Firma Glorious najwyraźniej uznała, że aktualnie jest to dobry moment, by przestać być producentem kojarzonym wyłącznie z myszkami, klawiaturami i akcesoriami dla graczy. GHS Eternal oraz GHS Eternal RGB otwierają marce drzwi do świata audio i robią to w sposób bardzo charakterystyczny. Ciekawe jest bowiem to, że zamiast zaczynać od drogiego, efektownego headsetu dla entuzjastów, firma zeszła niżej i spróbowała uderzyć w coś znacznie trudniejszego, bo sprzęt taki, który ma być jednocześnie przystępny i funkcjonalny, a nawet wystarczająco uniwersalny, by nie wyglądał jak zakup w stylu “byleby coś do grania”.





Glorious wchodzi w nowy segment peryferiów dla graczy
GHS Eternal wyróżnia się przede wszystkim samym podstawowym założeniem całego projektu, bo to ewidentnie nie są słuchawki, które próbują udowodnić swoją wartość liczbą funkcji. Podstawowy model (odpowiednio tańszy) ma być po prostu klasycznym przewodowym headsetem gamingowym, który podłączasz i używasz bez zabawy w dodatkowe ustawienia, stacje dokujące czy bezprzewodowe tryby pracy. Droższy wariant z podświetleniem RGB idzie krok dalej, ale wciąż nie zmienia charakteru całej serii.
Czytaj też: Test Glorious Model D3 Wireless. Bezprzewodowa myszka, której nigdy nie zabraknie energii

W przypadku GHS Eternal RGB nadal mówimy bowiem o sprzęcie przewodowym, tylko z bardziej rozbudowaną obsługą, dodatkowymi funkcjami na samych muszlach i większym naciskiem na personalizację. Różnica między tymi modelami nie sprowadza się więc wyłącznie do podświetlenia. W praktyce wygląda to raczej jak dwa poziomy tego samego pomysłu. Jeden ma trafić do gracza, który chce prostego headsetu z klasycznym złączem jack 3,5 mm, a drugi do osoby, która oczekuje już czegoś bardziej współczesnego, z USB-C, dodatkowymi opcjami sterowania i większą kontrolą nad tym, jak sprzęt zachowuje się na co dzień.

Sam zainteresowałem się tańszym modelem GHS Eternal, bo co tu dużo mówić – dobry, prosty i tańszy headset na złącze jack 3.5 mm jest dziś po prostu bardziej kuszący od bardziej rozbudowanego sprzętu z perspektywy typowego użytkownika. Jednak czy aby na pewno ten sprzęt Glorious okaże się godny polecenia?
Co ma do zaoferowania Glorious GHS Eternal?
Sam GHS Eternal jest przewodowym headsetem gamingowym wykorzystującym klasyczne połączenie 3,5 mm do 3,5 mm. Już to ustawia go w pozycji sprzętu bardzo uniwersalnego, bo bez większej filozofii można go potraktować jako słuchawki do peceta, konsoli czy urządzenia mobilnego. W czasach, gdy coraz więcej sprzętu zaczyna stawiać na bardziej zamknięte lub mniej oczywiste sposoby połączenia, taki klasyczny ruch znowu zaczyna być zaletą. Zwłaszcza kiedy np. nie chcecie zapewne zajmować jedynego USB-C w swoim laptopie czy urządzeniu mobilnym.

Specyfikacja Glorious GHS Eternal również nie próbuje tu szokować. Mamy przetworniki o impedancji 32 Ω, pasmo przenoszenia 20 Hz – 20 kHz, czułość 95 dB SPL przy 1 kHz i wagę 255 gramów razem z mikrofonem. Innymi słowy, jest to bardzo typowy zestaw parametrów, ale jeśli idzie o sam projekt tego zestawu słuchawkowego, to można się nim w pewnym stopniu “zachwycić”. Niska waga, matowe tworzywo sztuczne, brak trzasków na łączeniach, bardzo sprawnie (choć dla mnie zbyt lekko) działająca regulacja wychylenia i obrotu muszli, ciekawe akcenty pomarańczowego (charakterystyczny kolor marki) i pianka memory obita materiałem a nie skórą, to nie tyle standardowe, a ciekawe połączenie, jak na gamingowy zestaw słuchawkowy.


