Świat rowerów od dawna próbuje udowodnić, że zwykłe pedałowanie to za mało. Jedni idą w elektryfikację, inni w aerodynamikę, a jeszcze inni próbują zamienić rower w coś pomiędzy sprzętem sportowym, środkiem transportu i narzędziem do poprawiania kondycji. Zwykle kończy się to na mniej lub bardziej efektownych dodatkach, ale od czasu do czasu pojawia się projekt, który nie chce poprawiać znanej formuły, tylko rozrysować ją od nowa. Tak właśnie wygląda VeloGym, czyli niemiecki poziomy trójkołowiec, który podczas jazdy ma angażować nie tylko nogi, ale też ręce, barki, klatkę piersiową i plecy.
VeloGym chce połączyć rower z pobytem na siłowni
Projekt VeloGym został nagłośniony 14 marca 2026 roku przez serwis New Atlas, który opisał go jako konstrukcję rozwijaną przez przedsiębiorców związanych z Technische Universität München. Oficjalna strona producenta przedstawia VeloGym jako “najszybsze urządzenie fitness na świecie”, z kolei profil startupu w Munich Startup mówi o zgłoszonym pierwszym patencie, drugim w przygotowaniu, trzech modelach bliskich wersji produkcyjnej i planie uruchomienia pierwszej serii wiosną 2026 roku. Mówimy więc nie o gotowym produkcie obecnym w szerokiej sprzedaży, ale o projekcie na etapie przechodzenia z prototypu do produkcji.
Czytaj też: 32 cale przestają być dziwactwem. Ten rower można już po prostu kupić

Sam pomysł jest prosty do opisania i dość nietypowy w wykonaniu. VeloGym ma klasyczny napęd nożny z pedałami, ale dorzuca do niego dwa stalowe lewary po bokach, które użytkownik pcha i przyciąga synchronicznie, przekazując tym samym moc z rąk i górnej części ciała na tylne, 28-calowe koło. Założyciel Gustav Holz przekonuje, że można w dowolnym momencie jechać samymi nogami, samymi rękami albo obiema partiami naraz, bo siły zwyczajnie się sumują. Równie ciekawy w tym projekcie jest też sam układ kierowania, który pozwala skręcać bez przerywania ruchu rękami.
Na tym etapie warto od razu zaznaczyć, że sama idea łączenia pracy nóg i rąk nie jest wzięta z powietrza. Na rynku znajdziemy podobne pojazdy pokroju Raxibo, 4StrikeBike, TwiCycle czy Varibike, a same badania nad wysiłkiem angażującym jednocześnie górne i dolne partie ciała od dawna pokazują coś ważnego. Wedle naukowych opracowań taka kombinacja może zwiększać obciążenie metaboliczne organizmu i pułap wysiłkowy względem pracy pojedynczych segmentów ciała. Innymi słowy, cały ten koncept nie jest marketingową fantazją, tylko ma fizjologiczne podstawy. To jednak nie oznacza jeszcze automatycznie, że powstaje z tego świetny pojazd do codziennego poruszania się po mieście.

Czytaj też: Minimalizm na pokaz czy sprytna rowerowa inżynieria? Nie zgadniesz, gdzie upchnęli cały napęd
Tym, co rzeczywiście odróżnia VeloGym od części podobnych projektów, jest odejście od klasycznych korb obsługiwanych rękami na rzecz ruchu bardziej przypominającego wiosłowanie połączone z wyciskaniem. Producent próbuje z tego zrobić nie tylko argument treningowy, ale wręcz cechę użytkową. Problem w tym, że to właśnie tutaj zaczynają się pytania, na które na razie nie ma mocnych odpowiedzi. Taki ruch może być bardzo atrakcyjny jako ćwiczenie, ale codzienny dojazd do pracy, jazda w zwykłych ubraniach, pokonywanie skrzyżowań i spokojne toczenie się w ruchu miejskim to już zupełnie inna historia.
Masa i cena szybko studzą entuzjazm chętnych na VeloGym
Nawet jeśli jednak zaakceptujemy niszowy charakter VeloGymu, to i tak nie sposób uciec od liczb. Wersja produkcyjna tego pojazdu ma korzystać z aluminiowej ramy lotniczej, części Shimano Ultegra, hydraulicznych hamulców tarczowych Tektro Auriga Twin, a przy tym ważyć około 24 kg. To sporo jak na pojazd bez wspomagania elektrycznego i to zwłaszcza jeśli ktoś myśli o codziennym użytkowaniu, przenoszeniu, manewrowaniu czy parkowaniu. Cena zaskakuje równie mocno, bo podstawowa wersja VeloGymu, jeszcze bez błotników, świateł i bagażnika, ma kosztować od 6300 do 7000 euro, czyli nawet 30000 zł. I to nadal mówimy o wersji bazowej, a nie o sprzęcie gotowym do codziennej eksploatacji w mniej idealnych warunkach.
Czytaj też: Gigant w pułapce ewolucji. Rower Propel lżejszy, sztywniejszy i szybszy, ale ciągle taki sam?
Nie mam wątpliwości, że VeloGym jest jednym z tych projektów, które dobrze robią branży, bo przypominają, że transport osobisty nie musi być zamknięty w jednym schemacie. Do tego stoi za nim coś więcej niż sama wizualna ekstrawagancja. Jest pomysł, jest pewne zaplecze akademicko-badawcze, jest próba wejścia również w zastosowania treningowe i rehabilitacyjne, a nawet sygnały o pierwszych przychodach i zamówieniach w przedsprzedaży. Munich Startup podaje zresztą, że wartość zamówień przedpremierowych miała sięgać około 100 tys. euro, a pierwsze przychody pojawiły się już w listopadzie 2024 roku. To nie jest więc projekt narysowany na serwetce, ale tylko czas go zweryfikuje.
Źródła: New Atlas, VeloGym, PubMed, Munich Startup

