Przewrót na rynku motocykli. Harley-Davidson był dla elit, a teraz będzie dla wszystkich i tego się boję

Wygląda na to, że Harley-Davidson zmienił kurs z absolutnego luksusu, a nowy Sportster będzie takim “ulgowym biletem wstępu” do oferty legendy. Czy mi się to podoba? Jasne, że tak – w końcu swojego Harleya-Davidsona nie mam, żeby teraz siedzieć obrażony, ale z drugiej zawsze obawiam się rozpowszechnienia zbyt głośnych maszyn.
Przewrót na rynku motocykli. Harley-Davidson był dla elit, a teraz będzie dla wszystkich i tego się boję

Harley-Davidson zawsze wydawał mi się marką bardziej uwikłaną w mit niż w samą technikę. Jasne, można rozmawiać o wyjątkowych silnikach V2, momencie obrotowym, chłodzeniu powietrzem i prowadzeniu ciężkich cruiserów, ale najważniejsza cecha charakteru tej firmy nigdy nie leżała wyłącznie w metalu. Harley sprzedawał bowiem przynależność. Styl życia. Pewien rodzaj hałaśliwej pewności siebie, choć osobiście kompletnie tego nie kupuje, bo “fan pierdzących motocykli” piłujący silnik pod moim oknem albo w środku nocy na ulicy, to ostatnie, co chcę słyszeć. Czas się chyba jednak przyzwyczaić, bo Harley-Davidson może przestać być wyjątkowo drogą marką.

Sportster 883 wraca, ale to nie jest tylko nostalgia

Najważniejszy element nowego planu Harley-Davidsona o nazwie “Back to the Bricks” dotyczy tego, że kultowy już model Sportster 883 ma wrócić do oferty w pełnej krasie. Jednak nie jako nowoczesny eksperyment w stylu Revolution Max, nie jako elektryczny symbol przyszłości, ale jako klasyczny, chłodzony powietrzem dwucylindrowiec z silnikiem Evolution i pojemnością 883 cm sześciennych. Plan zakłada powrót w roku modelowym 2027, a cena docelowa ma kręcić się wokół 10000 dolarów, czyli po przeliczeniu około 36200 zł.

Czytaj też: Ten motocykl nie powinien istnieć. Ferrari F355 oddało mu serce za ponad 1,8 mln zł

Właśnie tu robi się ciekawie, bo 10000 dolarów za Harleya w USA brzmi jak próba zejścia z poziomu “kup sobie markę premium” do poziomu “wejdź do naszego świata”. Nadal nie będzie to motocykl tani w polskim sensie, bo po podatkach, transporcie, marżach i europejskich realiach cena może wyglądać znacznie mniej przystępnie, ale jako typowy sygnał strategiczny, jest to duża zmiana. Harley przestał bowiem udawać, że może żyć wyłącznie z klientów gotowych dopłacać za coraz większe, coraz droższe i coraz bardziej doposażone cruisery, a zrobi to z wykorzystaniem nieprzypadkowego modelu.

Sportster przez dekady był czymś w rodzaju najprostszego wejścia do świata Harley-Davidsona. Nie największym, nie najszybszym i nie najbardziej reprezentacyjnym, ale wystarczająco “harleyowym”, żeby właściciel czuł, że nie kupił podróbki swojego dziecięcego marzenia. W ostatniej wersji Iron 883 jego Evolution V-Twin rozwijał około 54 KM oraz około 73 Nm momentu obrotowego przy 3750 obr./min, więc nie powalał osiągami, ale za to wyróżniał go nisko położony środek ciężkości, prostota, dźwięk, wygląd i podatność na modyfikacje.