Na lewej słuchawce znalazło się całe “centrum dowodzenia”, które akurat jest skromne. Obejmuje bowiem przełącznik on/off dla mikrofonu oraz małą gałkę regulacji głośności z metali, której wciśnięcie odpowiada za funkcję play/pause. Do tego dochodzi port jack 3,5 mm do odpinanego przewodu oraz podobna luka, która jest stosownie skrojona dla mikrofonu na sztywnym, ale plastycznym pałąku. Na prawej muszli nie znajdziecie nic, więc można powiedzieć, że GHS Eternal to rzeczywiście bardzo podstawowy model.
Przyznam jednak, że swoboda obracania całych muszli jest dla mnie bardziej niż niezrozumiała. Tak duży luz sugeruje, że w tych słuchawkach oba widełki są wręcz popsute, choć jest to tylko moje subiektywne zdanie, więc samo zachowanie GHS Eternal “po podniesieniu” oceńcie sami:
Przy takich “wygibasach” odkryłem też, że obicie pałąku od spodu nie jest najlepiej przytwierdzone do całej struktury i po rozłożeniu muszli zbytnio na boki, może pokazać zbyt wiele, niż chciałby tego producent. Spokojnie jednak – wystarczy wcisnąć tę piankową-materiałowy duet na swoje miejsce, aby “naprawić” taki defekt, który (na szczęście) przy typowym korzystaniu ze słuchawek nigdy się nie pojawi. Szkoda akurat, że Glorious nie zrobiło z tego funkcji, bo w dzisiejszych czasach każdy sprzęt aż prosi się o opcję wymiany zużywających się elementów, takich jak nauszniki oraz pałąk właśnie.

Komfort i wygoda Glorious GHS Eternal
Jednym z najciekawszych elementów GHS Eternal jest jego masa. 255 gramów to wynik, który już na starcie ustawia te słuchawki po tej ciekawszej stronie segmentu budżetowo-średniego. W przypadku headsetów wygoda nie wynika przecież wyłącznie z rodzaju nauszników czy kształtu pałąka, z czym GHS Eternal poradziły sobie zresztą świetnie.
Czytaj też: Test SteelSeries Arctis Nova Elite. Co potrafią słuchawki za 2699 złotych?

Bardzo dużo zależy właśnie od tego, jak szybko sprzęt zaczyna ciążyć na głowie i czy po dwóch godzinach nie zamienia się w odczuwalną “cegłę na głowie” czy piekarnik dla naszych uszu. Takie podejście ma sens zwłaszcza wtedy, kiedy wykorzystujecie takie słuchawki nie tylko do grania, ale też codziennych czynności czy nawet w podróży. Potwierdzam – wszystkie te scenariusze da się przetrwać bardziej komfortowo z GHS Eternal niż z ponad dziesięciokrotnie droższym modelem konkurencji.
Tego typu projekt ma jednak swoje bolączki. Z jednej strony aż tak “lekko regulujące się” muszle wymagają dociśnięcia nauszników do głowy po założeniu słuchawek. Tkanina w miejscu skóry sprawia też, że wygłuszanie dźwięków z otoczenia działa słabiej niż mogłoby się z pozoru wydawać, ale w tej akurat kwestii GHS Eternal pozytywnie mnie zaskoczyły, bo hałas tła nie przedostaje się do nich aż tak łatwo, jak zwykle ma to miejsce.
Dźwięk ma stawiać na czytelność, a nie na pokaz siły
Jeśli idzie o to, co w słuchawkach najważniejsze, to kluczowym elementem tego modelu są 40-milimetrowe, niestandardowo dostrojone przetworniki ustawione pod kątem. Tutaj niestety nie mam dobrych wieści, ale głównie dlatego, że ostatnie tygodnie spędzałem każdego z dnia z kosztującymi 2699 złotych słuchawkami Arctis Nova Elite, które prezentują sobą zupełnie inny poziom zaawansowania. Przyzwyczajenie zrobiło swoje i porównanie Glorious GHS Eternal do takiego modelu “łeb w łeb” od razu pokazało mi różnicę między drogimi a “typowymi” słuchawkami. Spokojnie jednak – nie jest źle. Jest po prostu dobrze.

