Nowy rowerowy osprzęt od Shimano przypomina coś ważnego

Chociaż z pozoru nowy osprzęt Shimano nie wygląda jak rewolucja, to dla wielu rowerzystów może być czymś znacznie ważniejszym. Skąd ta myśl w mojej głowie? Ano stąd, że oto właśnie Shimano wraca do linek i mechaniki, a taki ruch mówi więcej o rowerach niż kolejna bezprzewodowa przerzutka na dzisiejszym rynku.
Nowy rowerowy osprzęt od Shimano przypomina coś ważnego

Przerzutki zaczęły gadać z telefonami, rowery zaczęły same dobierać przełożenia, silniki w e-bike’ach stają się coraz sprytniejsze, a granica między rowerem a lekkim pojazdem osobistym przesuwa się w stronę sprzętu, który wymaga ładowarki albo baterii. W całej tej pogoni za “rowerem przyszłości” zaczyna brakować czegoś bardzo przyziemnego. Sprzętu, który ma być tylko i aż narzędziem do jazdy. Narzędziem takim, które ma przeżyć błoto, kamienie, kilka sezonów eksploatacji, niedoskonały serwis w garażu i właściciela, który nie chce przed każdą jazdą zastanawiać się, czy aby na pewno wystarczy mu energii w akumulatorze lub bateriach. Nowa grupa Shimano DEORE uderza właśnie w to.

Shimano DEORE wraca w wersji mechanicznej i nie robi z tego wstydu

Nowa grupa Shimano DEORE M7200/M6200 jest mechaniczna, typowo górska i skierowana do rowerzystów, którzy chcą tradycyjnego osprzętu. Nie wygląda to więc jak typowa premiera, która miałaby rozgrzać media bardziej niż bezprzewodowe Di2, karbonowe cuda czy napędy elektrycznych rowerów za dziesiątki tysięcy złotych. Dostajemy przerzutki, manetki, korbę, kasety i hamulce. Klasyka. Linki, hydraulika i stal tam, gdzie stal ma sens.

Czytaj też: Orbea wzięła świetny rower i zaczęła szukać grzeszków do poprawy

Właśnie w tej zwyczajności kryje się najciekawszy komunikat. Shimano nie mówi rowerzystom czegoś w stylu “przesiądźcie się na elektronikę albo zostańcie w tyle”. Zamiast tego buduje nową generację mechanicznego DEORE tak, jakby nadal istniała ogromna grupa ludzi, dla których niższe koszty eksploatacji, odporność na uderzenia i łatwiejszy serwis są ważniejsze niż bezprzewodowa zmiana przełożeń. Uważam, że jest w tym sporo zdrowego rozsądku.

Pisałem już o tym przy elektronice w gravelu Shimano GRX Di2 RX717, gdzie próg wejścia do świata elektronicznego osprzętu zaczął spadać dzięki mieszaniu gotowych elementów z różnych grup. Podobny wątek przypomina mi się również przy Shimano Tiagra R4000, bo czasem najważniejsze dla rynku nie są flagowe wynalazki, lecz sam moment, w którym porządna technologia schodzi do segmentu, na który patrzy znacznie więcej osób. Nowe DEORE idzie inną drogą. Zamiast demokratyzować elektronikę, jednoznacznie przypomina, że mechanika też może dostać technologie z wyższej półki.

Najciekawsza jest przerzutka nowego DEORE, która ma przyjmować ciosy

Najmocniejszym punktem tej premiery są akurat niespodziewanie trzy nowe tylne przerzutki. RD-M7200 obsługuje 12-rzędowe napędy HYPERGLIDE+ z kasetą 10-51T i kosztuje 100 dolarów, czyli po przeliczeniu około 370 zł. RD-M6200 jest tańszą, 12-rzędową wersją z klasyczniejszą technologią SHADOW+ RD, sprzęgłem stabilizującym łańcuch i ceną 65 dolarów, a więc około 240 zł. RD-M7230 powstała z myślą o 11-rzędowym LINKGLIDE i kasecie 11-50T, a cenowo ląduje na tym samym poziomie co M7200, czyli około 370zł.

Najbardziej interesuje mnie jednak nie sama liczba rzędów, tylko konstrukcja SHADOW ES w droższych wariantach. Przerzutka ma bowiem specyficzny, niższy, klinowaty profil, który ogranicza ryzyko zaczepiania o przeszkody i tym samym pozwala elementowi łatwiej “ślizgnąć się” po kamieniu lub korzeniu zamiast przyjąć uderzenie całą powierzchnią. Do tego dochodzi szerokie, wzmocnione połączenie, pełne kółka przerzutki utrudniające wpadanie brudu w mechanizm oraz podwójna sprężyna zwiększająca napięcie łańcucha. Siła sprężyny ma być zresztą większa o 70 procent, co przekłada się na lepsze owinięcie łańcucha wokół zębatek i stabilniejszą pracę w trudnym terenie.

