Specialized S-Works Levo 4 X jest jednym z tych rowerów, które przy pierwszym kontakcie mogą wywołać uśmiech, a dopiero po chwili zaczynają uruchamiać serię sensownych pytań. Mamy tu pełnoprawnego elektrycznego górala klasy premium, z amortyzacją, mocnym napędem, ramą z włókna węglowego i osprzętem z najwyższej półki, ale z jego przodu i z tyłu pojawiają się bagażniki. Nie jest to jakieś delikatne mocowanie na lekką torbę, lecz system przewidziany pod 22 kg ładunku, z czego 10 kg przypada na przód, a 12 kg na tył.

Specialized Levo 4 X, czyli górski e-bike do poważnych wypraw
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak rower, który uciekł z katalogu enduro i po drodze splądrował sklep z wyposażeniem bikepackingowym, a sama marka Specialized nazywa ten pomysł Electric Overland. Słusznie, bo wedle zapowiedzi rower elektryczny Levo 4 X nie sprowadza się bowiem do komunikatu “przykręciliśmy bagażnik”. Cały jego sens tkwi w tym, żeby przewożony ładunek możliwie najmniej psuł zachowanie roweru w terenie.
Czytaj też: Sam nie wiem, czy rowerzyści tego potrzebują, ale właśnie powstała elektryczna armata

Przedni bagażnik tego modelu jest mocowany do rury sterowej i ma dwa punkty na bidony, a tylny korzysta z interfejsu MIK 3-pin. Ładunek ma być niejako zawieszony w sposób ograniczający negatywny wpływ na pracę zawieszenia oraz prowadzenie. Brzmi to ambitnie, bo każdy, kto jeździł z ciężką torbą na rowerze, wie, że fizyki nie da się oszukać. Masa umieszczona wysoko, z przodu lub za osią tylnego koła, zmienia drogę hamowania, zachowanie roweru na nierównościach i pewność wchodzenia w zakręty. Specialized nie kasuje magicznie tych zjawisk, ale najwyraźniej próbuje je ujarzmić lepiej niż klasyczne bagażniki przykręcane do przypadkowych punktów ramy.
Specyfikacja jest absurdalnie mocna, a cena powala
Pod spodem nadal pracuje oryginalny Levo 4, czyli jeden z najbardziej zaawansowanych elektrycznych rowerów górskich na rynku. S-Works 3.1 Motor zapewnia do 850 watów mocy szczytowej i 111 Nm momentu obrotowego, a zintegrowany akumulator ma pojemność 840 Wh. Do tego dochodzi możliwość zwiększenia pojemności zestawu do 1120 Wh z Range Extenderem oraz opcjonalny 600-Wh akumulator w dolnej rurze. Samo wspomaganie nie jest więc dodatkiem do roweru, lecz centralnym elementem tegoż modelu.

Rama FACT 11m Carbon, 150 mm skoku z tyłu, 160 mm z przodu, widelec FOX 38 Factory GRIP2, damper GENIE FOX FLOAT X Factory, napęd SRAM XX Eagle T-Type AXS, regulowana geometria, schowek SWAT w dolnej rurze i układ kół mullet pokazują, że Specialized nie buduje miejskiego cargo udającego maszynę terenową. Punkt wyjścia jest odwrotny. Najpierw mamy rower do ostrej jazdy w górach, a dopiero później próbę dorzucenia mu funkcji transportowej.

Geometria też nie wygląda jak przypadkowa. Kąt główki ramy wynosi 64,5 stopnia, kąt rury podsiodłowej 77 stopni, długość tylnych widełek 435 mm, a rozstaw osi zależnie od rozmiaru rozciąga się od 1200 do 1323 mm. Reach zaczyna się od 435 mm i rośnie do 535 mm. Innymi słowy, mówimy tu o sprzęcie zaprojektowanym do stabilności, technicznych zjazdów i jazdy w trudniejszym terenie, a nie po prostu o typowym rowerze trekkingowym z mocniejszym silnikiem.


