Nie wierzę, że ktoś to stworzył. Czy ten niewiarygodny system ostrzegania o apokalipsie ma sens?

Jak dowiedzieć się o zagładzie przed innymi i być o krok dalej od mediów głównego nurtu? Jest na to kilka sposób, ale moją uwagę przykuło coś szczególnego, bo projekt Kyle’a McDonalda o jednoznacznej nazwie “Wczesny System Ostrzegania o Apokalipsie”, który bierze na celownik najbogatszych tego świata i jest dostępny dla każdego.
Samolot AWACS Boeing E-3 Sentry

Samolot AWACS Boeing E-3 Sentry

Dziś sygnałów zbliżającej się satysfakcji można szukać w danych, ruchu sieciowym, zdjęciach satelitarnych, komunikatach giełdowych i publicznie dostępnych śladach zostawianych przez ludzi, którzy zwykle dowiadują się o rzeczach wcześniej niż reszta świata. Właśnie dlatego najdziwniejsze pomysły technologiczne bywają jednocześnie najbardziej niepokojące. Żyjemy bowiem w świecie, w którym samoloty, telefony, satelity, platformy społecznościowe i transpondery stale produkują dane. Ktoś prędzej czy później musiał więc zapytać, czy z tego szumu da się wyciągnąć nie tylko informację o korkach, pogodzie albo promocjach na loty, ale też coś znacznie bardziej ponurego.

Apocalypse Early Warning System, czyli alarm końca świata zbudowany na prywatnych odrzutowcach

Tak powstał Apocalypse Early Warning System, projekt Kyle’a McDonalda, który śledzi aktywność prywatnych odrzutowców i próbuje wykrywać odchylenia od typowego wzorca ruchu. Założenie jest proste, a jednocześnie dosyć prowokacyjne, bo zakłada, że gdyby świat miał znaleźć się tuż przed katastrofą nuklearną, to ludzie z dostępem do prywatnych samolotów mogliby próbować ewakuować się z dużych miast szybciej niż reszta. Nie dlatego, że odrzutowiec chroni przed wszystkim, ale dlatego, że elity finansowe i polityczne mogą mieć wcześniejszy dostęp do informacji, lepszą sieć kontaktów i tym samym większą swobodę działania nawet na takie skrajności.

Sam projekt nie jest stroną z przepowiedniami ani apokaliptycznym horoskopem. Jest to po prostu dashboard analizujący dane lotnicze. W repozytorium projektu widać, że system korzysta z Node/Express, SQLite, panelu React, skryptów w Pythonie, danych historycznych oraz bieżących plików heatmap z ADS-B Exchange. Najważniejszy mechanizm tego pomysłu polega na porównywaniu aktualnej liczby aktywnych maszyn z wartościami oczekiwanymi dla danego czasu i historycznego wzorca. Gdy różnica robi się wyjątkowo duża, rośnie tym samym poziom alarmowy. Innymi słowy, paniczne zachowanie ludzi uprzywilejowanych mogłoby stać się sygnałem ostrzegawczym dla wszystkich pozostałych.

Skąd system bierze dane i dlaczego w ogóle da się to śledzić?

Podstawą całej zabawy jest wspomniany ADS-B, czyli technologia stosowana w lotnictwie do automatycznego nadawania informacji o położeniu samolotu. Według FAA system ADS-B Out nadaje między innymi pozycję GPS, wysokość, prędkość względem ziemi i inne dane do stacji naziemnych oraz innych statków powietrznych, a robi to raz na sekundę. Nie jest to więc jakaś tajemna baza danych, a jedynie element nowoczesnej infrastruktury bezpieczeństwa lotniczego.

Czytaj też: Nie uwierzysz, jak ważna jest ta technologia. Wiem o tym po latach pisania o wojnach

W praktyce oznacza to, że wiele samolotów stale emituje sygnały, które mogą odbierać nie tylko instytucje lotnicze, ale też pasjonaci z odpowiednim sprzętem. ADS-B Exchange od lat buduje wokół tego całą sieć odbiorców i wprost podkreśla, że nie filtruje widocznych maszyn tak jak część komercyjnych serwisów śledzenia lotów. Jeśli samolot nadaje i któryś z odbiorników go widzi, to dane mogą trafić do systemu.

W czym tkwi unikalność tego pomysłu?

Najciekawsze nie jest samo śledzenie samolotów, bo to robi Internet od lat. Wystarczy przypomnieć temat konta @ElonJet, które publikowało informacje o lotach prywatnego odrzutowca Elona Muska na podstawie publicznie dostępnych danych. Wtedy spór dotyczył prywatności, bezpieczeństwa i hipokryzji wokół “wolności słowa”. Tutaj akcent przesuwa się gdzie indziej, bo już nie chodzi o jedną znaną osobę, lecz o zachowanie całej klasy użytkowników prywatnego lotnictwa.

