ASUS chce wsadzić elektryczny rower do plecaka. Jest tylko jeden problem

ASUS uderza w stare marzenie rowerzystów. Ten gadżet może odmienić zwykły rower, ale też szybko pokazać jego ograniczenia
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Nie każdy chce nowy rower elektryczny i właśnie tu ASUS wyczuł okazję, bo czy naprawdę trzeba od razu kupować cały nowy jednoślad? Dla sporej części użytkowników problemem nie jest przecież brak jednośladu, ale brak ochoty na wydawanie kilku, a czasem nawet kilkunastu tysięcy złotych tylko po to, by do codziennych dojazdów dorzucić trochę wsparcia. Właśnie dlatego od czasu do czasu wraca ten sam kuszący pomysł, żeby zamiast wymieniać rower, dopiąć do niego niewielki moduł, schować go po jeździe do torby i mieć święty spokój. Brzmi to jak idealny kompromis między zwykłym rowerem a pełnoprawnym e-bike, ale problem pojawia się wtedy, gdy do tej układanki wchodzą deszcz, brud, zużycie opon i banalne pytanie o to, czy wszystko nadal ma sens poza halą wystawową.

ASUS wszedł w temat rowerów od najbardziej atrakcyjnej strony

Podczas targów Taipei Cycle 2026 ASUS pokazał E250G1 Intelligent Bike Booster, czyli kompaktowy zestaw wspomagania montowany przy sztycy podsiodłowej. Całość ma ważyć około 3,8 kg, współpracować z kołami o wielkości od 16 do 29 cali i oferować do 51 km zasięgu z wyjmowanego akumulatora 159 Wh. Do dyspozycji przewidziano trzy tradycyjne tryby jazdy, bo Eco, Normal i Sport, a sam moduł nie jest byle prostym “napędem na życzenie”. Ma też bezprzewodowy czujnik kadencji, wbudowaną tylną lampkę z wykrywaniem hamowania, ładowanie przez USB-C i pełne uzupełnienie energii w około dwie godziny przy ładowarce o mocy 100 watów.

Czytaj też: Zapomnij o smarze i wosku. Unikalny proszek zawalczy z brudnym napędem rowerowym

Na papierze wygląda to dokładnie tak, jak powinno wyglądać urządzenie, które ma przyciągnąć uwagę ludzi zmęczonych wizją kupowania kolejnego roweru tylko po to, żeby zyskać wsparcie na wymagających odcinkach. Nie ma tu bowiem wielkiej ingerencji w konstrukcję. Nie trzeba od razu wymieniać koła, grzebać przy napędzie czy w ogóle brać rower “na warsztat”. Nie jest to więc klasyczny zestaw konwersyjny dla kogoś, kto lubi rozkręcać pół roweru, a produkt wymierzony w użytkownika, który chce efektu niskim kosztem.

Cały sens tego urządzenia opiera się na jednym bardzo starym pomyśle

Najważniejsza informacja nie dotyczy jednak zasięgu, lampki czy aplikacji. Chodzi o sam rodzaj napędu. E250G1 należy do konstrukcji ciernych, a więc takich, które przekazują moc przez kontakt rolki z tylną oponą. To rozwiązanie ma jedną wielką zaletę – można je zrobić małym, lekkim i relatywnie prostym w montażu. Z tego powodu podobne pomysły wracają na rynek od lat i z tego samego powodu od lat zderzają się z dokładnie tymi samymi ograniczeniami.

Czytaj też: Rower, który patrzy za rowerzystę. Co Giant wsadził do swoich nowych AnyTour?

Tego typu napęd cierny bywa wygodny, ale jest też podatny na problemy, których nie da się zamieść pod dywan. Opona staje się tu bowiem bezpośrednią częścią układu przeniesienia napędu, więc jej stan, rodzaj bieżnika i warunki pogodowe zaczynają mieć znacznie większe znaczenie niż w klasycznym rowerze. Gdyby tego było mało, kiedy nawierzchnia robi się mokra albo brudna, pojawia się pytanie o przyczepność, a gdy jeździ się dużo, pojawia się pytanie o szybsze zużycie opony.

Musimy więc pamiętać, że gdy producent pokazuje sprzęt na wystawie, to wszystko wygląda schludnie, ale gdy w grę wchodzi codzienne życie, to problemy pojawiają się, jak grzyby po deszczu. Wystarczy, że złapie Cię byle deszczyk albo nie traktujesz roweru jako pojazdu na kilka letnich tygodni, bo po kilku tygodniach kontaktu z syfem z ulicy, taki napęd zacznie pokazywać swoje największe wady. Pamiętajmy też, że w takim układzie możemy zapomnieć o tylnym błotniku.

51 km zasięgu brzmi dobrze, ale nie mówi wszystkiego

Najbardziej chwytliwa liczba w tej premierze to oczywiście obietnica zasięgu rzędu aż 51 km. Tyle że akumulator o pojemności 159 Wh i taki deklarowany dystans od razu sugerują bardzo konkretny scenariusz użytkowania, czyli bardzo lekkie wspomaganie, a nie nadmierne poleganie na napędzie. Nie musi to być naturalnie wada, bo taki sprzęt może mieć najwięcej sensu właśnie wtedy, gdy nie próbuje zapewnić wizji pełnoprawnego roweru elektrycznego, a inteligentnego dopalacza na dojazdy, podjazdy i codzienną jazdę po mieście.

Czytaj też: Ten rowerowy gadżet zgarnia nagrody, choć nie jest w sprzedaży. Czym więc zachwyca?

Aktualnie jednak ASUS E250G1 jest wielką tajemnicą, której rąbek uchylił tylko jeden serwis, a nie żadna prasówka od producenta. Jest to wręcz dziwne, że ASUS nie zapowiedział w dzisiejszych czasach, że w takim oto sprzęcie drzemie sztuczna inteligencja, która ma zastąpić inteligencję rowerzysty. Największą bolączką jest jednak to, że nie znamy dokładnej specyfikacji, ceny, kwestii kompatybilności i nie wiemy nic o planach wprowadzenia takiego sprzętu na europejski grunt. Szkoda, bo przyznam, że chętnie sprawdziłbym taki sprzęt w praktyce.

Źródła: BikeRadar

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.