Francja zaskoczyła. Rafale F5 dostanie broń, której nikt nie chce oglądać na radarze

Po co konkretne państwo w ogóle sięga po odstraszające uzbrojenie nuklearne nowej generacji i co chce przez to powiedzieć całemu światu? Francja właśnie dała na nie bardzo czytelną odpowiedź.
Francja zaskoczyła. Rafale F5 dostanie broń, której nikt nie chce oglądać na radarze

Nie chodzi wyłącznie o nowy pocisk dla Rafale F5, choć to on jest głównym bohaterem tej opowieści. Chodzi dziś bardziej o to, żeby europejskie odstraszanie nuklearne w latach 30. XXI wieku nie wyglądało jak relikt świata, który skończył się wraz z przekonaniem, że duża wojna w Europie już nikomu się nie opłaci.

ASN4G wchodzi w etap, w którym zaczyna się poważna gra

Francuska Direction générale de l’armement, czyli DGA, formalnie zleciła firmie MBDA rozwój pocisku ASN4G. Mówimy tu dokładnie o Air-Sol Nucléaire de 4ème Génération, czyli pocisku powietrze-ziemia czwartej generacji z głowicą nuklearną, który ma wejść do służby około 2035 roku. Jego zadaniem będzie zastąpienie obecnego ASMPA-R, a więc odnowionej wersji francuskiego lotniczego pocisku nuklearnego. Sam fakt nie jest zaskoczeniem, bo o ASN4G pisałem już przy okazji opowiadania o francuskim hipersonicznym pocisku nuklearnym, ale teraz ten program przestaje być głównie zapowiedzią. Przechodzi do fazy pełnoskalowego rozwoju.

Czytaj też: Drony będą latać w nieskończoność. Rój na bezprzewodowej kroplówce to wojskowy koszmar

W praktyce Francja mówi w ten sposób, że oto nasza broń nuklearna ma nie tylko istnieć, ale ma pozostać wiarygodna w świecie nasyconym radarami dalekiego zasięgu, sieciocentryczną obroną przeciwlotniczą, pociskami przechwytującymi i sensorami, które już teraz pracują jako jeden system, a nie jako odizolowane wyspy. Odstraszanie nie polega bowiem na samym posiadaniu głowicy. Polega na tym, żeby druga strona wierzyła, że w krytycznym momencie ta głowica rzeczywiście może dotrzeć do celu.

Właśnie dlatego uważam ASN4G za program ciekawszy niż kolejny medialny wyścig na “Machy”. Hipersoniczna prędkość jest tu tylko jednym elementem układanki. Ważniejsze jest połączenie prędkości, manewrowości, profilu lotu i skróconego czasu reakcji po stronie przeciwnika. Pocisk lecący z prędkością rzędu Mach 5 lub wyższą nie jest magicznie niewidzialny. Radar może go zobaczyć. Problem polega na tym, że zobaczenie celu, utrzymanie śledzenia, klasyfikacja zagrożenia, przekazanie danych do systemu dowodzenia i skuteczne przechwycenie to cały łańcuch czynności. Im zaś szybciej i mniej przewidywalnie porusza się cel, tym łatwiej ten łańcuch przerwać.

Francuzi wybrali prędkość zamiast samego ukrycia

Według dostępnych informacji Francja przez lata badała dwa kierunki rozwoju następcy ASMPA-R. Jeden zakładał pocisk bardziej skryty, napędzany silnikiem strumieniowym i projektowany z myślą o obniżonej wykrywalności. Drugi stawiał na hipersoniczną prędkość oraz zaawansowaną manewrowość. Ostatecznie wygrała druga koncepcja i mam wrażenie, że ta decyzja dobrze pokazuje zmianę myślenia o przetrwaniu broni na współczesnym polu walki.

Stealth przez lata kojarzył się z niemal uniwersalnym kluczem do przełamywania obrony. Samolot lub pocisk miał być trudny do wykrycia, więc zyskiwał czas i przestrzeń. Tyle że współczesna obrona nie opiera się już wyłącznie na jednym radarze patrzącym w jedną stronę. Coraz większe znaczenie mają różne pasma wykrywania, pasywne sensory, wymiana danych, rozproszone stanowiska i oprogramowanie, które skleja obserwacje w jeden obraz. Przy takim przeciwniku sama niska wykrywalność może nie wystarczyć.

