Sam nie wiem, czy rowerzyści tego potrzebują, ale właśnie powstała elektryczna armata

Ostatnie lata i premiery na rynku e-bike sprawiły, że przez długi czas patrzyłem na elektryczne rowery szosowe jak na jedną z rozsądniejszych odmian wspomaganych rowerów. Ich napędy były bowiem odpowiednio stonowane, aby wspomagać wtedy, gdy ciało nie nadąża już za ambicją. Tyle że świat napędów elektrycznych rzadko zatrzymuje się w miejscu, w którym technologia zaczyna być wystarczająca i niektóre firmy chcą z tego skorzystać.
Sam nie wiem, czy rowerzyści tego potrzebują, ale właśnie powstała elektryczna armata

Rowery elektryczne czasem przestają odpowiadać na najważniejsze pytanie “czego potrzebuje rowerzysta?”, a zaczynają odpowiadać na pytanie “co jeszcze da się upchnąć w ramie?”. Podobny problem widać przy rowerach elektrycznych z pogranicza przepisów, czy składanych konstrukcjach, które mocą wychodzą daleko poza zwykłe miejskie potrzeby. Megamo Upon pasuje do tej układanki idealnie, bo przenosi na szosę napęd DJI Avinox M2S, czyli sprzęt kojarzony dotąd głównie z elektrycznymi rowerami górskimi.

DJI nie chce już tylko latać. Teraz chce pchać rowerzystów pod górę

Megamo Upon jest elektrycznym rowerem szosowym z napędem Avinox od DJI. Samo zestawienie tych nazw mówi sporo o tym, gdzie znalazła się branża. Firma, którą większość osób kojarzy z dronami, gimbalami i kamerami, coraz śmielej wchodzi w segment e-bike, a Avinox nie jest już ciekawostką. Przy modelu Atherton S.170E widać było, że DJI Avinox zaczyna mocno rozpychać się w e-MTB, ale szosa to zupełnie inny teren mentalny.

Czytaj też: Ten rower elektryczny nie próbuje być luksusowym SUV-em. Ma być mały, tani i użyteczny

W górach nadmiar mocy da się jeszcze łatwo obronić. Stromy podjazd, luźne podłoże, techniczne sekcje, cięższy rower, szersze opony, zawieszenie i jazda, która momentami faktycznie przypomina walkę z terenem, to nic rzadkiego. Na asfalcie takie tłumaczenie staje się trudniejsze. Szosa bowiem zawsze była obsesją lekkości, rytmu, kadencji i efektywności. Rower szosowy z potężnym centralnym napędem wygląda więc jak sprzęt kompletnie niedopasowany do charakteru jazdy.

Nie jest to wcale przesada, bo silnik Avinox M2S w najmocniejszej konfiguracji oferuje 1500 watów mocy szczytowej i 150 Nm momentu obrotowego. Ciągła moc znamionowa pozostaje jednak na poziomie 250 W, a wspomaganie odcina się przy 25 km/h. Różnica polega więc na tym, jak szybko i z jaką siłą ten rower może doprowadzić użytkownika do granicy wspomagania. Swoja drogą, masa Avinox M2S wynosi 2,6 kg, więc względem typowych napędów szosowych różnica jest ogromna. Przykładowo TQ HPR-50 waży około 1,85 kg, a Mahle X20 około 1,4 kg.

Czytaj też: Rower po kursie cyberbezpieczeństwa. Ten e-bike ma więcej zabezpieczeń niż mój komputer

Megamo ponoć jednak nie potraktowało tego projektu jak prostego przeszczepu, bo firma celowała w bardziej ciągłą i przewidywalną krzywą wspomagania. Avinox M2S miał zostać specjalnie dostrojony pod jazdę po asfalcie, czyli pod bardziej równomierną pracę, dłuższe podjazdy i stały wysiłek, a nie krótkie, agresywne zrywy znane z terenu. Najważniejsze jest ograniczenie gwałtownego skoku momentu obrotowego przy niskiej kadencji. W e-MTB taka brutalność potrafi dawać frajdę, choć czasem też przeszkadzać. Na rowerze szosowym mogłaby stać się czymś zwyczajnie nieprzyjemnym, a to zwłaszcza przy cienkiej granicy między płynnym wsparciem a wrażeniem, że rower wyrywa się spod nóg.

