W kolarstwie szosowym zawsze fascynowało mnie, jak niewielkie zmiany potrafią budzić ogromne emocje i być pożywką dla marketingu. Kilka milimetrów w rurze sterowej, inny kształt widelca, nieco bardziej schowana linia przewodów, szersza obręcz, węższy kokpit, rama lżejsza o garść gramów – na papierze wygląda to jak zabawa dla maniaków sprzętu. W praktyce bywa sygnałem, że producenci przestają myśleć o rowerze jako o zestawie osobnych kompromisów, a zaczynają traktować go jak jedną, dopracowaną maszynę do jazdy w możliwie wielu warunkach. Jak więc na tym tle wypada Specialissima?
Bianchi Specialissima, czyli wyjątkowy rower po przeprojektowaniu
Bianchi przebudowało Specialissimę, a więc model, który jeszcze niedawno był przede wszystkim lekką szosówką. Teraz jednak został przesunięty w stronę roweru typu all-round. Nie znaczy to, że nagle stracił swój dawny charakter. Właśnie w tym leży sedno. Włoska marka nie zrobiła z niego np. drugiego Oltre (inny rower w ofercie producenta) w innym malowaniu, ale za to rozbudowała ideę lekkiego roweru o elementy, bez których współczesna szosa wyścigowa coraz częściej wygląda jak sprzęt z poprzedniej epoki.
Czytaj też: Nowy rowerowy osprzęt od Shimano przypomina coś ważnego

Podobny kierunek zauważyłem już przy Bianchi Founder Edition, gdzie historia marki mieszała się z pokazem najdroższych technologii. Teraz jednak nie chodzi o jubileuszową ekstrawagancję dla kolekcjonerów. Nowa Specialissima wygląda raczej jak decyzja strategiczna, bo producent doszedł najwyraźniej do wniosku, że zamiast utrzymywać ostro rozdzielone światy lekkości i aerodynamiki, lepiej już zbudować jedną platformę, którą zawodowy zespół może zabrać prawie wszędzie.
Specialissima nadal pozostaje bardzo lekka. Deklarowana masa ramy w rozmiarze 55 wynosi 750 gramów, czyli o 40 gramów mniej niż w poprzedniej generacji. W świecie zwykłych rowerów brzmi to jak obsesja, ale w świecie sprzętu wyścigowego jest sygnałem, że Bianchi nie porzuciło dawnej tożsamości modelu, tylko obudowało ją nowymi priorytetami. Ten punkt jest zresztą ważny, bo przez lata rower szosowy wysokiej klasy był oceniany niemal odruchowo przez masę. Im lżej, tym lepiej. Problem polega na tym, że współczesny wyścig rzadko daje się już sprowadzić do samego podjazdu. Etap ma dojazdy, zjazdy, doliny, wiatr boczny, płaskie fragmenty i tempo tak wysokie, że każdy wat oporu zaczyna mieć znaczenie.



Właśnie dlatego nowa Specialissima nie mogła pozostać wyłącznie “tą lekką”. W efekcie przód roweru stał się masywniejszy, główka ramy, widelec i dolna rura wyglądają pełniej, a kokpit dostał bardziej aerodynamiczny kształt. Tylna część zachowuje smukłość poprzednika, więc mamy bardzo czytelny układ w stylu “aero z przodu, a lekkość z tyłu”. Dla mnie to jeden z najlepszych opisów obecnej szosy wyścigowej w ogóle. Nie trzeba już bowiem wybierać jednej cechy i podporządkowywać jej całego projektu. Rower ma być szybki w możliwie szerokim zakresie sytuacji.

Czytaj też: Orbea wzięła świetny rower i zaczęła szukać grzeszków do poprawy
Bianchi mówi o 16 watach zysku aerodynamicznego względem poprzedniej Specialissimy przy prędkości 50 km/h. W praktyce przy prędkościach wyścigowych te 16 watów może być ogromną wartością, zwłaszcza jeśli mówimy o zysku, który nie wymaga od zawodnika większego wysiłku. Nowy widelec ma być wyraźnie bardziej efektywny aerodynamicznie, kokpit ma przynieść 25-procentową poprawę względem poprzednika, a całość tworzy konstrukcję, która wchodzi w bezpośredni konflikt z dawnym podziałem oferty i pozycją modelu Oltre.
Ceny są wysokie, ale w tym segmencie nikt nie liczy na tanią zabawę
Nowa Specialissima będzie dostępna w trzech poziomach. Podstawowa wersja Specialissima z grupami SRAM Rival, Shimano 105 lub Ultegra startuje od 5200 euro, czyli po przeliczeniu około 22100 zł. Specialissima Pro ze SRAM Force lub Shimano Ultegra zaczyna się od 7700 euro, czyli około 32700 zł. Topowa Specialissima RC z osprzętem SRAM Red lub Shimano Dura-Ace kosztuje od 11500 euro, a więc około 48800 zł.
Nie ma sensu udawać, że mówimy o sprzęcie dla szerokiego grona rowerzystów. Te ceny należą do świata, w którym rower jest narzędziem sportowym, obiektem pasji albo demonstracją możliwości producenta. Z drugiej strony trudno też traktować Specialissimę RC wyłącznie jako luksusowy gadżet. W tym segmencie płaci się za bardzo konkretne rzeczy, bo niską masę, wzorową integrację, aerodynamikę, koła, kokpit, karbon, osprzęt i dopracowanie detali, których większość osób nigdy nie wykorzysta w pełni.

Czytaj też: Mondraker zrobił rower do latania po ziemi. KOAZ jest prosty, sztywny i trochę bezczelny
Ciekawsze jest jednak coś innego. Nawet najtańsza wersja nowej Specialissimy pokazuje, że technologie z najwyższego poziomu stopniowo przenikają niżej. Oczywiście nie schodzą do rowerów za kilka tysięcy złotych, ale projektowo cały segment idzie za peletonem zawodowym. Kiedy rowery wyścigowe przestają dzielić się na lekkie i aerodynamiczne, podobny język projektowy wcześniej czy później zaczyna trafiać do sprzętu dla ambitnych amatorów.
Źródła: CyclingNews, Bianchi

