Mam wrażenie, że branża rowerowa trochę za bardzo zaczęła przesadzać. Wystarczy spojrzeć na to, co działo się ostatnio przy elektrycznych gravelach, choćby przy pełnozawieszeniowej Salsie Wanderosa, żeby zobaczyć, jak bardzo producenci lubią dziś mieszać kategorie i udowadniać, że rower może być wszystkim naraz. Szosą, gravelem, e-MTB, wyprawówką i technologiczną wizytówką w jednym. Tym ciekawsze wydaje mi się więc to, że Mondraker poszedł teraz w zupełnie inną stronę. Nowy model KAOZ nie jest bowiem rowerem, który próbuje zastąpić pół garażu, wozić nas na 100 kilometrów wspomagania albo zachwycać elektronicznym kokpitem. Jego zadanie jest znacznie bardziej brutalne. Ma rozpędzić się, wyskoczyć, przeżyć lądowanie i pozwolić na robienie w powietrzu finezyjnych sztuczek.

KAOZ wygląda jak prosty dirt jumper. Diabeł siedzi zaś w jego ramie
Mondraker wraca do segmentu dirt jump z rowerem zbudowanym całkowicie pod zabawę na specjalnych torach do latania “po chopkach”. Sama kategoria jest tu ważna, bo dirt jumper nie jest “małym MTB”. Takie rowery mają własną logikę, a ich minimalizm nie wynika z biedy, tylko z przeznaczenia. Jeden bieg, krótka rama, mocne koła, możliwie mało rzeczy do zepsucia i geometria, która ma znosić ostre ruchy ciałem, loty oraz twarde lądowania.
Czytaj też: Najbardziej niepozorny element roweru pobił rekord. Cena? Lepiej usiądź

KAOZ bazuje na aluminiowej ramie 6061-T6 Stealth Alloy Evo z hydroformowanymi rurami, kołach 26 cali oraz sztywno określonej filozofii prostoty. Opony Maxxis DTH mają rozmiar 26 x 2,3 cala, a rama przyjmuje ogumienie o szerokości do około 61 mm. Z tyłu znajdziemy zaś rozstaw osi na poziomie 10 x 135 mm, suport BSA73 i przesuwne haki, które pozwalają ustawić napięcie łańcucha bez siłowania się z hamulcami. Specyfikacja obejmuje też wewnętrzne prowadzenie przewodu hamulcowego Silent Core, co w takim rowerze ma więcej sensu, niż mogłoby się wydawać, bo mniej hałasu, to mniej przypadkowego obijania przewodu i czystsza linia ramy.

Najbardziej mondrakerowy detal siedzi jednak przy główce ramy. Charakterystyczny element wzmacniający, określany jako stiffness link, ma zwiększać sztywność przedniego trójkąta i poprawiać precyzję prowadzenia. Przy wybiciu, locie i lądowaniu kierownica musi bowiem mówić dokładnie to, co dzieje się pod kołem. Każde rozmycie reakcji zaczyna przeszkadzać, bo przy tej dyscyplinie sportowej rower nie wybacza tak hojnie jak wygodny trail z dużym skokiem. Innymi słowy, łatwiej o glebę.
Konstrukcja przygotowana specjalnie pod finezyjne triki
Napęd w formie jednego przełożenia w takim rowerze nie jest ograniczeniem w takim sensie, w jakim byłby ograniczeniem w rowerze typowym do poruszania się z punktu A do punktu B. Brak przerzutki oznacza mniej masy, a przede wszystkim mniej wystających elementów, mniej problemów po upadku i mniejsze ryzyko, że po nieudanym tricku coś przestanie działać. Przesuwne haki pozwalają dobrać napięcie łańcucha, a zintegrowane mocowanie hamulca porusza się razem z nimi, więc regulacja powinna być prostsza. Co ciekawe, dłuższy przewód tylnego hamulca owinięty wokół główki ramy także nie jest przypadkiem, bo po prostu umożliwia swobodniejsze traktowanie kierownicy podczas skoków i trików.

Czytaj też: Rower po kursie cyberbezpieczeństwa. Ten e-bike ma więcej zabezpieczeń niż mój komputer
Mondraker przygotował KAOZ-a jako sam frameset oraz jeden kompletny rower. Rama kosztuje 699 euro, czyli po przeliczeniu około 2960 zł. Kompletna wersja została wyceniona na 2199 euro, czyli około 9300 zł. Kompletny KAOZ dostaje widelec RockShox Pike DJ o skoku 100 mm, korby SRAM Truvativ Descendant 165, koła DT Swiss D 1900 Classic Single Speed z piastami DT 370, czterotłoczkowy tylny hamulec SRAM DB8, kokpit Onoff i siodło Ergon SM10 DH. Masa kompletnej wersji w rozmiarze M wynosi około 11,2 kg, a masa samej ramy bez sterów i obejmy siodła to 2,435 kg.

Czy ponad 9000 zł za dirt jumpera brzmi tanio? Nie. Czy brzmi absurdalnie? Też nie. Ten segment od dawna żyje na styku prostoty i bardzo dużych obciążeń, a dobre komponenty nie są tanie tylko dlatego, że rower ma jeden bieg. W praktyce płaci się tutaj nie za liczbę funkcji, ale za odporność i trwałość.
Przyszłość czasem wygląda jak dobrze zaprojektowana prostota
Patrzę na KAOZ-a trochę inaczej niż na większość nowych rowerów, o których piszę. Przy Mason x Barco Exposure Primitiva ciekawy był eksperyment z granicą między klasyką a nowoczesnością. Przy BH iGravelX NX chodziło o to, czy elektryczny gravel może jeszcze wyróżnić się w coraz ciaśniejszym segmencie. Mondraker KAOZ zadaje inne pytanie. Bo czy w 2026 roku rower nadal może być futurystyczny nie dlatego, że ma więcej elektroniki, lecz dlatego, że dokładniej rozumie własne zadanie?

Czytaj też: Rower niczym herezja. Nie przecieraj oczu ze zdumienia – to czysta prawda
Według mnie tak. Przyszłość sprzętu sportowego nie zawsze polega na dokładaniu kolejnych warstw technologii. Czasem polega na tym, że producent przestaje udawać, że każdy rower musi być kompromisem między dwunastoma scenariuszami. KAOZ ma wąski zakres użyteczności, ale w tym właśnie tkwi jego siła. Sztywna rama, prosta konfiguracja, brak przerzutek, sensowne prowadzenie przewodu hamulcowego, dwa rozmiary z reachami 415 i 440 mm oraz czarna, agresywna sylwetka tworzą sprzęt, który mówi wprost – nie jestem od wycieczek, nie jestem od dojazdów i nie jestem od rekordów. Jestem od latania po błocie.
Źródła: Mondraker KAOZ

