Ten motocykl nie powinien istnieć. Ferrari F355 oddało mu serce za ponad 1,8 mln zł

Są na świecie takie pojazdy, które na pierwszy rzut oka wyglądają nie jak coś realnego, a wymysł od kogoś o zbyt wybujałej wyobraźni. Istnieją jednak, zaskakują mnie od lat i nigdy zapewne się to nie skończy, bo ambicje wielu nie znają granic. Nie inaczej jest tym razem, bo ktoś zamiast zadawać sobie pytanie “czy ma to sens?”, pomyślał raczej “a co, jeśli jednak się da?” i tak właśnie powstał HF355 od Hazan Motorworks.
Ferrari 355 F1 Berlinetta

Ferrari 355 F1 Berlinetta

Spójrzmy prawdzie w oczy – HF355 od Hazan Motorworks zainteresował mnie bardziej niż kolejna limitowana edycja sportowego motocyklu przede wszystkim dlatego, że jest to motocykl zbudowany wokół 3,5-litrowego silnika V8 z Ferrari F355. Nie jest to wcale nadużycie – ktoś naprawdę to zrobił i nawet poszedł o krok dalej, sprzedając swoje dzieło za ponad 500000 dolarów. Ktoś wydał więc na unikalne monstrum ponad 1,8 mln zł, choć w tej samej cenie mógłby kupić dobrze wyposażone auto sportowe albo kolekcjonerski samochód, który będzie łatwiejszy do ubezpieczenia i codziennego użytku.

Pół miliona dolarów za motocykl? W tym przypadku sama cena jest częścią opowieści

HF355 nie jest rywalem Ducati Panigale V4 R, BMW M 1000 RR czy jakiegokolwiek innego motocykla, który można oceniać przez pryzmat czasu okrążenia, homologacji i pakietu elektronicznych systemów. Podobny klimat przesady widać przy Ducati Superleggera V4 Centenario, ale tam mimo wszystko mówimy o produkcie wielkiej marki. Hazan zrobił coś znacznie bardziej osobnego, bo motocykl zbudowany praktycznie jako jednorazowa rzeźba techniczna, która przy okazji jeździ, pluje ogniem i kręci się w okolice 10000 obr./min. Innymi słowy, ten projekt pokazuje, jak daleko da się pójść w świecie analogowej mechaniki, gdy celem nie jest sprzedaż tysiąca egzemplarzy.

Czytaj też: Z chińskimi samochodami zaczyna się robić coś dziwnego i sam nie wiem, co o tym myśleć

Nie skłamię, że najważniejszym elementem tego projektu jest silnik wyrwany prosto z Ferrari F355 z 1999 roku. Mowa o 3,5-litrowym V8, które w seryjnym aucie było jednym z najbardziej charakterystycznych elementów całego modelu. Na tym jednak autor nie skończył, bo przecież Ferrari 355 F1 Berlinetta z takim silnikiem miało dostęp do 380 koni mechanicznych przy 8250 obr./min i rozwijało prędkość maksymalną 295 km/h. W motocyklu Hazana mówi się z kolei o około 400 koniach mechanicznych na wale i potencjale do około 300 km/h, przy suchej masie wynoszącej 265 kg. Nie jest to przypadek.

Takiego silnika nie da się po prostu włożyć w klasyczną ramę motocykla. Hazan zbudował więc własną przednią ramę kratownicową ze stali chromowo-molibdenowej, a sam silnik stał się elementem nośnym konstrukcji. Przekładnia oraz tylne zawieszenie zostały osadzone wokół niego, a nie odwrotnie, jak to zwykle bywa. Innymi słowy, motocykl nie po prostu dostał serce samochodu Ferrari. On został wokół tego serca ułożony, co było zresztą kluczowe, bo V8 w samochodzie ma zupełnie inne otoczenie – inną masę, inne chłodzenie, inny rozstaw osi, inne punkty mocowania i zupełnie inną logikę pracy układu przeniesienia napędu. Z kolei na dwóch kołach każdy kilogram, każdy centymetr i każdy obracający się element zaczyna mieć większe znaczenie.

Ręczna robota zamiast sterylnego perfekcjonizmu

W tej historii szczególnie podoba mi się fakt, że HF355 nie powstał jako kolejny projekt wypluty przez bezduszny proces przemysłowy. Hazan miał projektować, wykonywać i składać niemal wszystko samodzielnie, bo aż do poziomu nakrętek i śrub. Zamiast opierać się na automatyzacji CNC, korzystał z ręcznej tokarki Moriseki ważącej około 2,95 tony oraz manualnych frezarek.

