Polska przestała dopłacać Polakom do zakupu samochodu, ale Chińczycy zaczęli

Nasz rząd odsunął się od dopłat do zakupu elektrycznych samochodów, więc Chińczycy weszli z własnymi pieniędzmi. XPENG kusi tym razem Polaków czymś wyjątkowym – dopłatami od samego siebie. Od razu nasuwa się jednak proste pytanie – czemu po prostu nie obniżyć cen?
Polska przestała dopłacać Polakom do zakupu samochodu, ale Chińczycy zaczęli

Rynek samochodów elektrycznych bardzo długo żył w Polsce w dziwnym zawieszeniu. Z jednej strony miał rosnąć, dojrzewać i przekonywać do siebie zwykłych kierowców, a z drugiej przez większość tego czasu potrzebował zewnętrznej zachęty. Cena wejścia pozostawała zwyczajnie zbyt wysoka, a sama obietnica tańszej jazdy czy nowocześniejszej technologii nie wystarczała, kiedy klient stawał przed cennikiem. W takiej sytuacji dopłata była nie tyle bonusem, ile podstawowym warunkiem zakupu.

“Dobre czasy” zakończyły się jednak 27 stycznia 2026 roku, kiedy to budżet programu NaszEauto został wyczerpany. NFOŚiGW poinformował następnie, że od 10 lutego kolejne wnioski są przyjmowane warunkowo i będą rozpatrywane tylko wtedy, gdy uwolnią się środki. Dlatego właśnie ruch firmy XPEN w Polsce jest ciekawy, bo obejmuje właśnie dopłatę do 30000 zł i nie chodzi tu tylko o promocję na dwa SUV-y. Jest to raczej sygnał, że gdy państwowe wsparcie słabnie, to importerzy i producenci zaczynają testować własne metody utrzymania popytu.

XPENG nie rozdaje 30 tysięcy złotych w każdej formie

Oficjalna promocyjna oferta XPENG dotyczy samochodów z roku produkcji 2025, w wersjach poliftingowych i dostępnych z magazynu importera. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo prosto: G6 i G9 mają być dostępne z “dopłatą 30000 zł” albo z leasingiem odpowiednio 103% i 104%. Tyle że dopiero przypisy pokazują, co naprawdę kryje się za tym sloganem. W przypadku G6 promocyjny leasing 103% zakłada 30% wpłaty własnej, 36 miesięcy finansowania i 1% wykupu końcowego. Analogicznie wygląda G9 z leasingiem 104%. To nie jest więc uniwersalna, szeroka obniżka dla każdego klienta, ale oferta oparta na bardzo konkretnym scenariuszu finansowania i skierowana do przedsiębiorców.

Czytaj też: Mercedes porzuci czterocylindrowe silniki? Nie zgadniesz, co otrzyma kultowy model

Jeszcze ciekawiej robi się przy zakupie gotówkowym. Wtedy XPENG G6 AWD Performance z kalkulacji promocyjnej spada z 253700 zł brutto do 237820 zł brutto, czyli o 30444 zł. Z kolei G9 AWD Performance z dodatkowym wyposażeniem schodzi z 343900 zł do 312949 zł brutto, czyli o 30951 zł. W wariancie leasingowym natychmiastowy rabat jest niższy. Dla G6 mowa o 15180 zł brutto, a dla G9 o 13756 zł brutto, zaś resztę “wartości” oferty tworzą warunki finansowania. Innymi słowy, nie jest to 30000 zł czystego rabatu od ceny auta.

Czytaj też: Ładowanie elektrycznych samochodów w kilka minut przestaje być tylko pokazem

Tu pojawia się ważna różnica między oboma modelami. Limit programu “NaszEauto” wynosił 225000 zł netto, czyli około 276750 zł brutto. Promocyjny przykład G6 mieścił się poniżej tego pułapu już przed rabatem, bo katalogowe 253700 zł brutto to około 206,3 tys. zł netto, a po obniżce 237820 zł brutto daje około 193,3 tys. zł netto. W tym sensie importer przejmuje poniekąd dziś to pole, na którym wcześniej działało państwo. Z G9 sytuacja wygląda inaczej. W materiałach promocyjnych jako punkt odniesienia przyjęto wariant AWD Performance z wyposażeniem dodatkowym za 343900 zł brutto. To około 279,6 tys. zł netto, a więc wyraźnie ponad dawnym limitem programu. Nawet po gotówkowym rabacie do 312949 zł brutto taki egzemplarz wciąż kosztuje około 254,4 tys. zł netto, więc pozostaje poza dawnym progiem “NaszEauto”.

XPENG gra ceną, bo musi. Technologia sama nie wystarczy

Nie oznacza to jednak, że XPENG sprzedaje dziś w Polsce wyłącznie kuszącą promocję. G6 i G9 są pozycjonowane jako auta, które mają czym bronić się technicznie. Nowy G6 korzysta z architektury 800 V i ma ładować się od 10 do 80% w 12 minut z mocą do 451 kW. G9 idzie jeszcze dalej, bo w wybranych wersjach mowa o ładowaniu DC do 525 kW przy tym samym czasie 10-80%. Tyle że technologia nie rozwiązuje wszystkiego. Nawet po rabatach mówimy o samochodach, które dla ogromnej części polskich klientów nadal pozostają drogie.

Czytaj też: Ten motocykl nie ma prawa istnieć. Ducati świętuje 100 lat w najbardziej przesadzony sposób

Stąd zresztą bierze się odpowiedź na pytanie, czemu XPENG nie obniży po prostu cen w oficjalnym cenniku. Taki ruch byłby dla marki znacznie groźniejszy niż czasowa “dopłata”, bo od razu obniżyłby postrzeganą wartość modeli, uderzył w klientów, którzy kupili wcześniej drożej, i zmusił konkurencję do reakcji własnymi cięciami. Promocja daje znacznie większą kontrolę – można ograniczyć ją do konkretnego rocznika, wybranych wersji, aut z magazynu albo określonej formy finansowania, a jednocześnie nadal udawać, że katalogowa cena pozostaje nienaruszona. W praktyce jest to więc forma obniżki, ale przeprowadzona tak, aby nie wyglądała jak oficjalne przyznanie, że bez dodatkowej zachęty elektryk w tej cenie sprzedawałby się po prostu zbyt słabo. Wiecie – to taka typowa sprzedażowa zagrywka pokroju wystawiania ceny rzędu 99,99 zł, a nie 100 zł.

Źródła: GOV.pl, XPENG

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.