Glorious GHS Eternal grają dokładnie tak, jak mają brzmieć słuchawki dla graczy w rejonie 150-300 złotych, czyli poprawnie. Dobrze rozdzielają poszczególne pasma, więc w strzelankach bez problemu określicie, czy przeciwnik biega lub strzela tuż nad wami, czy na tym poziomie, a ich ewidentnie basowe brzmienie nada każdemu utworowi dodatkowego kopa. Nie jest to oczywiście sprzęt do meandrowania w szczegółowości utworów z biblioteki pełnej rozszerzeń .flac, ale moim zdaniem to i tak kwestia przyzwyczajenia, bo po kilku dniach z GHS Eternal i tak przywykłem do innego (naturalnie gorszego) brzmienia i przypomniałem sobie o nim wyłącznie przy pisaniu tego testu.

Jeśli z kolei idzie o odpinany mikrofon (stanowi to kolejny przejaw tego, że GHS Eternal to słuchawki “do wszystkiego”), to w grę wchodzi odpinany model o charakterystyce omnidirectional, z pasmem 70 Hz – 10 kHz i czułością -40 dB przy 1 kHz. Brzmi on następująco:
Sama jakość nie jest przesadnie zachwycająca, ale głos bardzo łatwo zrozumieć, a hałas z otoczenia (tutaj głośnej klawiatury) jest wręcz w zaskakująco dobry sposób omijany przez membranę i to do tego stopnia, że dwukrotnie upewniałem się, czy aby na pewno w tle nie działała jakaś funkcja wyciszania hałasu z udziałem SI, ale nie – to surowe nagranie z mikrofonu GHS Eternal.
Test Glorious GHS Eternal – podsumowanie
Największą siłą Glorious GHS Eternal rzeczywiście okazuje się zwykła uniwersalność. Te słuchawki po prostu dobrze wpisują się w codzienność typowego gracza, który nie chce osobnego headsetu do peceta, osobnego do konsoli i jeszcze kolejnego do telefonu czy handhelda. Klasyczne złącze jack 3,5 mm, niska waga, odpinany mikrofon i brak przekombinowania sprawiają, że GHS Eternal da się potraktować jako jeden prosty model do bardzo różnych zastosowań. To nie jest sprzęt przywiązany do jednego ekosystemu ani jednego scenariusza użycia i właśnie dlatego jego charakter broni się najlepiej tam, gdzie inne tańsze headsety próbują nadrabiać braki zbędnymi dodatkami.

GHS Eternal nie są słuchawkami, które mają zawstydzać droższe modele. Od pierwszego kontaktu czuć, że to sprzęt zaprojektowany rozsądnie, a nie przesadnie ambitnie. Wygoda wypada dobrze, dźwięk trzyma poziom typowy dla sensownych słuchawek dla graczy w rejonie 150-300 złotych, a mikrofon, choć sam w sobie nie zachwyca barwą, okazuje się wystarczająco czytelny i pozytywnie zaskakuje tym, jak skutecznie ogranicza hałas z otoczenia.
Czytaj też: Test SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2, czyli historia o tym, jak ulepszyć wszechstronną myszkę
Nie znaczy to oczywiście, że GHS Eternal są wolne od wad. Zbyt lekko pracujące muszle sprawiają dziwne wrażenie przy pierwszym kontakcie, a sposób mocowania materiałowego obicia od spodu pałąka mógł zostać rozwiązany lepiej. Do tego dochodzi basowe strojenie, które w grach sprawdza się dobrze, ale nie czyni z tego modelu sprzętu dla osób szukających szczególnie dojrzałego, analitycznego grania. Problem polega jednak na tym, że w tej cenie trudno oczekiwać pełnego pakietu bez żadnych ustępstw, ale tutaj uczciwie przyznam, że GHS Eternal w moich oczach powinien kosztować nie 260 zł, a 199 złotych, a coś czuję, że spadnie na ten poziom za jakiś czas.

