Toyota nie chce zabić silnika spalinowego. Chce go upić ciekłym wodorem do Le Mans

Czy w świecie motoryzacji istnieje tylko jedna możliwa odpowiedź? Albo akumulatory, albo trzymanie się spalinowej przeszłości. Albo cisza silników elektrycznych, albo zapach benzyny i mechaniczny warkot. Sęk w tym, że technologia rzadko rozwija się tak czysto, jak chcieliby tego zwolennicy prostych podziałów i dlatego na najnowszy ruch Toyoty patrzę z dużym zainteresowaniem.
Toyota nie chce zabić silnika spalinowego. Chce go upić ciekłym wodorem do Le Mans

Tym razem Japończycy nie próbują wmówić światu, że ciekły wodór w zbiorniku paliwa samochodowego nagle rozwiąże wszystkie problemy transportu. Chcą raczej pokazać coś bardziej konkretnego, bo to, że silnik spalinowy można jeszcze przenieść w przyszłość, jeśli przestanie być przywiązany do benzyny. Najlepszym miejscem na taki eksperyment nie jest salon samochodowy ani pokaz dla inwestorów, tylko Le Mans, czyli wyścig, który od dekad działa jak brutalny filtr dla ambitnych pomysłów.

Toyota wyciąga wodór na tor, ale nie w formie, do której zdążyliśmy się przyzwyczaić

Toyota TR LH2 Racing Prototype ma pojawić się publicznie na Circuit de la Sarthe już 11 i 13 czerwca 2026 roku, a więc tuż przed 94. edycją 24-godzinnego wyścigu Le Mans. Nie chodzi o statyczny koncept, a o rzeczywisty samochód i demonstracyjne przejazdy po 13,626-kilometrowym torze. Skąd w ogóle taki pomysł? Ano stąd, że to eksperymentalne auto na wodór bazuje na tej samej platformie co TR010 Hybrid Hypercar, czyli maszyna związana z obecnym programem Toyoty w najwyższej klasie wyścigów długodystansowych.

Czytaj też: Elektryczny sen pękł, a z garażu wyjechało 1000 KM z V8. Kolejna firma samochodowa przyznaje się do porażki

Najważniejsze jest tu jednak paliwo. TR LH2 Racing Prototype nie jest samochodem na ogniwa paliwowe, w którym wodór zasila układ elektryczny. Jest to pojazd z silnikiem spalinowym, tylko że zamiast benzyny wykorzystuje ciekły wodór. Toyota nie próbuje tutaj obchodzić emocji związanych z motorsportem, tylko zachować ich część związaną ze spalinową dramaturgią. Tyle tylko, że usłyszymy nie spalaną benzynę, a wodór określany mianem paliwa przyszłości.

Nie jest to mała rzecz. Zwłaszcza w świecie, w którym coraz więcej dyscyplin motorsportu próbuje pogodzić presję ekologiczną z potrzebą widowiska. Wodór może być świetnym wyborem, ale jest trudny, kosztowny i pełen pułapek.

Ciekły wodór nie jest magicznym paliwem. Jest ekstremalnym problemem inżynieryjnym

Najłatwiej byłoby napisać, że wodór podczas spalania nie emituje dwutlenku węgla i uznać temat za zamknięty. Jest to jednak uproszczenie. Rzeczywiście sam wodór nie zawiera węgla, więc spalanie paliwa nie generuje dwutlenku węgla w taki sposób jak benzyna czy olej napędowy. Problem polega jednak na tym, że silnik nie pracuje w laboratoryjnej próżni. Spalanie zachodzi w powietrzu, a przy wysokich temperaturach pojawia się temat tlenków azotu. Departament Energii USA zwraca uwagę, że czysty wodór może przy spalaniu prowadzić do emisji NOx, choć da się to ograniczać przez strategię spalania i mieszankę paliwowo-powietrzną.

