Jaka jest przyszłość wodoru? Przez lata to paliwo przyszłości regularnie powraca jako istna obietnica rewolucji rynku paliwowego… ale z odroczonym terminem realizacji. Z jednej strony wodór miał napędzać ciężki transport, lotnictwo i przemysł tam, gdzie akumulatory dochodzą do ściany, a z drugiej niemal każda kolejna zapowiedź tego typu kończyła się zderzeniem z kosztami, masą instalacji, infrastrukturą albo samą fizyką procesu. W efekcie technologia, która na papierze wyglądała jak gotowa odpowiedź na część problemów klimatycznych, w rzeczywistym świecie zbyt często pozostawała zamknięta w laboratoriach i pilotażach. Właśnie dlatego nowa praca zespołu z Uniwersytet Nowej Południowej Walii zasługuje na uwagę.

Problem tkwił w zalewaniu ogniwa paliwowego
Wodorowe ogniwo paliwowe działa elegancko tylko do momentu, kiedy teoria nie zderzy się z praktyką. Sam proces wygląda kusząco, bo w takim ogniwie wodór reaguje z tlenem, powstaje energia elektryczna, a produktem ubocznym jest woda. Tyle że ta sama woda potrafi zostać uwięziona wewnątrz ogniwa, ograniczyć dopływ tlenu i dosłownie zdusić jego sprawność. Stanowi to stary problem technologii PEM, bo układ potrzebuje odpowiedniego bilansu między nawodnieniem membrany a usuwaniem nadmiaru cieczy. Gdy woda zaczyna blokować przepływ, wydajność spada, a próba ratowania sytuacji zwykle oznacza bardziej złożone, cięższe i droższe systemy zarządzania.
Czytaj też: Pierwsza taka dachówka świata. Darmowy prąd bez wielkich paneli na dachu
Tym razem naukowcy z Australii podeszli do tego inaczej. Zespół wprowadził do architektury ogniwa mikroskopijne kanały boczne, które mają odprowadzać nadmiar gazu i wody, zanim dojdzie do zatoru. Mówimy o strukturach szerokich na 100 mikrometrów, czyli 0,1 mm, rozdzielonych żeberkami o tej samej szerokości. Brzmi to więc niepozornie, ale właśnie taka zmiana pozwoliła poprawić transport reagentów i ograniczyć zjawisko zalewania. Według badaczy przełożyło się to na wzrost mocy o 75% względem tradycyjnych układów.
Czytaj też: W tym kraju obywatele znaleźli sposób na rosnące ceny paliw. Wszystkim się nie spodoba
Na pierwszy rzut oka łatwo uznać, że to kolejny laboratoryjny rekord, który dobrze wygląda, ale niewiele zmienia. Musimy jednak pamiętać, że to właśnie takie “małe” ograniczenia od lat blokują przejście od demonstratorów do sprzętu użytkowego. Jeśli ogniwo wymaga rozbudowanych układów osuszania, dodatkowych elementów sterowania przepływem i większej ilości drogich materiałów, to przestaje być atrakcyjne tam, gdzie liczy się masa, cena i prostota serwisowania. Dlatego poprawa samej geometrii przepływu jest ważna nie tylko dla chemików, ale też dla projektantów ciężarówek, dronów czy lekkich samolotów.
Szersze tło też temu sprzyja. Wodór nie znika z mapy przyszłego transportu, lecz przesuwa się tam, gdzie bezpośrednia elektryfikacja ma największy problem z masą i zasięgiem. Między innymi dlatego wraca dziś temat wodoru jako następcy diesla w ciężkim transporcie, obniżania kosztów ogniw paliwowych i prób wejścia tej technologii do lotnictwa. Nieprzypadkowo Airbus postawił w 2025 roku na napęd oparty o ogniwa paliwowe w programie ZEROe, a w szerszej debacie coraz częściej przewijają się też megawatowe instalacje testowe i nowe generacje stosów dla sektora komercyjnego.
Lotnictwo i ciężki transport nadal nie dostały prostego rozwiązania
Tu jednak zaczynają się schody. Nawet jeśli samo ogniwo staje się sprawniejsze, nie znaczy to jeszcze, że wodór właśnie dostał przepustkę do masowego rynku. Airbus przyznaje, że nie istnieją dziś komercyjnie dostępne ogniwa paliwowe wystarczająco duże, by napędzać samolot przy akceptowalnej masie, a lotnictwo musi dodatkowo zmagać się z kriogeniką, bezpieczeństwem, certyfikacją i logistyką na lotniskach. Reuters poinformował w lutym 2025 roku, że Airbus opóźnia rozwój komercyjnego samolotu wodorowego o kolejne 5-10 lat właśnie przez wolniejszy postęp technologii i infrastruktury. To dobry sygnał ostrzegawczy przed zbyt szybkim ogłaszaniem zwycięstwa.

Czytaj też: Czekaliśmy kilkanaście lat. Kolejna wielka inwestycja w Polsce
Jeszcze mocniej widać to w danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Globalny popyt na wodór urósł w 2024 roku do prawie 100 mln ton, ale popyt z nowych zastosowań pozostaje śladowy, a produkcja niskoemisyjnego wodoru nadal stanowi mniej niż 1 proc. światowej produkcji. Przeszkadzają w tym wysokie koszty, słaby rozwój infrastruktury, niepewny popyt i fala opóźnień oraz anulowania projektów. Innymi słowy, nawet bardzo udane ogniwo nie rozwiązuje problemu, jeśli samo paliwo pozostaje trudne do taniego i szerokiego wdrożenia.
Nowy projekt wodorowego ogniwa paliwowego zmieni świat?
Ten najnowszy australijski projekt ma sens właśnie dlatego, że nie próbuje sprzedawać wodoru jako natychmiastowej rewolucji. Badacze pokazują raczej, że można usunąć jedną z najbardziej uporczywych barier bez dokładania kosztownej komplikacji. Jest to o tyle ważne, że nowa konstrukcja ma być lżejsza, tańsza i mniej zależna od drogich metali, takich jak platyna. Kluczowe jest więc to, że zespół opatentował już technologię i deklaruje chęć skalowania jej z myślą między innymi o lekkim lotnictwie, gdzie przewaga nad akumulatorami może pojawić się szybciej niż w dużych samolotach pasażerskich.

