Nie tylko Shimano i SRAM. Legenda wreszcie przestała mówić wyłącznie do najbogatszych rowerzystów

Od lat niezmiennie fascynuje mnie rozstrzał cenowy rowerów. Między modelem X a modelem Y rozstrzał zaawansowania może być tak wielki, że nikogo nie zdziwi wydatek 30000 złotych na jednoślad, którego “można mieć” za takie 3000 zł. Osprzęt jednak kosztuje swoje, o czym właśnie przypomnieli mi Włosi, pokazując napęd za około 9000 zł w postaci Campagnolo Record 13, który akurat celuje w najtrudniejszy punkt rynku.
Nie tylko Shimano i SRAM. Legenda wreszcie przestała mówić wyłącznie do najbogatszych rowerzystów

Ostatnimi czasy mam wrażenie, że rynek rowerowego osprzętu premium coraz częściej idzie w absurd. Firmy opowiadają dumnie o gramach, ceramicznych łożyskach, włóknie węglowym, aplikacjach, akumulatorach i kolejnych zębatkach, a gdzieś obok tego wszystkiego stoi zwyczajny człowiek, który po prostu chciałby mieć świetnie działający napęd bez poczucia, że będzie musiał porównywać grupę osprzętu z ceną całego roweru. Właśnie dlatego w kolejnych rowerowych premierach coraz częściej najbardziej interesują mnie nie skrajne flagowce, a produkty, które są zaawansowane, a przy tym nie zabijają ceną.

Campagnolo jest tutaj przypadkiem szczególnym. Jest to marka z potężnym bagażem historii, z bardzo wierną grupą fanów i z wizerunkiem, którego Shimano oraz SRAM nie są w stanie po prostu skopiować. Problem w tym, że sam wizerunek nie wystarcza, kiedy mowa o ludziach, którzy stoją przed wyborem konkretnego osprzętu do nowej szosy albo gravela. Dlatego niespodziewany powrót grupy Record w wersji 13-rzędowej wydaje mi się ciekawy, bo Campagnolo wreszcie próbuje zejść ze swoim sprzętem “do ludu”. Aż tak tanio nie jest, ale lepsze to niż nic.

Record wraca po krótkiej nieobecności i od razu wskakuje w środek ważnej walki

Campagnolo Record zniknął z oferty producenta w 2025 roku, choć przez dekady był jedną z najważniejszych nazw w katalogu tej firmy. Teraz jednak wraca jako Record 13 i zaskakuje tym, że wykorzystuje tę samą platformę, co topowy Super Record 13. Nie mówimy więc o tanim, mechanicznym powrocie do dawnych czasów, tylko o bezprzewodowym, elektronicznym napędzie 13-rzędowym, który ma współdzielić z absolutnym flagowcem dużą część architektury, filozofii działania oraz kompatybilności.

Czytaj też: Cieszę się podwójnie, bo producenci rowerów wreszcie zrozumieli, że moc to nie wszystko

Firma nie próbuje jednocześnie udawać, że Record 13 jest tym samym co Super Record 13 za mniejsze pieniądze. Różnice są konkretne, bo obejmują inne materiały, wyższą masę, mniej ekstremalne wykonanie i słabszy miernik mocy w wariancie z pomiarem. Dla mnie właśnie w tym właśnie jest sens, bo Super Record 13 pozostaje pokazem możliwości, a Record 13 próbuje być sprzętem znacznie bliżej wymagającego, ale rozsądnego rowerzysty. Nie jest to odrębny przypadek na całym rynku.

Obniżanie cenowego pułapu dla konkretnych technologii widać dziś m.in. w elektronice w gravelu, która przestaje być luksusem. Shimano też bowiem musiało zejść niżej z ceną, mieszając komponenty z różnych półek i godząc się na ustępstwa. W rowerach to dziś jeden z najważniejszych trendów. Nie chodzi już bowiem tylko o to, która firma ma najlepszy flagowiec, ale która potrafi przenieść jego sens do sprzętu mniej absurdalnego cenowo.

