Najbardziej niepozorny element roweru pobił rekord. Cena? Lepiej usiądź

Łańcuch zaczyna skrzypieć, klocki hamulcowe piszczą, opona traci ciśnienie, a wentyl? Wentyl ma po prostu być. Ma trzymać powietrze i nie irytować przy pompowaniu. Tyle. Przynajmniej tak wygląda to z perspektywy typowego użytkownika roweru, do którego grona się zaliczam, a więc takiego, który nie waży śrubek kuchenną wagą i nie zastanawia się, czy odkręcenie kapselka poprawi mu wynik na podjeździe. Cena za takie rekordowe rowerowe kaprysy jest jednak ogromna i nowe Aether od absoluteBLACK właśnie o tym przypomniał.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Im droższy i lżejszy jest rowerowy sprzęt, tym więcej emocji wywołuje. Rama z włókna węglowego już nie dziwi. Widelec, kierownicza czy sztyca również. Tyczy się to dziś nawet obręczy i szprych. Jednak karbonowy wentyl bezdętkowy ważący 2 gramy bez kapturka? Dla mnie jest to już mała przesada.

Poka swój starodawny wentyl, rowerzysto

Tym razem firma absoluteBLACK pokazała wentyle o nazwie Aether dedykowane do rowerowych opon bezdętkowych, które mają ważyć 2,6 grama w krótszej wersji razem z kapturkiem, a po jego zdjęciu zejść do wspomnianych 2 gramów. Dłuższa odmiana waży już więcej, bo przerażające 3,1 grama, ale jest konieczna w całej ofercie, bo podczas gdy ta krótsza pasuje do obręczy o głębokości 18-30 mm, dłuższa już do tych o głębokości 30-55 mm. Korpus obu wariantów został wykonany z polimerowego kompozytu wzmacnianego długim włóknem węglowym, a uszczelnienie nadal opiera się na gumowych elementach. Zestaw obejmuje dwa wentyle z nakrętkami i kapturkami, a kompatybilność dotyczy obręczy pod wentyle Presta oraz standardowych głowic pompek Presta.

Czytaj też: Wydawało mi się, że to normalny rower. Wtedy zobaczyłem jego tytanowe serce

Na pierwszy rzut oka łatwo to wyśmiać. Sam mam zresztą odruch, żeby przy takich premierach zapytać, czy naprawdę doszliśmy już do etapu, w którym każdy gram w rowerze wymaga osobnej kampanii produktowej. Tylko że akurat absoluteBLACK nie zrobił tu po prostu aluminiowego wentyla w droższym kolorze. Firma zmieniła zarówno sam materiał, jak i konstrukcję, a to ma w sobie kilka ciekawych szczegółów technicznych.

Najważniejsza różnica polega na rezygnacji z klasycznego, wykręcanego rdzenia Presta. Aether korzysta bowiem z mechanizmu uszczelnienia przy podstawie, inspirowanego dawnymi rozwiązaniami z 1915 roku. Dzięki temu wewnętrzna ścieżka przepływu powietrza ma być prostsza, a miejsc podatnych na zapychanie uszczelniaczem jest tym samym mniej. W świecie opon bęzdętkowych to ma znaczenie, bo mleko uszczelniające potrafi zamienić wentyl w mały korek z zaschniętego lateksu.

Czytaj też: Patrzę na Throwdown i widzę rower, który powinien blokować się bez kasku u rowerzysty

Każdy, kto próbował dopompować koło przed wyjazdem i nagle odkrył, że powietrze ledwo przechodzi przez zawór, wie, że nie jest to teoretyczny problem. Jednocześnie jednak absoluteBLACK sam zaznacza, że Aether nie powstał jako zawór o szczególnie wysokim przepływie powietrza, czyli nie jest bezpośrednią odpowiedzią na masywniejsze konstrukcje MTB projektowane pod szybkie osadzanie opon i pracę z dużą ilością uszczelniacza. Tutaj akurat priorytet jest inny – niska masa, czysta integracja z obręczą i zastosowanie przede wszystkim w lekkich rowerach szosowych oraz gravelowych.

2 gramy na obręczy. Marginalny zysk czy pokaz choroby branży rowerowej?

Jedni powiedzą, że 2-3 gramy na wentylu nie mają żadnego znaczenia, bo wystarczy wypić mniej wody przed jazdą albo wytrzeć ramę i buty z kurzu. Drudzy jednak odpowiedzą, że masa na kole jest cenniejsza niż masa gdzieś na ramie, bo uczestniczy w ruchu obrotowym. Gdzie leży prawda? Gdzieś pośrodku, ale ma w sobie coś z dziwnej paranoi.

W praktyce różnica podczas jazdy z takim rekordowym wentylem względem typowych aluminiowych odpowiedników będzie mała, bo mówimy o oszczędności liczonej w kilku gramach na koło. Nie jest to modernizacja, która nagle zmieni zachowanie roweru, tak jak zmiana ciężkich opon na lżejsze, szybsze ogumienie albo przesiadka na lepsze koła. Oczywiście jednak takie detale mają znaczenie w rowerach budowanych z myślą o ściganiu, lekkich gravelach i szosach, gdzie właściciel już dawno zapłacił za każdy większy spadek masy. Podobną logikę zauważyłem przy takich komponentach jak tytanowe korby eeWings.

Czytaj też: Jeździsz na rowerze? Siadaj i słuchaj, bo pewnie tego nie wiedziałeś

Najciekawsze wydaje mi się jednak to, że absoluteBLACK nie próbuje sprzedawać Aethera jako magicznego przyspieszacza roweru. To nie jest obietnica darmowych watów ani cudownego skrócenia czasu na segmencie. Jest to raczej produkt dla ludzi, którzy już pogodzili się z tym, że po zejściu z masą ramy, kół, opon, kasety i kokpitu zostają właśnie takie drobne rzeczy. Nakrętki. Śruby. Wentyle. Małe części, które osobno wyglądają śmiesznie, ale w świecie ultralekkich rowerów składają się na całą filozofię budowy sprzętu.

Cena absoluteBLACK Aether i tak boli

Spodziewałem się ceny z gatunku “kolarski absurd premium”, a tymczasem amerykańska cena sugerowana wynosi 29,95 dolara za parę, co po przeliczeniu daje około 109 zł, ale oczywiście przed ewentualnymi kosztami lokalnej dystrybucji i podatkowymi niuansami. W polskim sklepie znalazłem zresztą model Aether 60 mm za 119 zł i jest to ewidentnie nadal dużo za dwa wentyle, jeśli patrzymy na sprawę jak normalny użytkownik roweru. Jednak w świecie rowerowych komponentów premium ta kwota nie jest wcale tak oderwana od rzeczywistości, jak można by się spodziewać. Zwłaszcza jeśli zestaw faktycznie ograniczy problem zapychania, utrzyma szczelność i nie okaże się delikatną zabawką na jeden sezon.

Źródła: absoluteBLACK

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.