Ten rower elektryczny nie próbuje być luksusowym SUV-em. Ma być mały, tani i użyteczny

Z jednej strony mamy elektryczne SUV-y, które ważą tyle, że samo słowo “ekologiczny” zaczyna przy nich brzmieć bezsensownie. Z drugiej strony widzimy rowery cargo, świetne w teorii, ale często tak drogie i duże, że dla wielu osób pozostają raczej ciekawostką niż sprzętem do codziennego życia. Zwracam na nie uwagę nie bez powodu, bo ten rynek ciągle dojrzewa, co widać po Super Mini od Super Bicycles, który ma być e-bike odpowiadającym na proste pytanie, bo ile roweru elektrycznego naprawdę potrzeba w mieście?
Ten rower elektryczny nie próbuje być luksusowym SUV-em. Ma być mały, tani i użyteczny

Super Bicycles uderza w najczulszy punkt rynku e-bike’ów, czyli w cenę. Super Mini oficjalnie kosztuje 1690 euro, a więc po przeliczeniu około 7160 zł, choć aktualnie jest wyprzedany i cena wzrosła do 2490 euro (10540 zł). Nadal nie jest to kwota, którą wydaje się bez mrugnięcia okiem, ale na tle wielu kompaktowych rowerów elektrycznych brzmi prawie jak prowokacja. Zwłaszcza że podobne konstrukcje bardzo często uciekają w okolice kilkunastu tysięcy złotych i choć mają wiele ważnych cech, to taki rower robi się z automatu produktem dla wąskiej grupy odbiorców. Super Mini próbuje zejść z tego poziomu. Nie wygląda na sprzęt biedny, ale wygląda na sprzęt policzony bez przesadnego zachwytu nad samym sobą.

Warto też przypomnieć wcześniejszy model Super Mighty. Super Bicycles weszło na rynek w 2023 roku właśnie przez kompaktowy rower cargo, który mierzył 208 cm długości, mieścił dwie skrzynki Euro ustawione jedna za drugą i miał 70 kg ładowności przy cenie 2990 euro, więc to nie jest przypadkowa firma, która nagle wymyśliła “tani rower do miasta”. Jest to raczej konsekwentne szukanie niszy między tanimi rowerami bez zaufania a drogimi konstrukcjami, które są świetne, ale dla wielu osób zbyt drogie i zbyt duże.

Mały, ale nie symboliczny. Super Mini ma wozić więcej, niż sugeruje rozmiar

Super Mini mierzy 150 cm długości, ma 18-calowe koła z szerokimi oponami i waży 24 kg. Nie jest to więc byle piórko, ale w świecie elektrycznych rowerów użytkowych nie brzmi też jak absurd. Dopuszczalna masa całkowita wynosi 170 kg, maksymalna masa rowerzysty sięga 110 kg, a przedni i tylny bagażnik mogą razem przyjąć do 60 kg ładunku. W tym miejscu zaczyna się najciekawsza część tej konstrukcji, bo Super Mini nie jest pełnoprawnym longtailem, a mimo to wyraźnie mruga w stronę rowerów cargo.

Czytaj też: Rower po kursie cyberbezpieczeństwa. Ten e-bike ma więcej zabezpieczeń niż mój komputer

Niestety bagażniki trzeba dokupić osobno. Przedni kosztuje 149 euro, a tylny 99 euro, więc pełne doposażenie transportowe podnosi cenę o 248 euro, czyli o około 1050 zł. Jest to ważny niuans, bo bez tych bagażników Super Mini traci część swojego charakteru, a z nimi zaczyna być czymś znacznie ciekawszym, bo małym rowerem do codziennej logistyki, a nie tylko elektrycznym środkiem do przewiezienia samego siebie.

Podobny problem widać przy Bike 43 Short, który też próbuje pogodzić kompaktowe wymiary z funkcją rodzinnego i transportowego narzędzia, ale wchodzi już w zupełnie inne pieniądze. Tam cena bazowa modelu Short wynosi 4990 euro, a po dorzuceniu sensownych akcesoriów robi się z tego jeszcze grubszy rachunek. Super Mini wygląda przy takim rowerze znacznie skromniej, ale może przez to trafia w bardziej codzienny punkt. Nie każdy bowiem potrzebuje odpowiednika rowerowego minivana za krocie.