Czytaj też: Zapomnij o płynie hamulcowym. Elektroniczne hamulce samochodowe wchodzą do produkcji

Karoseria również nie jest gotowym zestawem paneli. Składa się z 16 unikalnych elementów z włókna węglowego, które najpierw było kształtowane z bloków pianki, a później odwzorowane przy użyciu infuzji żywicznej. Do tego dochodzą koła Marchesini, hamulce Brembo GP4X, widelec Öhlins FGR oraz tylny amortyzator TTX. Można więc powiedzieć, że Hazan nie zbudował garażowej ciekawostki z przypadkowych części, a coś, co z jednej strony jest rękodziełem, a z drugiej korzysta z komponentów z najwyższej półki.

Mam jednak wrażenie, że najważniejszym “komponentem” jest tutaj umiar stylistyczny. Przy tak chorym pomyśle bardzo łatwo byłoby zrobić motocykl, który wygląda jak rekwizyt z taniego filmu akcji. Tymczasem HF355 jest wprawdzie pełen czerwonej agresji, ale nie tonie w przypadkowych przetłoczeniach. Silnik zostaje główną atrakcją, a reszta ma go utrzymać, ochłodzić i obudować tam, gdzie to konieczne.

Brak elektroniki jest tu zarówno zaletą, jak i ostrzeżeniem

Najbardziej kontrowersyjny fragment specyfikacji nie dotyczy jednak mocy. Dotyczy jej kontroli. HF355 nie ma typowego zestawu współczesnych wspomagaczy, nie ma kontroli trakcji ani całej armii elektronicznych systemów, które w dzisiejszych motocyklach sportowych są często równie ważne jak silnik i zawieszenie. Oryginalne systemy Ferrari zostały rozebrane, a ich miejsce zajęła specjalnie zaprojektowana konfiguracja z ECU AMP EFI, które monitoruje parametry pracy, ale nie pełni roli cyfrowego opiekuna kierowcy.

Brak takiego elektronicznego kagańca sprawia, że HF355 jest bardziej obiektem dla bardzo wąskiego grona niż sprzętem, którym da się ekscytować w kategoriach użytkowych. Współczesne motocykle nie mają kontroli trakcji dlatego, że producenci chcą zabrać kierowcy zabawę. Mają ją, bo przy ogromnej mocy, małej powierzchni styku opon z nawierzchnią i zmiennych warunkach drogowych człowiek nie zawsze jest szybszy od elektroniki.

V8 z Ferrari w motocyklu jest trochę pomnikiem starego świata

Motoryzacja jest dziś w dziwnym miejscu. Z jednej strony producenci walczą o elektryfikację, normy emisji i kolejne hybrydowe układy napędowe, a z drugiej, najbardziej emocjonujące historie nadal bardzo często krążą wokół silników spalinowych, które powinny powoli schodzić ze sceny, a jednak nie chcą z niej zejść po cichu. Pisałem już o podobnej walce przy patencie Ferrari na silnik V12 z owalnymi tłokami, gdzie stare myślenie o spalinowej mechanice spotyka się z koniecznością dalszego kombinowania. Zauważyłem też podobny motyw charakteru silnika przy Mercedesie SL i zmianach wokół V8.

Czytaj też: Teraz samochody będą dopracowane, jak nigdy dotąd. Dwóch gigantów połączyło siły

HF355 jest skrajną wersją tego samego napięcia. Nie rozwiązuje żadnego problemu przyszłości. Nie sprawia, że motocykle staną się bezpieczniejsze, tańsze, oszczędniejsze ani bardziej dostępne. Nie wskazuje nowej drogi dla rynku. W sensie produktowym jest ślepą uliczką, ale w sensie kulturowym bardzo mocnym przypomnieniem, dlaczego ludzie wciąż ekscytują się mechanicznymi absurdami. To trochę tak, jak przy hipersamochodach Koenigsegga czy Lamborghini. Technologia może iść w stronę hybryd, napędów osiowych, silników elektrycznych o kosmicznej gęstości mocy i skomplikowanych układów momentu obrotowego, gdzie osiągi coraz mocniej wynikają z mieszania światów mechaniki i elektroniki. Hazan poszedł w przeciwną stronę. Wziął teatralny, wysokoobrotowy silnik Ferrari i zostawił kierowcę możliwie blisko źródła hałasu, temperatury i ryzyka.

Źródła: Hazan Motorworks

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.