Range Rover wannabe



Długi i zbyt wysoki przedni zwis z połaciami nudnych gładkich powierzchni na zderzaku i nadkolach oraz zbyt krótki tył z podobnymi cechami nijakości sprawiają, że profil auta nie ma ani elegancji, ani dynamiki, o zwykłym balansie nie wspominając. Przód wersji elektrycznej jest podobnie wypełniony gładkimi powierzchniami, na których temat mam identyczną opinię. Najlepiej (albo inaczej – najmniej źle) prezentuje się tył tego małego SUV-a, który zyskuje lekkości dzięki mocno podciągniętej linii czarnego plastiku w zderzaku. Przynajmniej tyle. Może to wrażenie jest spotęgowane kolorem tego konkretnego egzemplarza – płaski szary lakier uwydatnił niedociągnięcia biura projektowego. Jeśli, Drogi Czytelniku, moje słowa nie odwiodły Cię od zakupu (mam nadzieję), to uratuj sytuację, zamawiając czarny błyszczący lakier, w którym każde auto wygląda po prostu dobrze. Szkoda, bo inne samochody marki, zwłaszcza Omoda 7, sprawiają wrażenie, jakby projektanci mieli zakontraktowaną większą ilość godzin i w konsekwencji są zaprojektowane o niebo lepiej.
Czytaj też: JAECOO pokazuje swoje podejście do SUV-ów. Spokój, technologia i konkretny produkt

Druga szansa – wnętrze. Jest dobrze!
I jak widok auta od zewnątrz, do którego przez tydzień testowania podchodziłem, nie wywoływał uśmiechu na mojej twarzy, tak spędzanie czasu w jego wnętrzu już tak. Jestem zwolennikiem bardziej klasycznych rozwiązań, ale minimalistyczna kabina Jaecoo E5 utrzymana w minimalistycznym nurcie przypadła mi do gustu. Geometryczna deska rozdzielcza zaprojektowana jest w idealnej symetrii, dzięki czemu producent może ściąć koszty produkcji i użyć jej zarówno na rynkach z ruchem prawostronnym, jak i lewostronnym. Wyświetlacz kierowcy zajmuje taki sam panel, jak ozdobna listwa po drugiej stronie, więc „przekładka” nie jest pewnie kosztownym problemem. Tak właśnie ścina się koszty produkcji. Środek kokpitu dominuje gigantyczny wyświetlacz multimediów o przekątnej 13,2”, zamontowany pod kątem i płynnie łączący się z tunelem środkowym, który jest asymetrycznym kontrapunktem dla reszty deski. Skośnie umieszczone uchwyty na kubki są spasowane z podobnie świętym podłokietnikiem, tworząc swoisty kokon ergonomii kierowcy – mimo niewielkich rozmiarów wnętrza można świetnie się w nie wpasować. Zamontowana pod samym ekranem podkładka na dwa telefony może być wyposażona w bezprzewodową ładowarkę 50W z chłodzeniem.




Chłodzone i podgrzewane są również przednie fotele, które są dodatkowo elektrycznie regulowane w 6. kierunkach – rzadkość w tej klasie aut. Funkcja wentylowania będzie zbawieniem latem, bo tapicerki z winylu, jakimi są obszyte siedziska i oparcia, praktycznie w ogóle nie przepuszczają powietrza. Pseudoekologicznego materiału użyto również do obszycia boczków drzwi, kierownicy i miękkich podłokietników. Miękka jest też góra deski rozdzielczej, ale boki konsoli centralnej w miejscach, gdzie często opiera się kolano, już nie. Idąc od tego miejsca w dół, przez półkę na torebkę umieszczoną pod ładowarką na telefon, po klapę schowka przed kolanami pasażera z przodu wszystko jest wykonane z twardego plastiku. Strukturą i spasowaniem nie odbiega od modeli samochodów ani z tego samego, ani nawet z wyższego segmentu (z nową Toyotą RAV4 włącznie) co jest zarazem pochwałą dla Jaecoo i naganą dla reszty.
Czytaj też: JAECOO 8 Super Hybrid już w Polsce. Przedsprzedaż ruszyła






Drugi rząd siedzeń oferuje zadowalającą ilość miejsca na kolana, a poczucie przestrzeni potęguje przeszklony dach o powierzchni 1,45 m². Jednymi słabymi punktami tej części kabiny (poza materiałami), są brak wentylacji i podgrzewania kanapy (wiem, proszę o zbyt wiele), pojedynczy nawiew klimatyzacji i jedno gniazdo USB typu A. Za oparciami z tyłu wygospodarowano całkiem pokaźną przestrzeń bagażową – 480 litrów (i 1284 litry po złożeniu tylnych oparć). Na tle konkurencji plasuje to Jaecoo E5 w topie, ustępując głównie mistrzowi w tej kategorii – Fordowi Pumie i, o włos, Hyundaiowi Konie. Kształt bagażnika jest funkcjonalny, a prywatności strzeże solidna półka. Nie bardzo jest z nią co zrobić po demontażu (nie ma na nią wycięcia pod podłogą), więc do listy życzań dopisałbym w to miejsce roletę.
Czytaj też: Od debiutu do jubileuszu. OMODA & JAECOO rosną szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał
Prosty system multimedialny jest zaskakującym plusem auta
System multimedialny, czyli cyfrowe rozszerzenie doświadczenia auta jest stosunkowo prosty i nieprzeładowany funkcjami. Na tyle prosty, że nie ma na przykład pokładowej nawigacji. W związku z tym uznałem, że ten wielki ekran jest dobrym nośnikiem dla Apple CarPlay. Po sparowaniu system łączył się z telefonem błyskawicznie i ani razu nie miałem problemu ze zrywaniem połączenia. W autach obu marek (zarówno Omody, jak i Jaecoo) dobrze działa asystent głosowy, którego zakres obowiązków jest taki, jak system – niezbyt duży. Mimo ograniczeń, do próśb o zmianę temperatury, czy włączanie wentylacji foteli nadaje się świetnie i w dodatku odpowiada naturalnym głosem (w odróżnieniu od syntetycznych asystentów w autach europejskich konkurentów).



