Kolejna tona stali już nie wystarcza. Armie stawiają na nowy niewidzialny pancerz dla czołgów

Przez dekady logika rozwoju czołgu wydawała się niemal banalnie prosta. Gdy przeciwnik wdrażał na służbę mocniejszy pocisk, odpowiadało się grubszym pancerzem, lepszym kompozytem, kolejnym pakietem osłon i następną modernizacją. Ten mechanizm działał długo, bo czołg miał przede wszystkim przetrwać trafienie i dalej walczyć, ale ten stan rzeczy uległ w ostatnich latach ogromnej zmianie.
CV90120

CV90120

Współczesne pole walki coraz rzadziej zadaje pytanie wyłącznie o to, czy stal i ceramika zatrzymają strumień kumulacyjny najbardziej zaawansowanych pocisków przeciwpancernych. Dziś liczy się też to, czy tak ciężki wóz da się szybko przerzucić, utrzymać w ruchu, osłonić przed obserwacją i nie zamienić całego zaplecza logistycznego w ogromne wyzwanie, które jest uzależnione od tego, czy transport z paliwem w ogóle dojedzie do bazy. Właśnie dlatego aktywne systemy ochrony, czyli APS (Active Protection System), przestają być dodatkiem dla najbardziej zaawansowanych czy wyspecjalizowanych maszyn i zaczynają wchodzić do głównego nurtu myślenia o przetrwaniu czołgu.

Dziś nie chodzi więc już tylko o to, by po prostu przyjąć uderzenie na pancerz, ale by zniszczyć lub zmylić zagrożenie jeszcze przed kontaktem z pojazdem. Ta zmiana jest widoczna nie tylko w folderach producentów, ale w decyzjach armii. Armia USA przy M1E3 mówi wprost o potrzebie ochrony zintegrowanej “od środka”, a niemiecka Bundeswehra traktuje Trophy na Leopardzie 2 jako przełom, który pozwala podnieść poziom bezpieczeństwa bez dokładania kolejnych warstw klasycznej osłony balistycznej.

Dlaczego aktywne systemy ochrony czołgów stają się dziś ważniejsze niż kolejne tony pancerza?

Najważniejszy argument nie dotyczy nawet samego przebicia pancerza, ale ceny, jaką płaci się za każdą dodatkową tonę. Armia USA już kilka lat temu przyznawała, że Abrams urósł na przestrzeni dekad do poziomu, przy którym transport stał się problemem i to do tego stopnia, że część mostów nie jest wystarczająco wytrzymała dla jego masy, która przekracza już 70 ton. Wymusiło to zresztą rozwinięcie ciężkiego transportera EHET, który ma wozić ładunek rzędu około 77 ton i który powstał właśnie z myślą o takich platformach jak M1A2 SEPv3. Innymi słowy, nie mówimy już o marginesie, tylko o klasie sprzętu, która sama wymusza szczególne rozwiązania transportowe.

Czytaj też: Mity o czołgach na polu bitwy. Czego nie wiemy o realiach pancernych kolosów

Tego typu wymogi logistyczne przekładają się na ogromne konsekwencje w planowaniu działań wojskowych, bo ciężkie wozy na długich trasach dosłownie wymagają transporterów HET, bo ich samodzielna jazda na duże odległości zwiększa awaryjność i obciążenie układu jezdnego. Do tego dochodzą ograniczenia w przerzucie lotniczym, zależność od portów i kolei oraz zwyczajny ciężar całego łańcucha utrzymania. Pancerz nadal daje coś, czego lżejsze pojazdy w pełni nie skopiują, ale każda kolejna tona coraz mocniej obciąża mobilność operacyjną i strategiczną. W pewnym momencie armia nie zyskuje już proporcjonalnie więcej przeżywalności, tylko bardziej skomplikowany problem do utrzymania.

APS zmienia moment, w którym czołg się broni

Klasyczny pancerz działa w chwili trafienia, a APS próbuje przesunąć moment obrony kilka kroków wcześniej. Przyjęło się rozdzielać te systemy na dwa główne typy, różniące się sposobem oddziaływania na zagrożenia. Systemy typu “Soft Kill” wykrywają sygnatury zagrożenia i zakłócają jego naprowadzanie środkami elektromagnetycznymi lub optycznymi, a “Hard Kill” fizycznie niszczą albo odchylą pocisk jeszcze przed uderzeniem. Jest to fundamentalna różnica, bo na współczesnym polu walki przeżywa nie tylko ten, kto dużo wytrzyma, ale też ten, kto zdąży zareagować przed trafieniem.