Czytaj też: Wsiadasz jak do windy, jedziesz jak w pokoju. Przyszłość samochodów robi się podejrzanie wygodna

Do tego dochodzi kriogenika. Ciekły wodór wymaga temperatury około -253°C, co natychmiast przenosi rozmowę z poziomu “alternatywnego paliwa” na poziom bardzo złożonego systemu przechowywania, izolacji, pomp, zaworów, ciśnienia i strat wynikających z odparowywania. W tekstach o wodorowym lotnictwie ten problem wraca regularnie, bo wodór kusi gęstością energii względem masy, ale wymaga dużej objętości, chłodzenia i bezlitosnej kontroli termicznej. Podobny problem opisywałem przy wodorowych samolotach Airbusa i wymiennikach ciepła drukowanych w 3D, gdzie nie sama idea paliwa jest najtrudniejsza, tylko cały osprzęt potrzebny do utrzymania układu przy życiu.

Dlatego uważam, że Toyota robi tu coś sensowniejszego niż zwykły pokaz “zielonej wyścigówki”. Nie próbuje udawać, że problem został rozwiązany. Wpycha go na tor, gdzie każda wada staje się większa. Jeśli coś przegrzewa się, traci ciśnienie, wymaga zbyt długiej obsługi albo nie znosi wibracji, to takie ekstremalne testy szybko to obnażą.

Toyota długo trzyma się wodorowego spalinowego tropu

Toyota od dawna próbuje utrzymać przy życiu kilka równoległych ścieżek napędowych. W Japonii firma rozwijała wodorowe silniki przez Rookie Racing i serię Super Taikyu, zaczynając od GR Corolli H2 Concept na wodór gazowy, a od 2023 roku przechodząc do ciekłego wodoru. Później dochodziły do tego demonstracje rajdowe, m.in. GR Yaris H2 podczas Ypres Rally w 2022 roku oraz GR Yaris Rally2 H2 w Finlandii i Monte Carlo.

Na ten trop wpadłem już wcześniej przy wodorowym silniku V8 Toyoty i Yamahy, gdzie najciekawsze było dla mnie nie samo hasło “wodór”, ale chęć zachowania klasycznej architektury silnika i emocji związanych z jego pracą. Jest to dokładnie ten sam spór, choć przeniesiony z poziomu ciekawego projektu drogowego na poziom Le Mans. W 2023 roku Toyota pokazała bowiem przy Le Mans GR H2 Racing Concept, który miał być zapowiedzią przyszłej kategorii wodorowej. W 2025 roku pojawił się GR LH2 Racing Concept na ciekły wodór, a teraz TR LH2 Racing Prototype ma już wykonać publiczne okrążenia.

Toyota nie walczy z elektrykami. Toyota walczy z jedną obowiązkową odpowiedzią

Najciekawsze w tej historii nie jest dla mnie to, że Toyota “wierzy w wodór”. Ciekawsze jest to, że Toyota konsekwentnie broni technologicznego pluralizmu. Hybrydy, elektryki, ogniwa paliwowe, paliwa syntetyczne, wodór spalany w cylindrach – wszystko to są różne odpowiedzi na różne zastosowania. Jedne lepiej nadają się do miasta, inne do transportu ciężkiego, jeszcze inne do lotnictwa, a jeszcze inne mogą mieć sens w motorsporcie, gdzie masa, tankowanie i ciągła praca pod obciążeniem są arcyważne.

Czytaj też: Tesla krzyczy o autonomii, a BYD sprzedaje ją za 6400 zł i bierze na siebie konsekwencje wypadków

Nie kupuję jednak bajki, że wodór spalinowy stanie się prostym ratunkiem dla wszystkich samochodów osobowych. Infrastruktura jest problematyczna, produkcja zielonego wodoru nadal wymaga ogromnej ilości energii, a ciekły wodór dokłada dodatkową warstwę komplikacji. Sama obecność tego paliwa przyszłości na Le Mans ma sens nawet wtedy, gdy nie stanie się paliwem dla każdego hatchbacka. Może pomóc opracować zbiorniki, pompy, procedury tankowania, układy chłodzenia, czujniki, strategie spalania i normy bezpieczeństwa. Są to zaś te elementy, które później mogą znaleźć zastosowanie w lotnictwie, transporcie ciężkim, maszynach roboczych albo wojsku.

Źródła: Toyota

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.