Cena? 12000 dolarów, czyli po przeliczeniu około 44100 zł. Przedni bagażnik kosztuje osobno 170 dolarów, czyli około 625 zł, a tylny 250 dolarów, czyli około 920 zł. Komplet wychodzi więc na około 1540 zł. Levo 4 X to więc rower z poziomu “kocham tę ideę, ale najpierw muszę sprzedać samochód”.
Najciekawsze nie jest tylko to, że Levo 4 M ma bagażniki
Gdybym miał potraktować Levo 4 X wyłącznie jako “górski rower z bagażnikami”, uznałbym go za dziwną fanaberię. Problem w tym, że ten sprzęt dużo lepiej opisuje zmianę, która zachodzi w całej kategorii e-bike. Elektryczny rower przestaje być jedną rzeczą. Czasem jest narzędziem do dojazdów, czasem maszyną treningową, czasem sprzętem ułatwiającym dostęp do sportu, czasem pojazdem cargo, a czasem dosłownie biletem do miejsc, do których zwyczajny rower wymagałby kondycji zawodnika.

Podobny spór o praktyczność widziałem przy kompaktowym rowerze cargo Bike 43, gdzie sama długość ramy i możliwość rozbudowy zmieniały sposób myślenia o codziennym transporcie. Z kolei przy Mondrakerze Scree ciekawy był nie wyścig o największą agresję, lecz próba zrobienia e-MTB dla ludzi, których pełnokrwiste enduro mogłoby po prostu odstraszyć. Levo 4 X idzie inną drogą, ale wpisuje się w ten sam trend – rower elektryczny zaczyna być platformą, a nie jedną zamkniętą definicją.
Czytaj też: Ten rower elektryczny nie próbuje być luksusowym SUV-em. Ma być mały, tani i użyteczny
Nowy komplet bagażników od Specialized ma pasować również do Levo 4 i Levo R, więc obecni właściciele nie muszą kupować całego Levo 4 X, aby wejść w cały ten pomysł. Jasne, nadal mówimy o drogim ekosystemie, ale kierunek jest ważny. Specialized nie sprzedaje wyłącznie kolejnego topowego modelu. Tworzy modułowy sposób zmiany przeznaczenia istniejącego roweru.

Levo 4 X może być rowerem na nocleg w terenie, do przewożenia narzędzi przy pracach szlakowych, do dłuższego bikepackingu, do dojazdu przez las zamiast asfaltem, a w bardziej cywilnym scenariuszu także do codziennych prac. Oczywiście nie zastąpi pełnoprawnego roweru cargo w mieście. Nie będzie równie wygodny do wożenia dziecka, dużych zakupów czy ciężkich paczek. Nie zastąpi też lekkiego roweru trailowego komuś, kto po pracy chce zrobić godzinę szybkiej jazdy i wrócić do domu bez dodatkowych kilogramów osprzętu.
Największy sens widzę w niszy między tymi światami. Dla kogoś, kto już jeździ po górach, nie chce przesiadać się na turystyczny czołg, ale zaczyna myśleć o dłuższych trasach bez plecaka niszczącego plecy, taki system może być zaskakująco dobry. Zwłaszcza że 22 kg ładunku w terenie oznacza nie tylko namiot i śpiwór. Mowa też o wodzie, jedzeniu, ubraniach, narzędziach, aparacie, sprzęcie serwisowym albo rzeczach potrzebnych na całe dni poza domem.
Czytaj też: Rower po kursie cyberbezpieczeństwa. Ten e-bike ma więcej zabezpieczeń niż mój komputer
Dla mnie Levo 4 X jest więc mniej produktem “dla każdego”, a bardziej manifestem. Specialized pokazuje, że pełnoprawny e-MTB nie musi kończyć życia jako zabawka na weekendowe trasy. Może być bazą do codziennego transportu, narzędziem do pracy w terenie, rowerem wyprawowym i sprzętem sportowym w jednej ramie. Brzmi to jak za dużo naraz, ale sama próba zrobienia takiego e-bike jest dziś bardzo ważna.
Źródła: Bikerumor, Specialized