Elon Musk
fot: Gage Skidmore, https://flic.kr/p/2rwgjVV

Projekt McDonalda przypomina tym samym bardziej społeczno-technologiczny eksperyment niż narzędzie obrony cywilnej. Działa bowiem trochę jak internetowy krewny Zegara Zagłady, który również nie jest instrumentem pomiarowym w ścisłym sensie, lecz symbolem napięcia cywilizacyjnego. Różnica polega na tym, że Zegar Zagłady ustawia grupa ekspertów, a EWS próbuje zautomatyzować pewien społeczny niepokój na podstawie danych lotniczych.

Właśnie w tym miejscu projekt robi się ciekawy. Bo czy zachowanie elit może być miernikiem ryzyka? W pewnych sytuacjach tak. Rynki finansowe reagują przecież na decyzje osób mających dostęp do informacji wcześniej niż reszta. Ruchy dyplomatów, nagłe zamknięcia ambasad, mobilizacja wojsk, zakupy jodu, tankowanie samolotów, opróżnianie kont, nietypowa aktywność statków i znikanie ludzi z miejsc publicznych mogą coś sugerować. Problem polega na tym, że “mogą sugerować” nie oznacza jeszcze “dowodzą”, a tutaj jest bardzo cienka granica, której przekroczenie może napędzić sztucznie całą panikę.

Dlaczego prywatne odrzutowce nie są idealnym sygnałem apokalipsy?

Prywatne odrzutowce latają z setek powodów, które nie mają nic wspólnego z końcem świata. Mogą obsługiwać podróże służbowe, loty czarterowe, medyczne, techniczne, wakacyjne, sportowe, polityczne, biznesowe i całkowicie banalne przeloty relokacyjne bez pasażerów. Do tego dochodzą duże wydarzenia, zmiany pogody, sezonowość, święta, konferencje, imprezy sportowe, remonty lotnisk i zakłócenia w ruchu komercyjnym.

Czytaj też: USA usłyszało brutalną prawdę. Generał piechoty morskiej nie szczędził słów o Chinach

W praktyce oznacza to, że system może łatwo pomylić “bogaci uciekają przed zagładą” z “bogaci lecą na wydarzenie, które nie zostało właściwie uwzględnione w modelu”. W repozytorium widać, że projekt próbuje radzić sobie z sezonowością i historycznymi wzorcami, między innymi przez korekty oparte na danych z poprzedniego roku, ale nawet najlepszy model tego typu pozostaje tylko modelem. Nie ma dostępu do intencji pasażerów, listy osób na pokładzie, treści rozmów, poufnych komunikatów rządowych ani faktycznego celu podróży.

Jest jeszcze drugi problem: czas. W prawdziwym kryzysie nuklearnym okno decyzyjne może być bardzo krótkie. Jeżeli ktoś miałby już wiedzieć o nadchodzącym uderzeniu, dojazd na lotnisko, przygotowanie maszyny, start i opuszczenie zagrożonej strefy, to samo w sobie mogłyby okazać się mniej rozsądne niż zejście do schronu, piwnicy albo stacji metra. Samolot w powietrzu nie jest bowiem magiczną kapsułą bezpieczeństwa. W przypadku impulsu elektromagnetycznego, zamknięcia przestrzeni powietrznej, chaosu komunikacyjnego albo uderzenia w infrastrukturę lotniczą może stać się wręcz fatalnym miejscem do przebywania. Zwłaszcza kiedy wojsko zainteresuje się lecącymi aktualnie samolotami.

Czy ten system ma sens? Tak, ale nie jako prawdziwy alarm końca świata

Najrozsądniej patrzeć na Apocalypse Early Warning System nie jak na system wczesnego ostrzegania przed zagładą, a raczej jak na detektor nietypowego zachowania w ruchu prywatnych odrzutowców. Sam projekt może wychwycić anomalię, ale nie potrafi samodzielnie powiedzieć, skąd się ona wzięła. Nagły wzrost aktywności prywatnych maszyn może wynikać z napięcia politycznego, ale równie dobrze z konferencji, wydarzenia sportowego, sezonu wakacyjnego, pogody, zamknięcia lotniska albo zwykłego zbiegu okoliczności. Mapa lotów nie jest dowodem na nadchodzącą wojnę, tylko sygnałem, który dopiero trzeba zestawić z innymi informacjami.

Czytaj też: Przepis na zbrojeniową rewolucję. Jak zrobić coś potężnego z czegoś “głupiego”?

Właśnie dlatego projekt Kyle’a McDonalda jest jednocześnie absurdalny i celny. Absurdalny, jeśli potraktujemy go jako “syrenę apokalipsy”, której można powierzyć własne bezpieczeństwo. Celny jednak, jeśli uznamy go za komentarz do świata, w którym publiczne dane potrafią zdradzać więcej, niż pierwotnie zakładano. ADS-B powstał z myślą o bezpieczeństwie lotów, ale te same informacje mogą dziś służyć dziennikarzom, analitykom OSINT, aktywistom, pasjonatom lotnictwa i artystom badającym nierówności społeczne.

Źródła: Apocalypse Early Warning System, Boing Boing, GitHub

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.