Utrata Mayrhofera to cios wizerunkowy dla Google. Naukowiec wykładający w Uniwersytecie Johannesa Keplera w austriackim Linz przez lata zyskiwał uznanie w świecie technologii dzięki walce z masowym śledzeniem obywateli, rozwijaniu rozproszonej komunikacji oraz systemów cyfrowej tożsamości, które nie naruszałyby dobra obywateli.
W ostatnich latach głośno sprzeciwiał się między innymi wprowadzeniu metody weryfikacji młodych, która mogłaby pozwolić firmom oraz organom w Unii Europejskiej na identyfikację użytkowników w oparciu o pytanie dotyczące wieku, a także skanowanie rozmów w aplikacjach, by ustalić, czy ktoś przekroczył 18. rok życia. Aktualnie jest on ekspertem w Komisji Europejskiej i zajmuje się rozwojem planów związanych z enkrypcją.
Czytaj także: Android 17 trafia na smartfony Pixel. Google stawia na wygodę, wielozadaniowość i bezpieczeństwo
Mayrhofer nie jest wielkim miłośnikiem LLM-ów czy botów. Na własnej stronie stworzył wpis o tym, jak powstrzymać się przed maszynami zaciągającymi treści ze stron, sam uczula na to, by nie robić tego z jego treściami w sposób, który spowoduje nadmierny ruch na serwerach. Google, jak wiemy, mocno inwestuje, by być liderem wyścigu AI w smartfonach i nie tylko. Nie to było głównym powodem zwolnienia.
Mayrhofer mocno o Google “Zarząd zatracił swój kompas moralny”
W notatce, która najpierw pojawiła się w komunikacji wewnętrznej, a później trafiła na osobisty blog, René Mayrhofer poinformował o kulisach rezygnacji ze stanowiska dyrektora ds. bezpieczeństwa platformy Android. Podkreślił przede wszystkim, że firma zmieniła swoje podejście i pierwotne założenia.
Gdy przychodził do pracy w 2017 roku, wciąż żywe było hasło “Don’t be evil” (“Nie bądź zły”), które miało sterować działaniami całej firmy. Firma dążyła do tego, by osiągnąć neutralność klimatyczną, ale po 17 latach od zapowiedzi zrezygnowała z tego planu po cichu. Między 2019 a 2024 rokiem jej emisje wzrosły o 50 procent.

W komunikacie podkreśla między innymi, że zarząd Google nie dyskutuje w obrębie firmy o decyzjach dotyczących kluczowych z perspektywy przyszłości firmy działaniach. Jedną z nich, przez którą jego decyzja była “nie do uniknięcia” było podpisanie przez Google porozumienia pozwalającego Pentagonowi na wykorzystanie modeli AI do ściśle tajnych prac.
Zwrócił przy tym uwagę na to, że jako pacyfista nie może pracować w firmie, która angażuje się w wojenne działania ofensywne, ale i zauważył, że ta decyzja dzieje się niedługo po tym, jak firma użyczyła swoje oprogramowanie do analizy nagrań z dronów.
Google, jak większość big techu, dogaduje się z administracją Trumpa
W erze walki Stanów Zjednoczonych z Chinami o technologiczny prym już nie tylko wszystkie chwyty są dozwolone, ale i wszystkie technologiczne ręce trafiają na pokład. W przeciwnym razie można skończyć jak Anthropic, które dostało zakaz wykorzystania modeli Mythos 5 i Fable 5 przez osoby niemające obywatelstwa Stanów Zjednoczonych, w tym przez pracowników firmy.

Z kolei Google i Open AI wykorzystują lukę prawną, która pozwala używać technologii do celów wojskowych i masowego śledzenia. Po prostu sprzedają dane Stanom Zjednoczonym, które funkcjonują jako brokerzy. Dzięki wywalczonym przez Departament Wojny i służby wywiadowcze wyłączeniom w Stanach działa coś na wzór NSA 2.0. I, co podkreślał w komunikacie René Mayrhofer, przez to zapisy o użyciu technologii Google do “jakiegokolwiek prawnie dozwolonego celu” przez rząd USA nie mają dziś niemal żadnego znaczenia.
Czytaj także: Bianchi robi jeden rower do wszystkiego. Specialissima przestała być tylko lekka
Co w takim obliczu mówi samo Google? Gdy o komentarz poprosił Business Insider, nie udzielono go. Wcześniej firma zwracała uwagę na to, że “pozostaje zaangażowana w konsensus publicznego i prywatnego sektora, że AI nie powinno być wykorzystywane do masowego śledzenia lub tworzenia autonomicznych broni bez odpowiedniego oglądu ludzkiego”. Firma usunęła jednak zapisy dotyczące wykorzystania AI w broniach czy rozwiązaniach śledzących ze swoich regulaminów w 2025 roku.

