Roadster Mercedesa z dopiskiem SL od dekad kojarzył się z czymś więcej niż tylko szybkim kabrioletem. W wizji marki jest to samochód, który powinien dawać kierowcy poczucie obcowania z maszyną wyjątkową, dopracowaną i odrobinę przesadzoną w tym najlepszym sensie. Dlatego wieść o tym, że bazowy wariant może porzucić czterocylindrowy silnik, nie brzmi wcale tak, jak cofanie się do przeszłości, ale jak próba naprawienia decyzji, która od początku budziła wątpliwości.

Wedle nieoficjalnych informacji Mercedes skończy z małym silnikiem w roadsterze
Według ustaleń Auto Motor und Sport odświeżenie modelu Mercedesa-AMG SL planowane na 2027 rok ma przynieść koniec wersji SL 43 z jednostką M139. Powód jest prosty: ten silnik ma nie spełniać wymogów Euro 7. W jego miejsce miałby wejść 3-litrowy rzędowy sześciocylindrowy M256 Evo o mocy 449 KM, który będzie wspierany przez zintegrowany rozrusznik-generator dodający jeszcze 23 KM, czyli około 17 kW. Co równie istotne, nowy bazowy wariant miałby dostać napęd na cztery koła w standardzie, ale wszystkie te informacje są nieoficjalne.
Czytaj też: Ładowanie elektrycznych samochodów w kilka minut przestaje być tylko pokazem

Sam brak oficjalnego potwierdzenia stanu rzeczy ze strony Mercedesa warto uczciwie podkreślić, bo w takich historiach najłatwiej wpaść w pułapkę przedwczesnego zachwytu. Mimo to sama logika tej zmiany wygląda spójnie, bo Euro 7 zaczyna obowiązywać dla nowych typów aut osobowych od 29 listopada 2026 roku, a dla nowych pojazdów od 29 listopada 2027 roku. Jeśli więc Mercedes szykuje lifting SL-a na 2027 rok, to temat zgodności z nowymi przepisami nie jest żadnym odległym problemem, tylko czymś, co trzeba rozwiązać już na etapie projektowania i homologacji.
Czy więc Unia Europejska zabiła cztery cylindry w drogim roadsterze Mercedesa? Niespecjalnie, bo niemiecka firma w swoim tegorocznym “Strategy Update” wprost pokazała, że nadal chce oferować zelektryfikowane silniki cztero-, sześcio- i ośmiocylindrowe przygotowane pod Euro 7. Problemem nie jest więc sam układ “R4”, ale raczej opłacalność oraz sens rozwijania konkretnego napędu w konkretnym modelu. Innymi słowy, nie każdy silnik warto ratować tylko po to, żeby zachować ciągłość nazwy i najpewniej to właśnie ma miejsce w tym przypadku. Wpisuje się to zresztą dobrze wpisuje się w szerszy obraz rynku. Dowiadujemy się o coraz częstszym wygaszaniu spalinowych sportowych wariantów i równoległe próby ratowania osiągów przez hybrydy plug-in. Ten kierunek widać dziś zarówno w dyskusji o końcu klasycznych hot hatchy, jak i w pytaniu, czy sportowe auto z ciężkim układem PHEV nadal potrafi zachować swój charakter.
Rzędowa szóstka brzmi jak ruch rozsądniejszy niż cały downsizingowy eksperyment
Jeśli bazowy SL rzeczywiście dostałby rzędową szóstkę i napęd 4MATIC+, to z miejsca stałby się autem znacznie bliższym temu, czego klienci oczekują od dużego, luksusowego roadstera AMG. Nie chodzi oczywiście wyłącznie o osiągi. Chodzi o sposób oddawania mocy, kulturę pracy, brzmienie i ogólne poczucie “szlachetności” napędu. Czterocylindrowy SL 43 był technicznie ciekawy, ale zawsze ciążyło nad nim pytanie, czy inżynierska pomysłowość wystarczy, by zagłuszyć fakt, że w aucie tej klasy pracuje 2,0-litrowa jednostka znana z bardziej przyziemnych zastosowań. Teraz wygląda na to, że Mercedes sam uznał, iż odpowiedź nie była wystarczająco przekonująca. Problem polega na tym, że lepszy silnik nie rozwiązuje wszystkiego

Czytaj też: Ten motocykl nie ma prawa istnieć. Ducati świętuje 100 lat w najbardziej przesadzony sposób
Tu pojawia się jednak druga strona tej historii. Nowy, sześciocylindrowy wariant miałby według raportu nazywać się SL 53. Brzmi sensownie, ale jednocześnie zaczyna niebezpiecznie zbliżać bazowy model do obecnego SL 55. To może być kłopot nie tyle techniczny, ile produktowy, bo jeśli “wejściowy” SL dostaje 449 KM, elektryczne wsparcie i napęd AWD, a równolegle V8 w SL 55 ma wzrosnąć do 537 KM, to różnice między wersjami zaczną opierać się mniej na skoku osiągów, a bardziej na charakterze i prestiżu samego silnika.
Możliwe więc, że Mercedes zyska pod względem wizerunkowym, ale jednocześnie utrudni sobie pozycjonowanie gamy. W roadsterze za takie pieniądze klient rzadko kupuje ot zestaw liczb i obietnic. Kupuje bardziej opowieść o tym, dlaczego właśnie ten wariant ma sens, a kiedy bazowa wersja staje się zbyt dobra, środkowa musi dostać bardzo wyraźny powód istnienia.
V8 też ma się zmienić i to wcale nie jest drobiazg
Auto Motor und Sport twierdzi również, że Mercedes zmodyfikuje 4,0-litrowe V8 w SL 55 i SL 63, przechodząc z wału typu płaskiego na krzyżowy. W teorii taki ruch może poprawić szybkość reakcji, chęć do wkręcania się na obroty i ogólną agresję jednostki. Ten rodzaj konstrukcji silnika częściej kojarzy się z bardziej wyścigowym, ostrzejszym charakterem, podczas gdy klasyczny cross-plane daje głębszy, cięższy “bulgot” i spokojniejszą kulturę pracy. Tyle że taki zabieg zmienia nie tylko wykresy, ale też osobowość auta, a przy SL-u to już nie jest detal techniczny, tylko kwestia tego, czym ten model ma być dla kierowcy.

Czytaj też: Kolejny samochód pod toporem. Fani wolnossącego V8 dostają ostatni dzwonek na zakup
W tym miejscu znów warto zachować ostrożność. Zmiana na płaski wał w luksusowym roadsterze AMG może zachwycić tych, którzy chcą więcej mechanicznej ostrości, ale nie musi spodobać się każdemu. SL nigdy nie był przecież Ferrari w niemieckim garniturze. To auto zwykle stało gdzieś między brutalnością AMG GT a gran turismo do bardzo szybkiego połykania kilometrów. Jeśli więc Mercedes przesunie je za daleko w stronę bardziej nerwowej, wyczynowej charakterystyki, to część tradycyjnych fanów może uznać, że tożsamość takiego modelu została całkowicie rozmyta. Dziś jednak to tylko spekulacje – musimy poczekać na oficjalne informacje, którymi Mercedes prędzej czy później nas uraczy.
Źródła: Auto Motor und Sport