System ma też trzy ciekawe funkcje: program klimatyzowania wnętrza dla pozostawionych w aucie zwierząt, tryb kempingowy (zamieniający zewnętrzny głośnik ostrzegający przed jazdą na głośnik rozrywkowy – niestety bardzo kiepskiej jakości) i tryb karaoke, którego niestety (a może na szczęście) nie mogłem sprawdzić, bo producent nie dostarcza z autem mikrofonu bluetooth (podobnie jak latarki, mimo montażu ładującego uchwytu w bagażniku). Samo stereo marki Sony gra niestety fatalnie – dźwięk jest skompresowany, basy płytkie, a soprany choć wysokie, to jednak bez wyrazu.
Czytaj też: Jaecoo 7 – jak można mieć dużo, za dobre pieniądze?
Prosta jest też oferta napędowa
Jaecoo E5 występuje w Polsce tylko w jednej wersji wyposażenia i tylko z jednym silnikiem elektrycznym o mocy 211 KM napędzającym przednią oś. Prąd do tego silnika dostarcza akumulator LFP, (litowo-żelazowo-fosforanowy), który ma 61 kWh pojemności i przyjmuje lądowanie o mocy do 130 kW prądem stałym (DC). W praktyce wyniki nie są takie dobre i po podłączeniu do ładowarki z dużym zapasem mocy, krzywa ładowania miała kaskadowy, ale głównie opadający przebieg. Na początku dobiła do 90 kW, ale już po kilku minutach opadła do poziomu 50 kW, by dalej sukcesywnie zwalniać.





Deklarowane 402 kilometry zasięgu może i są osiągnięcia, ale raczej na drogach, na których nie przekracza się 70 km/h. Wyjazd na ekspresówki i korzystanie z ich (legalnych) dobrodziejstw skróci ten dystans o połowę – trasa z Warszawy do Kielc (177 km) wydrenowała baterię z 95% do 10%. Takie są uroki korzystania z samochodu typu SUV z dużą powierzchnią czołową i wynikającymi z tego oporami powietrza. Sama podróż nie była uciążliwa, ale nie była też bezgłośna – do kabiny dochodziło dużo hałasu spod podwozia. Lepiej było z szumem wiatru – w przednich bocznych szybach Jaecoo E5 ma izolację akustyczną. Układ kierowniczy umieszcza samochód tam, gdzie bym sobie tego życzył, ale nie daje intuicyjnych informacji zwrotnych i jest dosyć drętwy. Klasyczne kolumny MacPersona z przodu i wielowahaczowe zawieszenie z tyłu, mimo braku feelingu, prowadzą auto pewnie i bezpiecznie, a do kabiny nie przenoszą przesadnie dużo wibracji. Z trakcją podczas przyspieszeń niestety nie jest za wesoło – dynamiczne ruszanie spod świateł na lekko wilgotnym asfalcie (ale bez wyścigów do kolejnej sygnalizacji) sprawia, że.przednie koła tracą przyczepność, a układ kontroli śpi w najlepsze. Podczas hamowania jest już dużo lepiej i ABS pracuje precyzyjnie. W spowalnianiu w trasie pomaga rekuperacja z jej trzema poziomami działania. Miłośnicy jazdy wyłącznie z jednym pedałem nie skorzystają z całkowitego zatrzymania się – auto nie realizuje takiego trybu. Rekuperacji nie można też całkowicie wyłączyć i skorzystać z trybu „żeglowania” – mniej lub bardziej, ale zawsze czuć spowalnianie silnikami.
Czytaj też: Pierwsza jazda Jaecoo 7 Super Hybrid – Chińczycy wynaleźli hybrydę na nowo?
Jak nie funkcjami, tak w konkurencję ceną
Najmocniejszą kartą przetargową Jaecoo E5 jest bez wątpienia wyposażenie auta w stosunku do kosztu zakupu. Testowany egzemplarz był w wersji Premium (mimo że nie ma innej jako punktu odniesienia), który w katalogu wyceniony jest na 139 900 złotych brutto. Za to, poza wyżej opisanymi elementami wyposażenia, otrzymamy reflektory LED, całą paletę systemów bezpieczeństwa i system kamer 540º (z przeziernym widokiem przestrzeni pod samochodem).



Jaecoo E5 ma 7 lat (lub 150 000 km przebiegu) gwarancji z bezpłatnym Assistance’m w tym okresie. Do tego dochodzą promocyjne ceny ubezpieczeń (za 1pln) i finansowania (pożyczka 0% i leasing 100,1%). Producent staje na rzęsach, żeby zwabić do siebie klientów, oferując kolejne promocje. Jak to zadziała i czy całe naręcze gadżetów przysłoni wielką niewiadomą, jaką jest trwałość mechaniczna i potencjalna wartość odsprzedaży? Zobaczymy. Na razie mogę jedynie stwierdzić jedno: Jeacoo E5 jest samochodem dobrym i komfortowym dla osób jeżdżących spokojnie i głównie po mieście. Druga strona medalu jest taka, że dynamiczniejsza jazda nie daje satysfakcji, a odległe cele podróży są wyzwaniem logistycznym.
Czytaj też: Test Jaecoo 7 – podejrzanie tani, gdzie jest haczyk?

