Pierwszy turecki miniaturowy okręt podwodny nie jest dla mnie ciekawostką. Oczywiście można machnąć ręką i powiedzieć, że to tylko mała jednostka, która nie robi takiego wrażenia jak atomowy kolos, niszczyciel przeciwlotniczy albo bojowy dron odrzutowy. Tyle że w wojnie podwodnej rozmiar bywa mylący. Czasem większe znaczenie ma skrytość, mobilność, możliwość działania blisko brzegu i właśnie to, czy dany kraj potrafi samodzielnie zaprojektować, wyprodukować, ulepszać i naprawiać sprzęt.

Pierwszy prawdziwy okręt podwodny Turcji, nie jakiś podrabianiec
Datum Submarine Technologies, a więc firma obronna związana z Politechniką Stambulską, pokazała podczas targów SAHA Expo 2026 pierwszy turecki miniaturowy okręt podwodny zbudowany lokalnie. Nie była to jednak byle makieta, bo 14 kwietnia 2026 roku jednostka wykonała pierwsze bezzałogowe zanurzenie u wybrzeży Karamürsel. Montaż całości został zakończony w tureckiej stoczni z wykorzystaniem ponad 80 procent udziału rodzimych komponentów, bo kadłub ciśnieniowy został wykonany w Yakut Kazan, silnik w Femsan DC Motor Factory, a śruba w Eriş Pervane.
Czytaj też: Zawstydzili Shahedy w wyjątkowy sposób. Kolejna unikalna broń od Baykar

Nie jest to więc ot byle prosty montaż importowanych klocków w tureckiej stoczni. Finalnie cały projekt dostał klasyfikację Turkish Lloyd, co jest istotne, bo mowa tutaj o pierwszym tureckim projekcie okrętu podwodnego z takim formalnym potwierdzeniem jakości i bezpieczeństwa. Jest to ważne z tego powodu, że taki okręt ma być dopiero bazą dla całej rodziny wyspecjalizowanych platform, które mają odpowiadać na różne potrzeby tureckiej marynarki. W praktyce ten pierwszy kadłub jest więc mniej “małym okrętem”, a bardziej punktem wejścia do własnej szkoły projektowania podwodnych systemów specjalnych. Ich szczegóły również poznaliśmy.
Dla Turcji ten okręt to dopiero baza. Istny czysty arkusz stali
Plany firmy Datum obejmują opracowanie dużego bezzałogowca podwodnego Sinarit z modułową przestrzenią ładunkową z miejscem na obiekt o długości 3,8 metra. Nie będzie on jednak gigantem, bo zmieści się w standardowym kontenerze i będzie mógł być transportowany samolotem pokroju A400M. Jego prawdziwy potencjał brzmi w tym, że ma doczekać się nawet 12 konfiguracji ładunku, obejmujących m.in. drony Baykara do ataków rojem, do 12 inteligentnych min dennych Malaman, torpedy Akya i Orka, sensory elektrooptyczne Aselsan Mercan, sonar syntetycznej apertury Meteksana, zdalnie sterowany pojazd podwodny, a także pociski Atmaca, Çakır, Gezgin i Gökdoğan.
Czytaj też: Turcja znów mnie zaskoczyła. Tym razem chodzi o wielką rewolucję wojskowego lotnictwa
Lista więc imponuje, ale jest to bardziej kierunek integracji, która może rozbić się o coś problematycznego – brak kompatybilności. Mimo tego sama logika jest bardzo interesująca. Turcja próbuje bowiem zrobić pod wodą coś podobnego do tego, co robiła w powietrzu. Nie projektuje jednej drogiej, zamkniętej platformy, tylko nośnik dla różnych efektorów, sensorów i misji. Podobny tok myślenia widać przy Baykarze K2, gdzie dron nie jest już tylko latającą bombą, lecz częścią większego scenariusza rozpoznania, zakłócania i uderzenia.


Drugim członem tej rodziny ma być Trança, czyli bojowy miniaturowy okręt podwodny projektowany z myślą o tureckich komandosach SAT. Ma przewozić sześciu operatorów wraz z systemami Diver Propulsion Device w suchych warunkach na dystansie około 740 km od punktu startu pod wodą. Do tego dochodzą dwie ciężkie wyrzutnie torpedowe dla torpedy Akya i pocisku Akata oraz możliwość postawienia do 10 min typu Malaman.
Tego typu miniaturowe okręty podwodne są dla Turcji idealne
Patrzę na to przez pryzmat geografii Turcji, bo tylko tak można dostrzec powód, dla którego kraj interesuje się takimi konstrukcjami. Morze Czarne, Morze Egejskie, wąskie przejścia, wyspy, porty, podejścia do infrastruktury i działania blisko brzegu to środowisko, w którym małe platformy mogą być szczególnie niewygodne dla przeciwnika. Nie dlatego, że wygrają każdą bitwę, lecz dlatego, że zmuszają drugą stronę do stałego zakładania, że coś niepozornego, ale gotowego namieszać, może znajdować się znacznie bliżej, niż powinno.
Czytaj też: Turcja rzuciła rękawice Chinom. Ta broń to dla mnie jedno wielkie zaskoczenie, a mówi wiele o ambicjach
Dlatego widzę w tym przede wszystkim próbę zbudowania nowej warstwy zdolności. Nie zastępstwa dla nadchodzącego tureckiego okrętu podwodnego MILDEN, lecz jego uzupełnienia. Zresztą Sinarit ma być również platformą testową dla systemów rozwijanych w ramach tureckiego narodowego programu okrętu podwodnego MİLDEN, co bardzo dobrze pokazuje, że Turcja chce wykorzystywać mniejsze platformy do sprawdzania podzespołów bez wyłączania zadań większych okrętów. Pisałem już o tym przy tureckim MILDEN, który ma wejść do służby w pierwszej połowie lat 30. XXI wieku, otrzymać system AIP, lokalne sonary, torpedy AKYA, pociski ATMACA i GEZGİN oraz pionowy system startowy MİDLAS. Miniaturowe jednostki Datum nie są więc oderwanym eksperymentem, tylko częścią szerszego marszu Turcji w stronę podwodnej samodzielności.
Źródła: Defence Blog, DATUM

