Czy zdarza się Wam rozglądać z niepokojem za najbliższą stacją paliw albo trafiać regularnie na kolejki przy dystrybutorach, które trwają kilkadziesiąt minut? Dla właścicieli elektrycznych samochodów bez opcji ładowania w miejscu zamieszkania takie przygody przy codziennych podróżach na dłuższych dystansach to często smutna rzeczywistość… która prędko się nie zmieni. Rynek samochodów elektrycznych dojrzewa bowiem szybciej niż sama infrastruktura, a kierowcy coraz częściej mają dość tej samej rutyny, czyli planowania trasy pod ładowarki, liczenia procentów i nerwowego sprawdzania, czy aby na pewno ładowarka jest w ogóle wolna. Co więc realnie zmienia kolejny nowy samochód, obiecujący koniec z problematycznym ładowaniem?
Ti3 to nowy element układanki BYD i marki Fang Cheng Bao
Nowością na rynku elektrycznych samochodów jest Fang Cheng Bao Ti3, który interesuje nas w wersji Flash Charging Edition. Jest on oferowany w dwóch wariantach, bo tylnonapędowym z zasięgiem 620 km oraz z napędem 4×4 z zasięgiem 565 km, przy czym mowa o chińskim cyklu, a więc tego “wybaczającego więcej”. Ten model jest interesujący przede wszystkim dlatego, że Ti3 ma uzupełniać poziom naładowania od 10% do 70% w około 5 minut, a dojście do 97% ma mu zajmować około 9 minut, przy czym w mrozie rzędu -30°C czas ma wydłużyć się tylko o około 3 minuty. Sekret tego ładowania tkwi w akumulatorze LFP o pojemności 75,6 kWh, który najwyraźniej może przyjąć w pięć minut aż 45,4 kWh energii, co przekłada się na konieczność ładowania mocą około 544 kW.
Czytaj też: Chiński elektryk przetrwał uderzenie rakiety w Jerozolimie. Pięć osób wyszło żywych z auta przy ogromnym kraterze

Ti3 Flash Charging Edition ma być też pokazem możliwości szerszej platformy, a nie tylko szybkiego ładowania. W konstrukcji pojawia się CTB (cell-to-body), czyli integracja akumulatora z nadwoziem, co zwykle robi się po to, by poprawić sztywność i wykorzystanie przestrzeni, a do tego zmniejszyć masę. Do tego dochodzi funkcja V2L o mocy 6 kW, a więc możliwość zasilenia sprzętów zewnętrznych, czyli np. elektroniki w terenie i to nie byle laptopa czy smartfona, bo w grę wchodzą nawet elektronarzędzia czy sprzęt pokroju… małej betoniarki. Jak więc na SUVa z pięciowahaczem na tyle, takie robocze wykorzystanie, a nie wyłącznie jeżdżenie po mieście, jest bardzo realne. Zwłaszcza w odmianie 4×4, która dorzuca do pakietu mocniejsze hamulce oraz funkcje pokroju rozpoznawania nawierzchni i sterowania rozdziałem momentu obrotowego.
Czytaj też: Tesla dostała nowego rywala w grze o robotaxi. Lucid właśnie pokazał autonomiczny samochód Lunar
Ciekawa jest też cena, bo ta ma wynosić odpowiednio 153800 juanów i 169800 juanów, czyli kolejno 83130 i 92000 zł w bezpośrednim przeliczeniu, a więc bez europejskich podatków, kosztów homologacji i marż importowych. Jednocześnie musimy pamiętać, że tego typu elektryczne samochody, które zachwycają prędkością ładowania, to tylko część układanki.
Czytaj też: Chińczycy rzucili rękawicę Kawasaki. Ten sportowy motocykl kosztuje absurdalnie mało
BYD może sobie zapowiadać stacje Flash Charging z 1500-kW dostępnymi na pojedynczej wtyczce, które rzeczywiście ładują akumulator tak szybko, jak tankuje się zbiornik paliwa (przynajmniej w przedziale do 80%), ale wymagają one infrastruktury niedostępnej dla większości miejsc. Dlatego w Europie znajdziemy co najwyżej 350-kW stacje, ale jest ich i tak tyle, co kot napłakał.
Źródła: Car News China, BYD