Mechaniczna zmiana biegów w rowerze to nie relikt

Elektronika jest szybka, precyzyjna i wygodna, ale dokłada też kolejne zależności. Trzeba pamiętać o ładowaniu lub wymienianiu baterii, o kompatybilności, o aplikacjach, o aktualizacjach, o cenie wymiany uszkodzonego elementu i o tym, że awaria w terenie może być trudniejsza do obejścia. Mechaniczne DEORE rozwiązują zaś ten sam problem bardziej tradycyjnie. Linka, manetka, przerzutka, baryłka regulacyjna, podstawowe narzędzia. Dla wielu osób jest to nadal zestaw wystarczająco dobry, a czasem wręcz lepszy. Szczególnie wtedy, gdy rower ma jeździć w błocie, w lesie, na wyjazdach, w zimnie albo jako sprzęt, który po prostu ma znosić wszelkie zaniedbania.

Czytaj też: Mondraker zrobił rower do latania po ziemi. KOAZ jest prosty, sztywny i trochę bezczelny

Nowe manetki dostały krótszy skok dźwigni, ostrzejsze kliknięcie i przeprojektowaną łopatkę, która ma lepiej współpracować z ruchem kciuka. SL-M6200 pozwala zrzucić do trzech biegów jednym ruchem w zwykłych rowerach bez wspomagania, SL-M6210 ogranicza zmianę do pojedynczych przełożeń w e-MTB, a SL-M6230 obsługuje 11-rzędowy LINKGLIDE i umożliwia zmianę do dwóch przełożeń jednym ruchem. Każda manetka kosztuje 30 dolarów, czyli około 110 zł. Wersja dla e-MTB z pojedynczą zmianą biegu ma sporo sensu, bo silnik centralny, większa masa roweru i zmiany pod obciążeniem potrafią szybciej zużywać napęd.

Dla kontrastu warto przypomnieć bezprzewodowe Shimano Deore Di2 M6200, które pokazało, że elektronika także schodzi niżej cenowo. Mechaniczna wersja nie jest więc znakiem, że Shimano nagle przestało wierzyć w przyszłość. Bardziej wygląda na uznanie, że przyszłość rowerów będzie rozgałęziona. Jedni wybiorą napęd z akumulatorem, aplikacją i bezprzewodową zmianą biegów, a drudzy starą dobrą linkę, która wciąż ma sens.

Korba, kasety i hamulce pokazują, gdzie Shimano szuka rozsądku

Korba FC-M6200 nie próbuje udawać elementu wyścigowego. Potwierdza to dwuczęściowa konstrukcja, stalowa oś 24 mm, Q-factor 176 mm, linia łańcucha 55 mm, ramiona 165, 170 lub 175 mm i stalowe, jednorzędowe tarcze direct mount 30T albo 32T z technologią DYNAMIC CHAIN ENGAGEMENT. Cena wynosi 100 dolarów, czyli około 370 zł. W praktyce chodzi w nich o trwałość, sztywność i utrzymanie łańcucha, a nie obsesyjną walkę o każdy gram.

Podobnie wygląda temat kaset. CS-M7200-12 ma zakres 10-51T, stalowe zębatki i aluminiową największą zębatkę 51T, więc jest lżejszą, droższą opcją za 180 dolarów, czyli około 660 zł. CS-M6200 pozostaje przy stalowych zębatkach i aluminiowym pająku, kosztując 140 dolarów, a więc około 515 zł. Obie współpracują z bębenkiem MICRO SPLINE i oferują szeroki zakres 510 procent. W rowerze górskim taki zakres przełożeń daje możliwość wspinania się po stromych podjazdach i jednocześnie nie zamyka roweru na szybszych odcinkach.

Najbardziej “z góry” spływa technologia hamulców. Nowe klamki BL-M6200 korzystają z krzywki SERVO WAVE, mają aluminiowe dźwignie, czystsze prowadzenie przewodu równolegle do kierownicy i kompatybilność z I-SPEC EV. Do wyboru są zaciski czterotłoczkowe BR-M6220 dla trailu i enduro albo dwutłoczkowe BR-M6200 dla XC i lżejszej jazdy. W środku pojawiły się też poprawione uszczelnienia i nowy olej mineralny o niskiej lepkości, co ma stabilizować pracę hamulców przy zmianach temperatury.

Czytaj też: Zrobili górski rower z bagażnikami. Levo 4 X wygląda jak e-bike po ucieczce z wyprawy survivalowej

Ceny? Zestaw czterotłoczkowy z klamką kosztuje 155 dolarów z przodu i 160 dolarów z tyłu, czyli około 570 i 590 zł. Dwutłoczkowy wariant kosztuje 120 dolarów z przodu i 125 dolarów z tyłu, czyli około 440 i 460 zł.

Źródła: Shimano

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.