Wydawało mi się, że to normalny rower. Wtedy zobaczyłem jego tytanowe serce

Lżejsza rama, sztywniejsza rama, głębsza integracja osprzętu, bardziej nowoczesna geometria, mniej kabli na widoku i więcej włókna węglowego tam, gdzie jeszcze wczoraj wystarczało aluminium, a przedwczoraj stal. Od dawna zastanawiam się, czy ten trend kiedyś się skończy? Czasem są to zmiany sensowne, czasem głównie kosztowne, a zwykle tak subtelne, że trudno powiedzieć, czy faktycznie warto dopłacić do kolejnej generacji. Właśnie dlatego zwróciłem uwagę na Spot Diggity 125.
Wydawało mi się, że to normalny rower. Wtedy zobaczyłem jego tytanowe serce

Spot Diggity 125 na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny ładny i drogi rower trailowy wykorzystujący ramę wykonaną z włókna węglowego. Ot, typowy model z wyższej półki, który powstał dla konkretnych ludzi, bo takich, którzy już dobrze wiedzą, czego chcą od jazdy w terenie. Ma nowoczesną sylwetkę, krótszy skok, 29-calowe koła i właśnie cenę, która natychmiast odsiewa przypadkowych zainteresowanych. Jednak im bliżej przyglądam się tej konstrukcji, tym bardziej mam wrażenie, że nie chodzi tu o samą ramę z włókna węglowego, ani nawet o topowy osprzęt. Ten rower jest ciekawy przez coś znacznie mniej widocznego.

Spot Diggity 125 nie próbuje udawać enduro

Diggity 125 jest dziesiątym rowerem w historii marki Spot zbudowanym wokół systemu zawieszenia Living Link. Jest to o tyle ważne, że nie mówimy o eksperymencie doklejonym do gotowej ramy, tylko o platformie rozwijanej od dekady. Spot poszedł więc w stronę własnego rozwiązania zamiast licencjonować cudzy układ, a w obecnej, trzeciej już generacji najdziwniejszy jego element nadal pozostał na swoim miejscu. O czym mowa? Ano o tytanowej sprężynie piórowej przy głównym pivocie.

Czytaj też: Chiny szykują przewrót na rynku rowerów. Po samochodach podbiją nasze jednoślady?

Oczywiście sama obecność tytanu nie czyni roweru magicznym. Zupełnie tak jak rama z włókna węglowego nie gwarantuje od razu świetnego prowadzenia. W rowerach tego typu liczy się z kolei kinematyka, sztywność, masa, łatwość serwisu, dobór dampera i geometria. Tytanowa sprężyna piórowa jest jednak tutaj ciekawa, bo ten właśnie element pracuje w różnych fazach skoku inaczej. Przy początku ugięcia ma pomagać w miękkim inicjowaniu pracy zawieszenia, w okolicy sagu (wstępne ugięcie zawieszenia pod ciężarem rowerzysty) stabilizować środek skoku, a później wspierać progresję przed dobiciem. W praktyce chodzi o połączenie czułości, podparcia i ochrony przed końcem zakresu, a to wszystko bez polegania wyłącznie na agresywnym ustawieniu komory powietrznej dampera.

Tytan jest tu więc próbą uzyskania takiego roweru, który podczas pedałowania nie wymaga ciągłego sięgania do blokady dampera. Spot zresztą stroi anty-squat tak, by jego szczyt wypadał w zakresie, w którym rowerzysta spędza najwięcej czasu podczas normalnej jazdy, czyli w okolicy sagu, co ma ograniczać bujanie podczas pedałowania, ale jednocześnie bez zabijania przyczepności na nierównościach. Tutaj jednak mam wątpliwości, bo anty-squat nie jest darmowym zyskiem. Zbyt wysoki potrafi usztywnić zawieszenie pod napędem i odebrać kołu swobodę na technicznych podjazdach. Zbyt niski zaś potrafi zamienić rower w miękką kanapę, która tylko zużywa energię rowerzysty.

