Tim Cook wprost o kosztach RAM. Apple dołączy do podnoszenia cen

Wydawałoby się, że są firmy, które mogą kierować popytem i podażą tak, by zachowywać konkurencyjne ceny nawet w obliczu kryzysu. Można było mieć wrażenie, że tak będzie z Apple, który choć nigdy nie wyceniał swoich urządzeń przesadnie nisko, nie windował w ostatnich latach cen. Wszystko ma jednak swój czas i nawet Apple przegrał z napływem miliardów dolarów, jakim firmy AI zalewają producentów pamięci.
Tim Cook wprost o kosztach RAM. Apple dołączy do podnoszenia cen

Tim Cook sygnalizował już wcześniej, że kryzys na rynku pamięci wywołany zwiększonym zapotrzebowaniem dla maszyn obliczeniowych do zadań sztucznej inteligencji może wpłynąć na koszt pamięci. Jeszcze pod koniec kwietnia informował on o “znacząco wyższych kosztach pamięci”. Wtedy sytuację miał ratować fakt, że firma zabezpieczyła odpowiedni zapas komponentów i nie miało to wpływu na urządzenia dostępne w sklepach.

“Wierzymy, że koszt pamięci odciśnie się zwiększonym wpływem na nasz biznes i będziemy kontynuować ewaluację”. Kontynuacja tej ewaluacji została skwitowana wypowiedzią w wywiadzie dla Wall Street Journal, gdzie wprost Tim Cook przyznał, że “wzrosty cen są nie do uniknięcia”.

Apple podniesie ceny. Będzie dotkliwie?

Firma z Cupertino potrafiła w tym roku pozytywnie zaskoczyć cenami, oferując chociażby MacBooka Neo za mniej niż 3000 złotych w podstawowej wersji. Taki stan rzeczy nie musi jednak trwać wiecznie. Spekuluje się, że Apple może wyrzucić z rynku tańszą konfigurację i zachować jedynie droższą (3499 zł na premierę) wersję MacBooka Neo z 512 GB pamięci.

Tim Cook na łamach The Wall Street Journal powiedział: “Staramy się, by złagodzić ogromne wzrosty [cen – red.], które są przenoszenie na nas i próbowaliśmy ochronić swoich klientów przed podwyżkami, ale sytuacja stała się nie do utrzymania”.

tim cook, apple
Tim Cook optymistycznie patrzy w przyszłość /fot.prasowa

Odchodzący szef Apple przyznaje, że sytuacja nie należy do najprzyjemniejszych: “Jest mniej zapasu w czasach, gdy konsumenci chcą urządzeń a ludzie od pamięci przerzucają ogromne wzrosty cen”. Przyznaje, że “na pewno potrzebujemy, by ceny pamięci i zaopatrzenie wróciły do rozsądnych poziomów dla produktów konsumenckich”.

Czytaj także: SPECS od Snap oficjalnie. Czy inteligentne okulary to ślepa uliczka?

Co w takim razie? Taktyka Apple może zakładać rezygnację z tańszych linii produktowych, co pozwoli skupić się na produktach z wyższą marżą. Wcześniej wspomniany MacBook Neo może przetrzeć szlaki dla większej liczby tańszych urządzeń, które znikną z portfolio lub nie zostaną odświeżone w tradycyjnym cyklu.

Może też radykalnie podnieść ceny, do czego doszło w przypadku Maca Mini z procesorem M4 i 16 GB RAM-u, który początkowo kosztował 2999 złotych, a teraz jest to już 3999 złotych. Nie byłby to zresztą pierwszy raz, gdy Apple wycofuje tanią partię produktu i po chwili dostarcza go w droższej cenie, bo taki scenariusz miał miejsce w przypadku laptopów z jednostkami M1. Najbardziej oczywiste będą podwyżki międzygeneracyjne, ale o tych dowiemy się zapewne dopiero w dalszej części roku i w 2027.

Wall Street Journal sugeruje, że możemy doczekać się wzrostu ceny iPhone’a 18 Pro względem poprzedniej generacji o 200 dolarów, a więc zapewne o 1000 złotych mając na względzie przeliczniki Apple. Oznaczałoby to, że najnowszy flagowiec kosztowałby 6799 złotych na start. Niestety, nie brzmi to nieprawdopodobnie.

John Ternus będzie miał twardy orzech do zgryzienia

Apple z pewnością jest marką, za którą klienci przepadają i z którą nie mogą się rozstać przez lata. Wobec części sprzętów istnieją też zwiększone oczekiwania, jak w przypadku MacBooków Pro, które nie doczekały się odświeżenia obudowy i ekranu od dobrych kilku lat. John Ternus ma więc szansę, by dając nowy sprzęt, roboczo nazywany MacBookiem Ultra, zagrać ceną na korzyść producenta.

Tim Cook i John Ternus w Apple Park, zapewne nie myślą o cenach urządzeń | Źródło: Apple

Co jednak w przypadku innych kategorii produktowych? Apple nie robi już najdroższych flagowców, a do tego ma przestrzeń do podnoszenia cen. Z pewnością nie wyceni budżetowo składanego smartfonu, ale jego premiera może odwrócić nieco uwagę od wyższych cen iPhone’ów. Kto ma kupić najnowszy smartfon, i tak go kupi, bo iPhone funkcjonuje nie tylko jako smartfon, ale i symbol statusu.

Czytaj także: Jaki smartfon do 2000 złotych kupić w 2026? W średniej półce robi się coraz ciekawiej

Mimo wszystko w sytuacji, w której przychodzi nowy szef do firmy i powinno dbać się o jego wizerunek, podnoszenie cen nie jest najlepszą sytuacją. John Ternus będzie musiał udowodnić, że urządzenia Apple są warte tych pieniędzy. Z pomocą może przyjść odmieniona Siri AI oraz nowe kategorie akcesoriów jak okulary, gdzie być może uda się uzyskać dużą marżę bez dokonywania kosztownych, technologicznych przełomów i przez to wyjść na prostą.

Napisane przez

Michał Mielnik

Redaktor