Tesla krzyczy o autonomii, a BYD sprzedaje ją za 6400 zł i bierze na siebie konsekwencje wypadków

W świecie autonomicznych samochodów dzieje się coś wyjątkowego. Chińczycy najwyraźniej znaleźli sposób na strach przed autonomią, bo firma BYD bierze na siebie coś, czego inni unikają – odpowiedzialność. Jak dla mnie, to nie tyle dobry, a konieczny krok dla tej technologii.
Tesla krzyczy o autonomii, a BYD sprzedaje ją za 6400 zł i bierze na siebie konsekwencje wypadków

O autonomicznych samochodach przez lata mówiliśmy tak, jakby czekała nas jedna wielka premiera przyszłości. Pewnego dnia kierownica miała stać się zbędna, fotel kierowcy miał zamienić się w fotel pasażera, a miasta miały odetchnąć, dosłownie reagując dynamicznie na sytuację na drodze poprzez dogadywanie się z innymi sprzętami. Największą przeszkodą w takiej wizji nigdy nie była sama technologia. Problemem było, jest i będzie jedno – zaufanie oraz jedno proste pytanie – kto odpowiada, gdy system się pomyli? Kierowca, który miał nadzorować maszynę czy producent, który sprzedał mu obietnicę bezpieczniejszej jazdy?

Chińska firma BYD najwyraźniej uznała, że jeśli chce naprawdę dogonić przyszłość, to musi odpowiedzieć właśnie na to pytanie.

BYD nie sprzedaje tylko systemu. Sprzedaje obietnicę odpowiedzialności

Najnowszy ruch BYD wokół systemu God’s Eye jest ciekawy dlatego, że chiński gigant próbuje właśnie przesunąć rozmowę z “nasz samochód potrafi więcej” na “jeśli coś pójdzie źle w określonych warunkach, weźmiemy część kosztów na siebie”. BYD chce bowiem zachęcić kierowców do korzystania z trójstopniowego systemu God’s Eye i zapowiada pełne pokrycie odszkodowań oraz napraw w wypadkach wynikających z użycia funkcji City Navigation, a to wszystko bez jednoczesnego wpływu na składkę ubezpieczeniową użytkownika w kolejnym roku. Wang Chuanfu mówi przy tym o celu w postaci “zera wypadków drogowych”, a sam system God’s Eye B ma trafić do tańszych modeli jako aktualizacja za 12000 juanów, czyli około 6400 zł.

Czytaj też: Taki silnik w motocyklu był kiedyś marzeniem. Teraz jest cenowym szaleństwem

Na papierze brzmi to jak prowokacja rzucona całej branży. Tesla od lat bowiem buduje swoją narrację wokół Full Self-Driving, Robotaxi i wizji transportu bez kierowców, ale w Chinach nadal mierzy się z regulacyjnymi ograniczeniami dotyczącymi najbardziej zaawansowanych funkcji wspomagania jazdy. Reuters wskazywał nawet, że Tesla wciąż czekała tam na pełne dopuszczenie bardziej rozbudowanych funkcji, podczas gdy lokalni rywale, w tym Xpeng, Nio i Li Auto, przyspieszają wdrażanie systemów opartych na dużych modelach jazdy i danych z realnych sytuacji drogowych.

W tym sensie BYD gra w jeszcze wyższej lidze. Nie buduje wyłącznie futurystycznego spektaklu, lecz próbuje obniżyć próg wejścia, bo choć 6400 złotych za pakiet tego typu nie jest małą kwotą dla przeciętnego kierowcy, to nadal nie jest przesadą. Zwłaszcza z racji proklienckich kwestii napraw i ubezpieczenia. Pakiet Full Damage Coverage ma obowiązywać w Chinach, tylko przez rok, a do tego dla nowych nabywców i użytkowników aktualizujących system. Ochrona dotyczy prawnie kwalifikujących się sytuacji przy użyciu miejskiego wspomagania God’s Eye lub inteligentnego parkowania.

Czytaj też: Chiny budują coś, co umyka reszcie świata. Dlatego to tak intrygujące

Co ciekawe, jeszcze rok temu pisałem o chińskich granicach dla autonomicznych samochodów, gdzie sednem nie jest już tylko pytanie “czy auto potrafi samo jechać?”, ale “jakie dane może zbierać, kto za nie odpowiada i gdzie kończy się eksperyment technologiczny”. Wygląda więc na to, że firma BYD na część tych pytań właśnie odpowiedziała.

Tesla mówi o wielkiej wizji, a BYD uderza w wymagania zwykłego kierowcy

Nie mam problemu z tym, że Tesla myśli szeroko. Wręcz przeciwnie, bo przecież bez takich firm motoryzacja zapewne stałaby zbyt długo w miejscu. Przy Robotaxi i Robovanie Tesli widać jednak typową dla Muska skalę opowieści, a w tym autonomiczne taksówki, transport masowy, niższe koszty przejazdu, mniejsza potrzeba posiadania samochodu i miasta, w których parkingi można oddać ludziom. BYD gra zaś bardziej przyziemnie, bo mówi coś w stylu “kup system, używaj go w określonych warunkach, a jeśli zakwalifikowany wypadek wydarzy się przy aktywnej funkcji, pokryjemy koszty”.

Wprawdzie tego typu narracja jest znacznie mniej widowiskowa, ale może być skuteczniejsza, bo trafia w konkretny lęk. Kierowcy nie boją się wyłącznie tego, że auto nie poradzi sobie na skrzyżowaniu. Boją się również tego, że po wszystkim zostaną sami z mandatem, szkodą, ubezpieczycielem i niepomocnym producentem, który powie, że zachwalany przez niego system był “tylko asystentem”.

Czytaj też: Absurd w ekologicznej postaci. Mercedes chciał sportowego elektryka, a dał mu “ryczącą V8”

Autonomia nie wygra wyłącznie lepszym rozpoznawaniem pasów i sprawniejszym parkowaniem. Wygra wtedy, gdy producent będzie potrafił udowodnić i pokazać światu, że jego technologia działa powtarzalnie, przewidywalnie i na tyle dobrze, by samemu wziąć na siebie część ryzyka.

Źródła: Reuters

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.