Oszczędności są widoczne, ale nie wyglądają na przypadkowe

Rama Super Mini powstaje z aluminium 6061, widelec ze stali 25CrMo4, za zmianę przełożeń odpowiada Microshift Acolyte 8-speed, a hamulce to hydrauliczne Tektro HD-T3020 z tarczami 180 mm. Nie ma tu osprzętu Shimano, Srama ani Boscha. Nie ma też tej aury katalogowego przepychu, w której każdy element specyfikacji musi mieć nazwę rozpoznawalną przez ludzi przeglądających drogie e-MTB. Zamiast tego dostajemy zestaw części, który wypada niekoniecznie gorzej z perspektywy roweru typowo roboczego.

Czytaj też: Rower niczym herezja. Nie przecieraj oczu ze zdumienia – to czysta prawda

Super Mini korzysta z tylnego silnika Bafang o mocy 250 W i momencie obrotowym do 45 Nm, którego zasila 522-Wh akumulator Phylion. Wspomaganie kończy się przy 25 km/h, więc mówimy o klasycznym europejskim e-bike, a nie o elektrycznym motorowerze przebranym za rower. W droższych konstrukcjach pewnie wielu producentów postawiłoby na napęd centralny, najlepiej z logo Boscha, Brose albo Shimano. Tyle że to od razu podniosłoby cenę, a w mieście tylny silnik w piaście wcale nie musi być wadą. Jest prostszy, tańszy i mniej obciąża napęd podczas zmiany przełożeń niż układ, w którym cała pomoc idzie przez łańcuch. Zewnętrzne prowadzenie przewodów też może drażnić wzrok, ale warsztatowo ma sens. Łatwiej znaleźć problem. Łatwiej wymienić element. Więcej o tym pisałem w artykule zdradzę Ci prawdę o elektrycznych rowerach, której się boisz.

W tym sensie Super Mini jest ciekawszy jako antyteza drogiego e-bike’a premium niż jako kolejny “rewolucyjny” rower miejski. Nie ma tu rewolucji, a jest sensowna redukcja kosztowa. Gdy pisałem o nowych limitach i regulacjach dla e-bike’ów, szczególnie widoczne było to, że rowery elektryczne zaczynają pełnić coraz poważniejszą rolę w transporcie, więc przestają być tylko zabawkami. Skoro mają być narzędziami, muszą być też sensownie wycenione, naprawialne i mniej wrażliwe na humory rynku części.

To może być ciekawszy kierunek niż kolejne wielkie rowery cargo

Super Mini to nie pełnowymiarowy rower cargo, więc go nie zastąpi. Super Mini celuje gdzie indziej. Ma być wyborem dla osoby, która chce czegoś bardziej użytecznego niż zwykły miejski e-bike, ale nie chce mieszkać z długim cargo w piwnicy czy garażu. Pod tym względem Super Mini stoi bliżej małego narzędzia transportowego. Można wrzucić torbę na przód, większe zakupy na tył, fotelik dziecięcy na bagażnik, a potem nadal zmieścić rower tam, gdzie typowy longtail zaczyna irytować. Przy 150 cm długości ten sprzęt faktycznie może wejść do windy, piwnicy albo ciasnego miejsca postojowego.

Czytaj też: Najbardziej niepozorny element roweru pobił rekord. Cena? Lepiej usiądź

Przy większych konstrukcjach pokroju Intelectry widać inną wersję przyszłości, bo jest to duży, wyspecjalizowany pojazd do przewożenia ludzi i ładunków. Jest to oczywiście fascynujące, ale też mniej powszechne. Super Mini jest mniej widowiskowy, ale za to łatwiej wyobrazić mi sobie kogoś, kto kupuje go zamiast drugiego roweru, zamiast części krótkich tras samochodem albo jako miejski sprzęt do życia w bloku. Nie każdy bowiem chce “rewolucji mobilności”.

Źródła: Super Bicycles

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.