Szosa z oponami 42 mm i geometrią pod moment obrotowy

Upon nie jest też klasyczną wyścigową szosą z doklejonym napędem. Rama wykonana z włókna węglowego ma szosową geometrię, zintegrowany kokpit powstał z tego samego materiału, wewnętrzne prowadzenie przewodów walczy z oporem powietrza i znalazło się nawet miejsce na hak UDH, ale parametry zostały wyraźnie przesunięte w stronę stabilności. Zwiększony reach ma ograniczać tendencję roweru do podnoszenia przodu pod wpływem momentu obrotowego, a obniżony suport ma poprawiać prowadzenie. Są to konsekwencje wsadzenia bardzo mocnego silnika w konstrukcję na asfalt.

Bardzo wymowne są też opony. Megamo przewidziało prześwit do 42 mm i montuje opony Vittoria Corsa Pro Control o szerokości 42 mm, choć jeszcze niedawno taki rozmiar w rowerze szosowym wiele osób uznałoby za terenową fanaberię. Jednak dziś przy elektrycznym wspomaganiu i ogromnym momencie obrotowym wygląda to po prostu rozsądnie. Szersza opona daje większą objętość, lepszą przyczepność, wyższy komfort i spokojniejsze zachowanie na gorszym asfalcie. Przy 150 Nm momentu obrotowego brzmi to mniej jak luksus, a bardziej jak zabezpieczenie przed własną technologią.

Czytaj też: Rower niczym herezja. Nie przecieraj oczu ze zdumienia – to czysta prawda

W ramie znalazł się zintegrowany akumulator o pojemności 600 Wh, który ma wystarczać na około 70-120 km jazdy. Rozstrzał jest duży, ale pamiętajmy, że zawsze zależy od masy rowerzysty, trybu wspomagania, przewyższeń, temperatury i stylu pedałowania. W szosie taka pojemność robi jednak wrażenie, bo klasyczne lekkie modele często korzystają z mniejszych akumulatorów i mniej nachalnych napędów. Upon idzie inną drogą, stawiając na większy zapas energii, mocniejszy silnik i tym samym wyższą wagę, choć ta ma nie przekraczać 14 kg.

Ceny roweru Megamo Upon szybko sprowadzają na ziemię

Megamo Upon występuje w trzech wersjach. Najbardziej zaawansowany wariant Upon 05 korzysta z Avinox M2S, napędu Shimano Ultegra Di2 1×12 i karbonowych kół Vision SC48 i25. Cena europejska wynosi 6499 euro, czyli po przeliczeniu około 27600 zł. Niżej znajduje się Upon 15 CW z Avinox M2S, Shimano 105 Di2 1×12 i tymi samymi karbonowymi kołami Vision. Kosztuje 5999 euro, a więc około 25400 zł. Podstawowy Upon 20 startuje od 3999 euro, czyli około 17000 zł, ale korzysta już ze słabszego Avinox M2 (1100 W i 125 Nm), mechanicznej grupy Shimano 105 1×12 i aluminiowych kół Megamo All Road.

Czy rowerzyści potrzebują elektrycznej armaty na szosę? Większość pewnie nie. Czy znajdzie się grupa, dla której taki rower będzie dokładnie tym, czego brakowało? Najpewniej tak. Właśnie dlatego Megamo Upon jest tak ciekawy. Nie przekonuje mnie jako uniwersalna przyszłość rowerów szosowych, ale jako pokaz kierunku rozwoju mówi bardzo dużo. Elektryczne szosy przestają być nieśmiałą protezą dla słabszych nóg. Zaczynają być pełnoprawnymi, mocnymi, projektowanymi od podstaw maszynami, które będą wymagały od rowerzystów nie tylko pieniędzy, ale też jasnej odpowiedzi na pytanie: ile wspomagania nadal mieści się w pojęciu jazdy szosowej?

Źródła: Megamo Upon

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.