Czytaj też: 20 tysięcy ton odstraszania. Nie ma bardziej ponurej maszyny wojny niż atomowy okręt balistyczny

Hipersoniczny ASN4G idzie więc inną drogą. Nie mówi czegoś w stylu “nie zauważysz mnie”. Mówi raczej “możesz mnie zauważyć, ale możesz nie zdążyć nic sensownego z tym zrobić”. Jest to wprawdzie subtelna, ale bardzo istotna różnica. Aktualny ASMPA-R ma osiągać prędkość około Mach 3, czyli orientacyjnie ponad 3600 km/h przy warunkach przyziemnych i zasięg rzędu 500 km. ASN4G ma być znacznie szybszy, a choć oficjalne parametry pozostają tajne, to w analizach najczęściej pojawia się napęd scramjetowy, czyli odmiana silnika strumieniowego pracująca przy prędkościach hipersonicznych.

Jeszcze kilkanaście lat temu takie rozwiązania w zakresie uzbrojenia funkcjonowały w świadomości masowej głównie jako eksperymenty z laboratoriów, demonstratory technologii i ambitne programy, które często rozbijały się o temperaturę, sterowanie, materiały oraz koszty. Dziś państwa nie pytają już, czy hipersoniczne systemy mają sens. Pytają, kto pierwszy zdoła wdrożyć je w taki sposób, żeby zmieniły strategiczną kalkulację. Podobny kierunek zaobserwowałem przy koreańskim pocisku dla myśliwca KF-21, a wcześniej także przy japońskich, indyjskich, amerykańskich czy rosyjskich programach tego typu.

Rafale F5 nie będzie tylko kolejną wersją Rafale

ASN4G ma trafić na Rafale F5, czyli przyszły standard francuskiego myśliwca, a ten coraz mniej wygląda jak zwykła modernizacja udanego samolotu, a coraz bardziej jak pomost między klasycznym myśliwcem wielozadaniowym a systemem walki przyszłości. Francuzi chcą, żeby ta maszyna była nie tylko nosicielem uzbrojenia, ale też węzłem szerszego ekosystemu, w którym samoloty załogowe, drony, sensory i systemy walki elektronicznej pracują wspólnie.

Dassault Rafale

Widać to zresztą przy francuskim bezzałogowcu bojowym dla Rafale F5. Dassault nie pokazuje przyszłości jako samotnego pilota, który jak rycerz XXI wieku wchodzi w strefę zagrożenia i wygrywa dzięki lepszemu refleksowi. Bardziej prawdopodobny jest model, w którym pilot zarządza grupą maszyn, korzysta z danych z wielu źródeł, wysyła bezzałogowce tam, gdzie ryzyko byłoby zbyt wysokie i pozostaje częścią większej sieci. Rafale F5 z ASN4G będzie w takim świecie nosicielem strategicznego argumentu, a nie tylko “samolotem z bardzo groźnym pociskiem pod kadłubem”.

Co ważne, Francja rozwija ten program w dużej mierze na własnych zasadach. Po załamaniu rozmów o współfinansowaniu Rafale F5 ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, teraz Paryż ma ponieść koszt programu samodzielnie. Można na to patrzeć jak na kłopot budżetowy, ale z perspektywy suwerenności wojskowej sprawa jest bardziej złożona.

Lotnicze odstraszanie wraca do centrum uwagi, a Francja pokazuje coś ważnego

Przez długi czas nuklearna debata techniczna krążyła przede wszystkim wokół okrętów podwodnych i pocisków balistycznych. Logika tego była zresztą prosta – okręt ukryty w oceanie jest trudny do zniszczenia, więc stanowi najbardziej stabilny filar odwetu. Francja nadal tak patrzy na swoją morską część odstraszania, ale jednocześnie wzmacnia komponent lotniczy. ASN4G ma być wykorzystywany zarówno przez Forces Aériennes Stratégiques, czyli strategiczne siły powietrzne, jak i przez Force Aéronavale Nucléaire, czyli komponent marynarki operujący Rafale M z lotniskowca Charles de Gaulle.

Francja lotniskowiec Charles de Gaulle z planowanym następcą w formie France Libre

Czytaj też: Turcja nigdy wcześniej nie zrobiła takiego sprzętu wojskowego. Mnie ciekawi zaś jedno…

Francuska decyzja z ASN4G ma jeszcze jeden wymiar, którego nie da się sprowadzić do samej techniki. Paryż od lat lubi mówić o autonomii strategicznej Europy, ale w ostatnich latach to hasło dostało dużo twardsze tło. Wojna w Ukrainie, niepewność wokół amerykańskiej polityki bezpieczeństwa, rosyjskie groźby nuklearne, rozwój chińskiego arsenału i rozpad kolejnych elementów starej architektury kontroli zbrojeń sprawiają, że odstraszanie znowu przestało być odległym tematem. W tym sensie ASN4G jest nie tylko pociskiem, ale też deklaracją.

Źródła: DGA, AeroTime

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.