Od lat słyszymy to samo. Akumulatory ze stałym elektrolitem mają wreszcie rozwiązać największe bolączki elektromobilności, a więc skrócić ładowanie, poprawić bezpieczeństwo i zwiększyć gęstość energii. Jednak nawet dziś większość branży pozostaje na etapie testów, walidacji i ostrożnych zapowiedzi, bo przejście z obiecującego ogniwa do seryjnego produktu nadal jest jednym z najtrudniejszych etapów całej tej technologicznej układanki. Właśnie dlatego nowy Verge TS Pro jest ciekawy nie tylko jako egzotyczny elektryczny motocykl z Estonii, bo ten dokładnie model ma być pierwszym seryjnie produkowanym pojazdem z pełnym akumulatorem ze stałym elektrolitem opracowanym razem z fińskim Donut Lab.

Verge TS Pro to nie byle jaki motocykl elektryczny
Sam motocykl nie jest byle prototypem i pokazem technologii, ale pełnoprawnym modelem z bardzo konkretną specyfikacją, która nie sugeruje byle zabawki. Firma Verge oferuje TS Pro z dwoma wariantami akumulatora (20,2 kWh lub 33,3 kWh) z deklarowanym zasięgiem odpowiednio do 350 km i do 600 km. Do tego dochodzi ładowanie DC o mocy do 100 kW w mniejszej wersji i do 200 kW w większej, napęd o mocy 102 kW, 1000 Nm momentu obrotowego, sprint do 100 km/h w 3,5 sekundy i prędkość maksymalna rzędu 200 km/h. Na papierze wygląda to więc jak połączenie mocnej elektrycznej maszyny premium z akumulatorem nowej generacji, a co najważniejsze, nie jest to tylko demonstracyjny sprzęt, bo firma otwarcie sprzedaje TS Pro jako gotowy produkt na rynki Europy, Wielkiej Brytanii i USA.
Czytaj też: Napęd na dwa koła w motocyklu wraca? Teraz robi to elektronika i silnik w piaście
Oto więc wreszcie technologia akumulatorów ze stałym elektrolitem naprawdę zaczęła wychodzić na rynek, ale jednocześnie nadal nie stała się całkowicie przejrzysta. Verge i Donut Lab nie ujawniły publicznie wszystkich kluczowych szczegółów chemii ogniw, a właśnie ten element pozostaje zaskakująco słabo opisany jak na projekt reklamowany jako historyczny przełom. Do tego dochodzi jeszcze kwestia tego, co rzeczywiście potwierdzono niezależnie. Donut Lab zlecił VTT Technical Research Centre of Finland serię pomiarów właściwości swoich ogniw i rzeczywiście stosowne badania zostały wykonane, ale ich wyniki były publikowane etapami. Poczatkowo dowiedzieliśmy się, że w grę wchodzi ładowanie pojedynczego ogniwa z mocą odpowiadającą 5C przez ponad dziewięć minut, dojściu do 80 proc. stanu naładowania w około 9,5 minuty i pełnym ładowaniu w nieco ponad 12 minut w określonych warunkach testowych.

Czytaj też: Najlepszy motocykl na start przygody? Sam trzyma pion, a sprzedaż jest już pewna
Dopiero połowa marca przyniosła pokaz pracy gotowego pakietu w motocyklu Verge. Wedle niego 18-kWh pakiet akumulatora miał utrzymywać ponad 100 kW mocy ładowania przez pięć minut, przejść z 10 do 50 proc. w pięć minut, do 70 proc. w nieco ponad dziewięć minut i do 80 proc. w 12 minut, a wszystko to przy chłodzeniu powietrzem. Donut Lab pokazał też test uszkodzonego ogniwa, w którym po naruszeniu struktury próżniowej nie doszło do pożaru ani gwałtownego wzrostu temperatury. Ogniwo dalej pracowało, ale pojemność ustabilizowała się na poziomie około 11 Ah wobec pierwotnych 25 Ah po 50 cyklach szybkiego ładowania 5C. Nadal jednak nie znamy odpowiedzi o na pytania o długowieczność pakietu, rzeczywistą gęstość energii w skali całego systemu i powtarzalność produkcji.
Cena szybko sprowadza chętnych do zakupu Verge TS Pro na ziemię
Z perspektywy polskiego czytelnika najważniejsze jest jednak coś jeszcze. To nie jest technologia, która wchodzi na rynek po to, żeby demokratyzować elektromobilność. Europejska strona Verge pokazuje cenę startową TS Pro na poziomie 29900 euro, czyli około 128,2 tys. zł, podczas gdy wydanie Special Edition startuje od 30900 euro, czyli około 132,5 tys. zł, a to już poziom, przy którym nie kupuje się środka transportu, ale drogi technologiczny manifest na dwóch kołach.

Czytaj też: Pierwszy taki skuter na świecie zawstydza motocykle. Nowa Yamaha strzeli Ci poduszką w twarz
Verge TS Pro nie kończy więc wielkiego wyścigu o akumulator przyszłości, ale sprawia, że ten wyścig przestaje być abstrakcyjny. Mamy już seryjny produkt, konkretną cenę, konkretne ładowanie, konkretne testy i pierwsze motocykle opuszczające fabrykę. To dużo więcej niż większość konkurentów pokazała do tej pory. Jednocześnie nadal brakuje pełnej przejrzystości w kwestii chemii ogniw, pełnej niezależnej walidacji najśmielszych obietnic i szerokich danych z użytkowania poza kontrolowanymi scenariuszami.
Źródła: Verge Motorcycles, InsideEVs, Verge TS Pro