Czytaj też: Najbardziej przekombinowany czołg świata? Trzy kadłuby i hydraulika z fantastyki wojskowej

Na przykładzie Leoparda 2 A7A1 widać, że nie jest to żadna magia, bo w praktyce APS to wręcz (pozwolę sobie na ogromne uproszczenie) “miniaturowy zestaw przeciwlotniczy”. Przykładowo Trophy składa się z czterech radarów, dwóch wyrzutni i komputera sterującego, który w milisekundach wylicza tor nadlatującego pocisku i odpala efektor w formie pocisku kontrującego, zanim zagrożenie dotrze do pancerza. Naturalnie dziś zagrożenie tego typu obejmuje również drony oraz zaawansowane pociski, które są w stanie obrać specyficzny tor lotu i zaatakować czołg “z góry”, czyli prosto w wieżę, która jest sama w sobie wrażliwsza na uszkodzenia. Nie chodzi tutaj wyłącznie o sam pancerz, ale też osprzęt znajdujący się na wieży, który w przeciwieństwie do grubego na kilka centymetrów kompozytu, nie jest w stanie wytrzymać nie tylko bezpośredniego uderzenia, ale nawet fali uderzeniowej czy odłamków.

Nowe programy pancerne mówią to wprost

Najciekawsze jest to, że ten zwrot nie wynika z pojedynczej mody, tylko z serii bardzo konkretnych decyzji. Przy ogłoszeniu programu M1E3 amerykańska armia stwierdziła wprost, że Abrams nie może już dalej zwiększać możliwości przez dokładanie masy i że wojna w Ukrainie pokazała potrzebę zintegrowanej ochrony budowanej wewnątrz platformy, a nie dokładanej jako późniejszy pakiet. Niedługo później przy wczesnym prototypie M1E3 podkreślono ponownie trzy rzeczy: niższą masę, mniejszy ślad logistyczny i dostosowanie do zagrożeń takich jak drony oraz broń precyzyjna. To więc nie jest już byle prosta korekta kursu, a ogromna zmiana założeń wyjściowych.

Leopard 2 A8

W Niemczech widać podobne myślenie. Bundeswehra nie opisuje Trophy w Leopardzie 2 jako ciekawego gadżetu, tylko jako kamień milowy i technologiczny pomost do Leoparda 2A8. Pada tam wręcz stwierdzenie, że właśnie dzięki takiemu systemowi można skutecznie odpierać pociski wystrzelone z granatników, przeciwpancerne pociski kierowane i inne zagrożenia bez dokładania dodatkowej osłony balistycznej, a więc zachowując przy tym wysoką mobilność i relatywnie niższą masę. To szczególnie mocny argument, bo pochodzi nie od producenta, lecz od armii, która sama wdraża rozwiązanie do służby.

W dodatku ten trend nie zatrzymuje się na czołgach. W armijnym portfolio modernizacyjnym na 2024 rok zapisano rozpoczęcie produkcji Bradleya z Iron Fist, a wcześniejsze testy tego APS zostały oficjalnie ocenione jako poprawa skuteczności i trwałości systemu. W praktyce oznacza to, że aktywna ochrona przestaje być luksusem dla pojedynczego typu wozu i staje się szerszym standardem dla całych rodzin platform bojowych.

APS to w żadnym razie jakaś cudowna tarcza

W tym miejscu łatwo wpaść w przesadę i ogłosić, że APS rozwiązuje wszystko. Nie rozwiązuje. Aktualnie nie istnieje uniwersalne rozwiązanie do zwalczania dronów i pocisków zagrażających pojazdom pancernym, a aktywne i pasywne sensory oraz środki zwalczające tego typu zagrożenia muszą działać razem w całych strukturach. Innymi słowy, sam APS na wieży czołgu nie zastąpi walki radioelektronicznej, obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu, maskowania, piechoty towarzyszącej ani zwyczajnej dyscypliny taktycznej.

Są też granice czysto techniczne. APS typu Soft Kill jest w dużej mierze użyteczny przeciw systemom naprowadzanym, a Bundeswehra już dziś mówi otwarcie, że kolejnym krokiem rozwijania pancernych pojazdów musi być poprawa ochrony także przed zagrożeniami kinetycznymi oraz laserowymi. To bardzo ważne zastrzeżenie, bo jeśli sama armia wdrażająca Trophy mówi o potrzebie dalszej ochrony przeciw zagrożeniom kinetycznym, to znaczy, że klasyczny pancerz nie znika z równania. Nadal potrzebny jest do przetrwania odłamków, ostrzału, wstrząsu, min i części trafień, których żadna aktywna warstwa nie przechwyci lub nie zdąży przechwycić.

Czytaj też: Od K2 Black Panther po T-14 Armata. Co wyróżnia czołgi 4 i 4+ generacji?

Zwłaszcza że APS to nie magiczne rozwiązanie problemu zagrożeń lecących w stronę czołgu. Oba typy nie gwarantują 100-procentowej ochrony przed wszystkim, a wersję Hard Kill ogranicza dodatkowo liczba efektorów, które na dodatek działają bezpośrednio na zagrożenie, niszcząc go w locie, a nie “wyparowując go”. Oznacza to, że ich przechwytywanie generuje wokół czołgu strefę zagrożenia, w której nie mogą znaleźć się żadni żołnierze. Ciekawie będzie więc obserwować rozwój APS i to zwłaszcza w zakresie broni laserowej, która w tego typu zastosowaniach może mieć ogromny sens.

Źródła: The Defense Post, Armia USA, RUSI

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.