Najciekawszy w najnowszym kontrakcie Shield AI od Sił Powietrznych USA nie jest sam fakt, że oprogramowanie Hivemind trafi do programu Collaborative Combat Aircraft, czyli bezzałogowych maszyn mających działać obok załogowych samolotów bojowych. Ważniejsze wydaje mi się podejście. Amerykanie nie traktują już autonomii jak dodatku przypisanego na stałe do jednego drona. Traktują ją jak osobną warstwę, którą można rozwijać, aktualizować i przenosić między platformami.
Autonomia nie siedzi już w kadłubie. Coraz częściej jest osobną warstwą wojny
W praktyce ostatnie ruchy USA oznaczają zmianę logiki. Samolot pozostaje nośnikiem sensorów, uzbrojenia, paliwa i łączności, ale “umiejętność działania” coraz mocniej przechodzi do oprogramowania. Hivemind ma odpowiadać za zachowania wielu autonomicznych maszyn działających razem pod nadzorem człowieka. Nie mówimy więc o prostym autopilocie, który trzyma kurs i leci po wcześniej ustalonej trasie. Chodzi o system zdolny do reagowania na przeszkody, zmianę sytuacji, współpracę z innymi maszynami oraz wykonywanie misji jako część większego zespołu człowiek-maszyna.
Czytaj też: Drony będą latać w nieskończoność. Rój na bezprzewodowej kroplówce to wojskowy koszmar

Pisałem już o podobnym kierunku przy dronach, które działają bez rozkazów człowieka, ale teraz stawka wygląda poważniej. Siły Powietrzne USA równolegle uruchomiły produkcyjne kontrakty dla General Atomics i Anduril na pierwsze maszyny CCA, czyli FQ-42 i FQ-44. Plan zakłada dojście do około 1000 takich systemów, a ponad 150 ma być gotowych bojowo przed końcem dekady. Dla mnie brzmi to już mniej jak badanie rynku, a bardziej jak budowanie nowej architektury lotnictwa.
Bezzałogowy skrzydłowy nie ma być tanią zabawką
Same CCA nie są prostym odpowiednikiem tanich dronów prosto z frontu ukraińskiego. To nie jest świat jednorazowych konstrukcji składanych w tysiącach egzemplarzy z możliwie tanich komponentów. Bezzałogowy skrzydłowy ma wejść tam, gdzie załogowy samolot byłby zbyt cenny, zbyt narażony albo zbyt ograniczony przez ludzką wytrzymałość. Ma przenosić sensory, uzbrojenie, środki walki elektronicznej, działać jako wabik, wsparcie albo dodatkowa “para oczu” dla pilota.
Czytaj też: Francja zaskoczyła. Rafale F5 dostanie broń, której nikt nie chce oglądać na radarze

Takie podejście ma jednak sens tylko wtedy, gdy człowiek nie zostanie zasypany koniecznością sterowania każdą maszyną osobno. Jeżeli pilot myśliwca miałby jednocześnie prowadzić walkę, obserwować sytuację, zarządzać uzbrojeniem i jeszcze pilnować kilku dronów jak modeli RC, cała koncepcja rozpadłaby się pod własnym ciężarem. Autonomia ma więc nie tyle zastąpić człowieka, ile zdjąć z niego część mikrodecyzji.
Podobny problem widać przy ukraińskim Frontier OS, gdzie idea jednego operatora i wielu maszyn wyrasta już nie z futurystycznych ambicji, ale z presji frontu. Człowiek nadal wybiera cel, ocenia sytuację i bierze udział w procesie decyzyjnym, ale maszyny muszą wykonywać coraz większą część pracy same. Szczególnie wtedy, gdy przeciwnik zakłóca GPS, niszczy łączność i poluje na stanowiska operatorów.
Jeden żołnierz, wiele dronów i poligon
Dlatego drugi wątek, czyli kontrakty Palladyne AI dla Armii USA jest dla mnie równie ciekawy. SwarmOS ma pozwalać jednemu operatorowi dowodzić zespołem bezzałogowych systemów różnych producentów, działających na sprzęcie brzegowym i bez zależności od centralnej infrastruktury. W teorii brzmi to jak odpowiedź na jeden z najtrudniejszych problemów autonomii: jak sprawić, żeby różne maszyny nie tylko latały, ale współpracowały w warunkach zakłóconej albo ograniczonej łączności.

