Im więcej rowerów testuję, tym bardziej rozumiem ten absurd. Qwic wyrzucił prawie wszystko

Czasem mam wrażenie, że część producentów pomyliła codzienny środek transportu z wystawą możliwości technologicznych. Kolorowe ekrany, aplikacje, tryby jazdy, elektroniczne blokady, automatyczne skrzynie, dziwne integracje i te niepotrzebne obietnice, że rower nagle stanie się czymś na pograniczu smartfona, skutera i auta premium. Po co komu? Na szczęście Qwic Signal poszedł w inną stronę.
Im więcej rowerów testuję, tym bardziej rozumiem ten absurd. Qwic wyrzucił prawie wszystko

Coraz bardziej interesują mnie rowery, które idą w przeciwną stronę od technologicznej przesady. Nie dlatego, że minimalizm sam w sobie jest cnotą. Chodzi raczej o pytanie, które w miejskich rowerach elektrycznych powinno padać częściej, bo co naprawdę musi być w takim sprzęcie, żeby człowiek chciał codziennie zostawić samochód, ominąć autobus i po prostu pojechać? W tym miejscu pojawia się Qwic Signal, czyli nowy miejski e-bike holenderskiej marki, która po własnych problemach finansowych wraca z konstrukcją wyglądającą trochę jak świadome wycięcie wszystkiego, co mogło przeszkadzać.

Qwic Signal to rower zbudowany wokół codziennego lenistwa

Qwic jest marką z Amsterdamu, działającą od 2006 roku, ale pod koniec 2023 roku firma znalazła się pod ścianą, a jej przyszłość była zagrożona po bankructwie. Najnowszy restart pod nowymi właścicielami oznacza tym samym, że Signal nie jest tylko kolejnym rowerem w ofercie. Ten model to coś znacznie ważniejszego.

Czytaj też: Rowerowa dętka zaczęła gadać z telefonem. Gwarantuję, że większej głupoty dziś nie przeczytasz

Elektryczny rower Signal jest opisywany jako lekki, praktyczny i gotowy do jazdy w mieście. W praktyce oznacza to rower na krótkie dojazdy do pracy, sklepu, na spotkanie albo po prostu po mieście w dowolnym celu, gdzie e-bike ma zastąpić samochód, komunikację publiczną albo klasyczny rower wtedy, gdy nie chce nam się jechać bez wspomagania. Signal jest tym samym posunięty w kierunku maksymalnej użyteczności. Ma błotniki, oświetlenie, tylny bagażnik i bardzko “spokojną” geometrię. Bagażnik ma wytrzymywać ładunki do 20 kg, ale na zdjęciach nie wygląda na zgodny z popularnymi systemami szybkiego mocowania typu MIK, Racktime czy Klickfix.

Najbardziej kontrowersyjna decyzja Qwic dotyczy napędu, bo Signal nie ma przerzutek. Ma układ jednobiegowy i pasek węglowy, więc poszedł tym samym na ogromne uproszczenie. W normalnym rowerze miejskim takie rozwiązanie byłoby katorgą w codziennym życiu, ale w e-bike wygląda to inaczej, bo część pracy przejmuje silnik, a użytkownik reguluje wysiłek nie manetką zmiany biegów, a poziomem wspomagania. W moich oczach to ogromny kompromis. Zwłaszcza w Polsce, gdzie miasta nie zawsze są płaskie i kiedy rower nie służy tylko do miejskich przygód. Jednak w czysto miejskim scenariuszu ta decyzja ma sens. Brak przerzutek i pasek węglowy w miejscu łańcucha oznacza mniej regulacji, mniej elementów do rozstrojenia, mniej brudu, mniej smarowania i mniej mechanicznej obsługi.

Czytaj też: Chiny szykują przewrót na rynku rowerów. Po samochodach podbiją nasze jednoślady?

