W tym kraju obywatele znaleźli sposób na rosnące ceny paliw. Wszystkim się nie spodoba

Dla zwykłych ludzi problem z rosnącą ceną paliwa zaczyna się dopiero wtedy, gdy drożejące surowce przekładają się na rachunki, ogrzewanie domu i koszt każdego przejechanego kilometra. Wtedy zaczyna rachunek ekonomiczny w kuchni, garażu i kotłowni, a to, co dzieje się właśnie na tym poletku w Wielkiej Brytanii, mówi samo za siebie.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Część Brytyjczyków nie czeka tam już biernie na uspokojenie rynku ropy i gazu, tylko próbuje odciąć się od problemu u źródła. Jak? Prosto, bo przez zakup technologii, które mają zmniejszyć zależność od paliw kopalnych.

Rachunek okazał się silniejszy niż ideologia

Octopus Energy podał, że w Wielkiej Brytanii w marcu sprzedaż domowej fotowoltaiki i pomp ciepła wzrosła o ponad połowę, a równolegle przyspieszyło też zainteresowanie ładowarkami i samochodami elektrycznymi. Inne relacje medialne opisujące ten sam skok popytu mówią o podobnym kierunku zmian i łączą go wprost z gwałtownym wzrostem cen paliw po eskalacji konfliktu wokół Iranu. To nie wygląda więc na sezonową fanaberię, tylko na bardzo szybki odruch obronny części gospodarstw domowych.

Czytaj też: Czekaliśmy kilkanaście lat. Kolejna wielka inwestycja w Polsce

Oznacza to, że Brytyjczycy nie rzucili się na panele i pompy ciepła dlatego, że nagle wszyscy zapragnęli zostać prosumentami z przekonania. Zrobili to dlatego, że paliwa kopalne po raz kolejny przypomniały, czym są w praktyce, a są niczym innym, jak źródłem kosztu, nad którym końcowy odbiorca ma bardzo małą kontrolę. Jeżeli bowiem benzyna, diesel, gaz i energia elektryczna pozostają podatne na wstrząsy geopolityczne, to własny dach z panelami albo przejście na ogrzewanie elektryczne zaczyna wyglądać nie jak ekologiczny kaprys, ale jak forma prywatnego zabezpieczenia swojego portfela.

Wielka Brytania ma dziś problem większy, niż mogłoby się wydawać

Brytyjski mechanizm ochronny (price cap) chwilowo amortyzuje wstrząs związany z ceną paliw, ale nie usuwa przyczyny. Ofgem podał, że od 1 kwietnia do 30 czerwca 2026 roku typowy rachunek objęty limitem wynosi 1641 funtów rocznie, czyli około 8,1 tys. zł. Problem w tym, że analitycy Cornwall Insight prognozują od lipca wzrost o około 18 procent, czyli do 1929 funtów, a więc do mniej więcej 9,5 tys. zł rocznie. Innymi słowy, ulga z wiosny może okazać się tylko krótkim oddechem przed kolejnym podbiciem kosztów.

Czytaj też: To miały być tylko nowe ogniwa słoneczne. Dziś w grę wchodzi coś znacznie większego

Wielka Brytania jest przy tym szczególnie podatna na takie tąpnięcia. Reuters zwracał uwagę już na początku marca, że kraj pozostaje bardziej narażony na inflacyjny szok energetyczny niż wiele innych państw Europy. Powód jest prosty: nawet kiedy na papierze rośnie udział odnawialnych źródeł, to ceny energii dla gospodarstw domowych nadal mocno reagują na to, co dzieje się na rynku gazu. Właśnie dlatego domowa fotowoltaika, pompy ciepła i elektromobilność zaczynają być traktowane nie jako dodatek, ale jako próba wyjścia z systemu, który zbyt łatwo przenosi globalny chaos do portfeli odbiorców.

Jest jednak haczyk. To rozwiązanie nie jest równie dostępne dla wszystkich

Cała opowieść o “ucieczce od paliw” brzmi dobrze do momentu, w którym spojrzymy na koszt wejścia. Energy Saving Trust podaje, że przeciętny domowy system fotowoltaiczny kosztuje około 6100 funtów, czyli w przybliżeniu 30 tys. zł. Powietrzna pompa ciepła to z kolei wydatek rzędu 11 tys. funtów, a więc około 54 tys. zł. Owszem, w Wielkiej Brytanii działa dostępna dotacja Boiler Upgrade Scheme w wysokości 7500 funtów, czyli około 36,8 tys. zł, co może zbić prosty rachunek dla typowej pompy do około 17,2 tys. zł, ale problem w tym, że jest to nadal poziom, którego nie da się nazwać drobną zmianą w domowym budżecie.

Czytaj też: Darmowy prąd i ciepło na życzenie. Czy to fotowoltaika, o której marzył świat?

Ten brytyjski sposób na rosnące ceny paliw nie spodoba się więc wszystkim, bo nie każdy może z niego skorzystać w tym samym stopniu. Właściciel domu z własnym dachem i miejscem na modernizację ogrzewania ma zupełnie inną pozycję niż lokator w mieszkaniu, najemca albo ktoś, kto nie ma kapitału na wyłożenie kilku czy kilkunastu tysięcy funtów na start. Panele nie rozwiązują więc całego kryzysu. One raczej pokazują, kto może się od niego częściowo odgrodzić, a kto nadal będzie płacił rachunek wystawiany przez rynek paliw kopalnych.

Źródła: Reuters, The Guardian, Octopus Energy, Energy Saving Trust

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.