Testy z udziałem 4. Dywizji Piechoty w Kolorado i Kalifornii mają obejmować rozpoznanie oraz pozyskiwanie celów z użyciem wojskowych platform i systemu ATAK. Obok SwarmOS pojawia się też Gremlin-X, czyli wielowirnikowy dron uderzeniowy klasy Group 2, który jest projektowany jako amunicja krążąca możliwa do odzyskania po misji. W tym pomyśle najważniejsza nie jest sama zdolność rażenia, lecz związana z nim ekonomia. Jeśli wraca płatowiec, a wymiany wymaga głównie ładunek bojowy, koszt kolejnego użycia spada.

Patrzę na to jako na większy trend. Drony nie mają już być wyłącznie “oczami” żołnierza albo tańszym pociskiem. Mają stać się rozproszoną warstwą działania, która sama rozpoznaje, komunikuje się lokalnie, adaptuje i wraca z misji, o ile pozwala na to scenariusz. W podobnym kierunku idzie też V-BAT Shield AI, który pokazuje, jak ważna stała się autonomia w środowisku bez stabilnego GPS i pewnej łączności.
Przyszłość już tu jest, ale daleko jej do wojskowego ideału
Największe ryzyko nie leży moim zdaniem w samym fakcie, że maszyny dostają coraz więcej samodzielności. Większe pytanie brzmi, jak wojsko utrzyma kontrolę nad systemami, które w praktyce mają działać szybciej niż człowiek, szerzej niż pojedynczy operator i w środowisku celowo niszczącym komunikację. Wprawdzie nadzór człowieka nad tego typu rozwiązaniami wygląda rozsądnie jako zasada, ale w walce może oznaczać bardzo różne poziomy wpływu na decyzję. Chodzi przecież o działania wojskowe, gdzie sekundy potrafią zaważyć na “być albo nie być”.

Czytaj też: Europa czeka na czołg przyszłości tak długo, że musiała wymyślić czołg przejściowy
Dlatego też uważam, że aktualnie autonomia wojskowa dojrzewa więc w dziwnym napięciu. Z jednej strony pozwala ograniczać ryzyko dla pilotów i żołnierzy, zwiększać zasięg działań oraz reagować szybciej niż klasyczne systemy dowodzenia. Z drugiej strony przesuwa odpowiedzialność w stronę kodu, symulacji, testów i procedur, których przeciętny obserwator nigdy nie zobaczy. Dla mnie właśnie dlatego ten etap jest ważniejszy od efektownych filmów z lotów próbnych. Kontrakty produkcyjne i ćwiczenia polowe mówią więcej niż obietnice.
Wojna autonomiczna nie nadejdzie nagle byle pewnego poranka. Ona już teraz rozlewa się po systemach stopniowo – najpierw jako lepszy autopilot, potem jako odporność na zakłócenia, następnie jako współpraca wielu maszyn, aż w końcu jako cała warstwa cyfrowego dowodzenia między człowiekiem a rojem. Najnowsze ruchy USA pokazują, że przyszłość, o której pisaliśmy jeszcze niedawno z pewnym dystansem, zaczyna trafiać do produkcji i na poligony. Nadal nie wiem, czy powinniśmy patrzeć na to bardziej z podziwem, czy z niepokojem. Wiem natomiast, że ignorowanie tej zmiany byłoby dziś naiwne. Zwłaszcza z perspektywy wojskowych.
Źródła: Shield AI, Palladyne AI