Muszę jednak to podkreślić – skoro Signal nie ma biegów, to tym samym tylna jednostka napędowa staje się kluczowym elementem całej konstrukcji. Mówimy o silniku w piaście tylnego koła, pracującym z typową dla europejskich e-bike mocą ciągłą na poziomie 250 watów i przyzwoitym momentem obrotowym rzędu 42 Nm. Ponownie – do topki daleko, ale jak na czysto miejski rower, nie ma co narzekać. W praktyce najważniejsze będzie to, jak Qwic ustawił charakter wspomagania. W rowerze z przerzutkami można bowiem wiele wybaczyć, jako że użytkownik sam dobiera kadencję. Przy jednym przełożeniu z kolei to silnik musi łatać braki przełożenia przy ruszaniu, jeździe pod wiatr i na łagodnych podjazdach.

Jeśli z kolei idzie o wygodę, to Signal nie ma amortyzowanego widelca. Ma za to szersze opony Kenda Alluvium 45-622 z warstwą ochronną z Kevlaru, amortyzowaną sztycę i regulowany mostek. Takie opony o szerokości 45 mm w miejskim rowerze są rozsądnym wyborem, bo pozwalają zejść z ciśnieniem na tyle, by rower nie tłukł użytkownika na krawężnikach, kostce i gorszym asfalcie. Warstwa ochronna ma z kolei zmniejszać ryzyko przebicia i przecięcia. Powiem wam też, że brak przedniego amortyzatora też nie musi być wadą. W tanich i średnich rowerach miejskich taki widelec często waży sporo, działa przeciętnie i po latach bywa kolejnym elementem wymagającym opieki. Qwic najwyraźniej uznał, że lepiej dać prostszy przód, szerszą oponę i amortyzowaną sztycę, co wcale nie jest kontrowersyjne. Zwłaszcza w miejskim rowerze.

Niby ładne, ale problematyczne. Integracja czasem boli

Do całej tej elektrycznej zabawy dochodzi prosty kokpit, choć sam sterownik wygląda skromnie, a 2,3-calowy ekran TFT, czyli o przekątnej około 5,8 cm, został zintegrowany z mostkiem. Lubię takie rozwiązania, bo ograniczają bałagan na kierownicy, choć mają też wielki minus. Gdy coś jest bowiem mocno zintegrowane, to trudniej jest to wymienić, przerobić albo naprawić po latach. Po historii VanMoofa cała branża powinna być szczególnie ostrożna z projektowaniem rowerów, które wyglądają pięknie, ale po awarii zamieniają się w problem logistyczny.

Najbardziej sporna decyzja dotyczy akumulatora. Qwic zintegrował go z dolną rurą ramy i nie przewidział mechanizmu jego szybkiego wyjmowania. Jego pojemność wynosi 360 Wh, zasięg ma sięgać 60 km, a pełne ładowanie trwa około 3,5 godziny. Tutaj również mam dosyć mieszane odczucia. Z jednej strony zintegrowany akumulator poprawia wygląd, ogranicza ryzyko kradzieży samego modułu, chroni go przed uszkodzeniem i pomaga utrzymać masę w ryzach. Widać to po tym, że Signal waży około 20,6 kg, więc jak na kompletnego miejskiego e-bike’a z błotnikami, oświetleniem, bagażnikiem i hydraulicznymi hamulcami tarczowymi nie wypada źle. Z drugiej strony brak wyjmowanego akumulatora potrafi być codzienną karą dla kogoś, kto mieszka w bloku, trzyma rower w piwnicy, wózkowni albo garażu bez gniazdka.

Czytaj też: Rowerowy świat znów będzie się spierał. Trzynasty bieg trafia do napędu premium

Cena startowa to 2399 euro, czyli około 10200 zł, ale przed zakupem musicie zastanowić się dwa razy. Mam bowiem spore wątpliwości przy rozmiarach ram. Signal występuje w wariancie z ramą diamentową i niskim przekrokiem, ale tylko w rozmiarach M i L. Qwic sugeruje szeroki zakres wzrostu, jednak dwa rozmiary nie obsłużą wygodnie wszystkich użytkowników o wzroście od około 155 do 210 cm. Regulowany mostek wprawdzie w tym pomaga, ale nie zastąpi dobrze dobranej geometrii. Sensowna jazda próbna (najlepiej) pod okiem kogoś doświadczonego jest tu więc obowiązkowa przed zakupem.

Źródła: QWIC

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.