Jeżeli więc Diggity 125 faktycznie trafia w ten złoty punkt równowagi, może być świetnym rowerem dla osób, które cenią żywe pedałowanie bardziej niż bezrefleksyjne połykanie przeszkód podczas zjazdu.

Czytaj też: Rowerowa dętka zaczęła gadać z telefonem. Gwarantuję, że większej głupoty dziś nie przeczytasz

Drugim charakterystycznym elementem Diggity 125 jest Slaybar, czyli poprzeczny, kratownicowy element łączący okolice rury podsiodłowej i dolnej. Ma on pełnić funkcję czystko konstrukcyjną, rozprowadzając obciążenia w ramie, pozwalając na bardziej równomierną pracę materiału i ograniczając ilość włókna węglowego tam, gdzie nie jest potrzebny. Efekt? Deklarowana masa ramy w rozmiarze L bez dampera wynosi około 2,4 kg.

Rower Spot Diggity 125 ma być łatwiejszy do posiadania

Mimo tytanowego serca i ciekawej konstrukcji, Diggity 125 zyskał też zestaw cech świadczących o skupieniu na łatwości jego serwisowania i naprawy. Stąd też gwintowany suport, standard Boost 12 x 148 mm, wewnętrzne prowadzenie przewodów z wymiennymi portami, gumowa osłona dolnej rury, widełek i mostka widełek, a także osie SprockLock, czyli splinowane połączenie z blokującą nakładką, mające ograniczać problemy z luzującymi się pivotami. Gdyby tego było mało, sześć łożysk zawieszenia ma ten sam rozmiar, wszystkie są dwurzędowymi łożyskami Enduro full-complement, a do tego siedzą w linkach, zamiast bezpośrednio w ramie.

Oczywiście cały ten zachwyt trzeba przepuścić przez cennik. Sam frameset z damperem RockShox Deluxe Ultimate kosztuje 3799 dolarów, czyli po przeliczeniu około 13,8 tys. zł. Kompletny 4-Star Build kosztuje zaś 6299 dolarów, czyli około 22,8 tys. zł. Z kolei wersja 5-Star Build to 6899 dolarów, czyli około 25 tys. zł, a topowy 6-Star Build za 9999 dolarów dobija po przeliczeniu do około 36,2 tys. zł. Ich waga wynosi odpowiednio około 13,7 kg, 13,4 kg oraz 12,9 kg.

Czytaj też: Im więcej rowerów testuję, tym bardziej rozumiem ten absurd. Qwic wyrzucił prawie wszystko

Wchodząc w szczegóły, najtańsza kompletna konfiguracja korzysta z widelca RockShox Pike Select 140 mm, napędu SRAM Eagle 90 Transmission, hamulców SRAM Motive Bronze z tarczami 200/180 mm, kół DT Swiss M 1900 Spline, opon Schwalbe Romy Race 29 x 2,4 cala, oraz sztycy BikeYoke Revive. Z kolei wersja 5-Star przechodzi na grupę SRAM GX AXS Transmission, a 6-Star dostaje SRAM XX AXS Transmission, Pike Ultimate, hamulce Motive Ultimate, kierownicę OneUp z włókna węglowego, koła Industry Nine Solix Whisp Carbon i sztycę RockShox Reverb AXS B1.

Dla wielu osób będzie to cena absurdalna, ale w segmencie niszowych rowerów górskich na ramie z włókna węglowego oraz z autorską platformą zawieszenia nie jest wcale oderwana od rynku. Pisałem już o tym przy tytanowym Klunkerze za ponad 23000 zł, gdzie cena wynikała bardziej z idei, materiału i charakteru niż z prostego przeliczenia osprzętu. Spot Diggity 125 jest znacznie bardziej użytkowy, ale też korzysta z podobnej logiki, bo w tym modelu płaci się nie tylko za części, lecz za konkretną wizję roweru.

Źródła: Spot Bikes, Bikerumor

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.