim i średnio opancerzonym celom, ale też większy zapas na przyszłość. Dzisiejsze pole walki nie wymaga już bowiem wyłącznie niszczenia wozów przeciwnika. Wymaga też skutecznego reagowania na cele ukryte, ruchome, częściowo osłonięte, współpracujące z dronami lub działające poza linią prostego kontaktu wzrokowego. Bez nowego uzbrojenia i nowych sensorów ciężko myśleć o utrzymaniu przewagi w takim środowisku.
Czytaj też: Bez huku, bez łusek i bez dymu. Chiny ścisnęły broń przyszłości do rozmiaru pistoletu

Jedną z najbardziej nośnych cech XM30 pozostaje jego opcjonalnie załogowy charakter. Rzeczywiście w dokumentach znajdziemy wymóg, że ma on być pojazdem minimalnie załogowym, który może działać z załogą i piechotą pod pancerzem, ale w zależności od decyzji dowódcy może też działać bez załogi na pokładzie. Do tego dochodzi współpraca z systemami półautonomicznymi i funkcjonowanie w ramach szerszego układu sekcji, plutonu i kompanii zmechanizowanej.
Dlaczego ten program warto śledzić także w Polsce?
Z polskiej perspektywy XM30 jest interesujący nie tylko jako amerykańska ciekawostka. To jeden z lepszych programów pokazujących, czego dziś oczekuje się od nowoczesnego bojowego wozu piechoty. Ten sam zestaw pytań przewija się przecież także przy rozmowach o rodzimych i europejskich konstrukcjach. W podobnym nurcie mieściły się choćby opisywany przeze mnie temat XM30 jako następcy Bradleya, modernizacji M2A4E1 Bradley czy wcześniejszych rozważań o OMFV jako o cyfrowym wozie przyszłości. Jeżeli więc Lynx XM30 faktycznie przejdzie z etapu obietnic do etapu wdrażania, to nie będzie to tylko historia o tym, czym Amerykanie zastąpią Bradleya. Będzie to również opowieść o tym, jak zmienia się definicja bojowego wozu piechoty w epoce dronów, wojny sieciowej i coraz brutalniejszej ekonomii pola walki.