13 biegów w Record 13 to nie wszystko, co warto wiedzieć

Record 13 występuje w pięciu konfiguracjach. Są wersje 2×13 Road i 2×13 All Road, a do tego trzy układy jednorzędowe: Record X 1×13 Gravel, Record X 1×13 Road oraz Record 1×13 Road. Wszystkie są elektroniczne. Wszystkie korzystają z 13-rzędowej filozofii Campagnolo. Wszystkie pokazują też, że Włosi nie traktują już szosy, gravela i jazdy “pomiędzy” jako osobnych światów, tylko jako warianty jednej platformy. Jej znaczenie jest bardziej praktyczne, bo przy dobrze dobranej kasecie można zachować szeroki zakres bez tak dużych przeskoków między kolejnymi biegami. W napędach 1x ma to szczególny sens, bo brak przedniej przerzutki zawsze wymusza pewien kompromis między zakresem a stopniowaniem. Campagnolo zresztą już wcześniej pokazało 13 biegów w Ekarze, ale teraz wraca do tematu z platformą elektroniczną, bardziej modularną i wyraźnie projektowaną pod kilka typów jazdy.

Czytaj też: No i to jest porządny rower. Tak porządny, że “zabił” trzy inne modele, a ceną zmusza do ucieczki

W wersjach drogowych Record ma kasety 10-33 i 11-36, a dzięki kompatybilności z Super Record dochodzą jeszcze warianty 10-29 i 11-32. Dla gravela przewidziano zaś kasetę 10-48, podczas gdy Super Record oferuje również jeszcze ciaśniejszy model 9-42. W tym sprzęcie nie liczcie jednak na materiały z najwyższej półki charakterystycznej dla producenta, bo np. oś korby jest nie tytanowa, a stalowa. Kaseta jest produkowana w prostszy sposób i w efekcie jest cięższa o około 40 gramów (zależnie od wersji). Łańcuch to również “okrojony model”, bo jego sworznie są pełne, a nie drążone. W tylnej przerzutce jest z kolei mniej włókna węglowego i tytanu, zewnętrzne ogniwo aluminiowe jest kute, a nie obrabiane CNC, a kółka przerzutki korzystają ze stalowych łożysk zamiast ceramicznych. Miernik mocy Record PWM ma z kolei dokładność +/- 2 procent, podczas gdy Super Record schodzi do +/- 0,5 procent.

Zasięg akumulatorów ma wynosić 750 km, a przednia i tylna przerzutka korzystają z takich samych akumulatorów jak Super Record. Ładowanie odbywa się przez magnetyczny przewód z USB-C, a całość współpracuje z aplikacją MyCampy. Do tego dochodzi personalizacja przycisków Ergopower, integracja z licznikami Garmin i Wahoo oraz łączność ANT+. W tym miejscu warto zatrzymać zachwyt, bo tego typu elektronika w osprzęcie rowerowym jest wygodna, precyzyjna i coraz bardziej dojrzała, ale nadal wymaga pamiętania o ładowaniu, aktualizacjach i kompatybilności. Campagnolo może mieć świetny pomysł na platformę, lecz nie zmieni faktu, że wielu rowerzystów się od tego odbije. Przy nowej Tiagrze R4000 było widać dokładnie ten sam kontrast – mechanika może nie jest najbardziej efektowna, ale dla ogromnej części rynku pozostaje najbardziej logiczna.

Ceny są niższe, ale nadal mówimy o świecie drogich zabawek

Najtańszy Record X 1×13 Gravel oraz Record X 1×13 Road startują od 2129 euro, czyli po przeliczeniu około 9000 zł. Record 1×13 Road kosztuje od 2335 euro, czyli około 9900 zł, a Record 2×13 Road od 2699 euro, czyli około 11400 zł. Record 2×13 All Road startuje od 2765 euro, a więc od około 11700 zł. Z kolei warianty z pomiarem mocy oznaczają dopłatę 600 euro, czyli około 2540 zł. Dla porównania Super Record 13 kosztuje od 4300 euro, czyli około 18200 zł, a wersja z pomiarem mocy 5647 euro, czyli blisko 23900 zł.

Czytaj też: Te trzy nowe rowerowe gadżety mają ratować Twój dzień i nie powalać ceną

Różnica jest więc duża. Wersja 2×13 Road jest tańsza od Super Record 13 o 1601 euro, czyli po przeliczeniu o około 6780 zł. Jest to już kwota, za którą można kupić bardzo przyzwoity zestaw kół, sensowny frameset z promocji albo niezły rower dla początkującego. Record 13 nie stał się więc nagle sprzętem dla mas. Jest to nadal półka premium, ale taka, która nie wymaga wejścia na absolutny szczyt cennika. Pewne jest też, że taki osprzęt trafi do rowerów sprzedawanych przez inne firmy, jak np. Orca M22 LTD Power od Orbea, która z Campagnolo Record 2×13 została wyceniona na 7999 euro.

Źródła: Campagnolo, BikeRadar

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.