Silnik chłodzony powietrzem w Sportster 883 może być atutem

W normalnej rozmowie o nowym motocyklu chłodzenie powietrzem w 2026 roku mogłoby zostać odebrane jako cofnięcie się o kilka epok. Normy emisji, kultura pracy, hałas, temperatura, stabilność parametrów – wszystko to premiuje nowocześniejsze konstrukcje. Tyle że Harley-Davidson nie jest normalną marką w tym dokładnie sensie. Dla wielu klientów chłodzony powietrzem silnik dwucylindrowy w układzie V nie jest wadą, a częścią tożsamości. Sprawia to tym samym, że firma spróbuje sprzedać klientom dostęp do klasycznego rytuału w cenie, która aż tak nie odstrasza, choć jest to ryzykowne, bo nostalgia nie rozwiązuje problemów technicznych, a stary format trzeba dostosować do dzisiejszych przepisów. Dlatego nie zakładałbym z góry, że powrót 883 będzie łatwym zwycięstwem.

Czytaj też: DAB 1 nie jest najmocniejszy, ale może być jednym z najciekawszych elektrycznych motocykli

Harley-Davidson Sportster XL883 z 2007

Dla mnie najważniejsze jest jednak coś innego. To kolejny zwrot kierownicy po latach niepewności. Najpierw była szeroka wizja “More Roads to Harley-Davidson” z czasów Matta Levaticha, czyli próba wyjścia poza klasycznego cruisera – w stronę motocykli adventure, streetfighterów i elektryków. Potem Jochen Zeitz przyciął ambicje i przesunął markę w stronę bardziej premium, droższej oraz bardziej skoncentrowanej oferty. Teraz Artie Starrs wraca do niższego progu wejścia, większej dostępności i prostszego komunikatu, a tego typu podejście nie jest wcale pójściem na skróty. Dlaczego?

Harley-Davidson XR1200 Sportster z 2010

Czytaj też: Chiny poszły o krok za daleko? Ten sportowy motocykl ma przewidywać zakręty i przyczepność

Przywracając Sportster 883 na rynek, Harley-Davidson musi pogodzić sprzeczności: klasyczny silnik, globalną sprzedaż, koszt produkcji, europejskie regulacje, oczekiwania dealerów i klientów, którzy chcą “starego Harleya”, ale jednocześnie niekoniecznie wybaczą mu wszystko. Patrzę więc na to tak, jak na przyznanie przez firmę, że sama marża na drogich motocyklach nie wystarczy, jeśli marka traci kontakt z przyszłymi klientami. Można sprzedawać mniej, ale drożej. Można przez chwilę poprawiać wynik na sztuce, ale motocykl to przecież nie byle drogi zegarek w gablocie. Potrzebuje społeczności, serwisu, akcesoriów, wydarzeń, kolejnych pokoleń i ludzi, którzy najpierw kupią tańszy model, a po latach przesiądą się na większy. Harley bez taniego wejścia staje się klubem dla tych, którzy już w nim byli.

Od przyjęcia Sportster 883 wiele zależy

Harley-Davidson ma historię, której wiele firm może zazdrościć. Teraz musi tylko udowodnić, że ta historia nie jest zarezerwowana wyłącznie dla tych, którzy mają wystarczająco gruby portfel. Wszystko to sprawia, że w moich oczach powrót 883 Sportstera po czterech latach (ostatni model został wyprodukowany 18 listopada 2022 roku) może być jedną z najważniejszych decyzji tej firmy ostatnich lat, bo może przywrócić marce coś, co sama zbyt lekko oddała, a więc rozsądny pierwszy krok do własnego świata. Jeśli ten motocykl naprawdę będzie przystępny, dobrze wykonany, zgodny z normami i wystarczająco “harleyowy”, to może zrobić więcej dla przyszłości firmy niż kolejna wielka maszyna dla klientów, którzy i tak już kochają tę markę. Jeśli jednak cena w salonach urośnie, a bazowy model okaże się tylko haczykiem na drogie akcesoria, to cały plan może zostać odebrany jak kolejna próba sprzedania starej legendy w nowym opakowaniu.

Źródła: Harley-Davidson

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.