Test klawiatury be quiet! Dark Mount. Tak powinien wyglądać odważny debiut

Prędzej czy później musiało do tego dojść i po przetestowaniu myszy Dark Perk Ergo przyszedł czas na znacznie bardziej imponującą część pierwszego uderzenia firmy be quiet! na rynek peryferiów komputerowych. Dark Mount nie jest bowiem zwykłą klawiaturą mechaniczną, a modułowym kombajnem z odłączanym blokiem numerycznym, panelem multimedialnym, ekranem oraz ośmioma przyciskami z własnymi wyświetlaczami.
Test klawiatury be quiet! Dark Mount. Tak powinien wyglądać odważny debiut

Pierwszy kontakt z Dark Mount jest więc zupełnie inny niż ze wspomnianą zachowawczą myszą Dark Perk Ergo. W przypadku myszki be quiet! zebrał najlepsze podzespoły i umieścił je w bezpiecznej, sprawdzonej konstrukcji, ale w przypadku klawiatur firma postanowiła zaszaleć. Dark Mount można zamienić w klawiaturę TKL, klasyczny model pełnowymiarowy albo sprzęt z blokiem numerycznym po lewej stronie. Media Dock również możemy przestawiać, a osiem ekranowych klawiszy ma częściowo zastępować oddzielne panele pokroju Stream Decka.

Czytaj też: Test be quiet! Dark Perk Ergo. Pierwsza mysz marki od chłodzenia nie próbuje szokować

Za odwagę trzeba jednak sporo zapłacić, bo testowany przeze mnie wariant Silent Linear w układzie US ANSI kosztuje obecnie około 1000-1200 złotych. Przy takiej kwocie nie wystarczy już stwierdzić, że klawiatura jest dobrze wykonana, cicha i ma ładne podświetlenie. Wszystkie moduły muszą mieć praktyczny sens, oprogramowanie powinno faktycznie wykorzystywać ich możliwości, a sama konstrukcja nie może sprawiać wrażenia zestawu drogich dodatków przyklejonych do zwykłego mechanika.

Pytanie jest więc proste – czy be quiet! Dark Mount to jedna z najbardziej wszechstronnych klawiatur dostępnych na rynku, czy sprzęt tak rozbudowany, że jego możliwości zaczynają przerastać realne potrzeby użytkownika?

be quiet! Dark Mount Silent Linear w skrócie

Testowany przeze mnie egzemplarz to dokładnie be quiet! Dark Mount Silent Linear US ANSI o oznaczeniu BT001US. Mówimy więc o amerykańskim układzie ANSI z poziomym Enterem, długim lewym Shiftem oraz liniowymi, pomarańczowymi przełącznikami Silent Linear. 

Podstawą całej konstrukcji jest klawiatura TKL, do której możemy dołączyć blok numeryczny po lewej albo prawej stronie. Podobnie wygląda sytuacja z Media Dockiem montowanym na górnej krawędzi w jednym z dwóch miejsc  (po lewej lub prawej od środka). Można też odłączyć oba elementy i korzystać z samego rdzenia klawiatury, co natychmiast daje więcej miejsca na ruchy myszą.

W pełnej konfiguracji Dark Mount mierzy 456 x 256 x 52 mm i waży 1,59 kg. Po odłączeniu podpórki głębokość spada do 174 mm, a masa do 1,38 kg. Konstrukcja wykorzystuje aluminiową płytę górną, dolną obudowę z tworzywa ABS oraz nakładki PBT double-shot. Dostajemy pełny NKRO przez USB, częstotliwość raportowania 1000 Hz, pamięć wewnętrzną i dwuletnią gwarancję. 

Najważniejsze parametry be quiet! Dark Mount wyglądają następująco:

  • Gwarancja: 2 lata
  • Wariant: Silent Linear US ANSI
  • Model: BT001US
  • Układ: amerykański ANSI
  • Wymiary z podpórką: 456 x 256 x 52 mm
  • Wymiary bez podpórki: 456 x 174 x 52 mm
  • Masa z podpórką: 1,59 kg
  • Masa bez podpórki: 1,38 kg
  • Przełączniki: be quiet! Silent Linear
  • Gniazda: hot-swap, 5-pin MX
  • Nakładki: PBT double-shot
  • Górna płyta: szczotkowane aluminium
  • Dolna obudowa: ABS
  • Stabilizatory: Genuine Cherry, przykręcane i smarowane
  • Częstotliwość raportowania: 1000 Hz
  • Rollover: pełny NKRO przez USB
  • Łączność: przewodowa
  • Podświetlenie: ARGB każdego klawisza oraz krawędzi obudowy
  • Dodatkowe elementy: numpad, Media Dock i osiem Display Keys
  • Oprogramowanie: be quiet! IO Center oraz IO Center Web
  • Pamięć wewnętrzna: tak
  • Przewód: odpinany USB-A do USB-C, 2 metry

Wyposażenie, czyli zaskakująco dużo osobnych elementów

Dark Mount trafia do nas w dużym opakowaniu i trudno się temu dziwić, bo producent musi zmieścić w środku znacznie więcej niż samą klawiaturę oraz przewód. Dostajemy główny korpus TKL, oddzielny blok numeryczny, Media Dock, dwuczęściową podpórkę pod nadgarstki, magnetyczne nóżki, przyrząd do zdejmowania nakładek i przełączników oraz dwumetrowy przewód USB-A do USB-C.

Czytaj też: Krótki test zasilacza be quiet! Dark Power 14 1000W. Solidna konstrukcja na lata

Podział podpórki na dwa segmenty ma praktyczne uzasadnienie. Mniejszą część montujemy pod blokiem numerycznym, więc może wędrować razem z nim na lewą albo prawą stronę klawiatury. Po całkowitym odłączeniu numpada zostajemy z krótszą podpórką pasującą do głównej części TKL.

Najdziwniej prezentują się początkowo magnetyczne nóżki. Zamiast klasycznych, rozkładanych elementów w spodzie obudowy be quiet! przygotował oddzielne moduły, które można układać na sobie. Pozwala to ustawić klawiaturę pod kątem 3, 6 albo 9 stopni. Wygląda trochę tak, jakby producent niepotrzebnie skomplikował najprostszą funkcję świata, ale po kilku zmianach wysokości rozwiązanie zaczyna mieć sens. Magnesy trzymają pewnie, a możliwość ustawienia trzech konkretnych poziomów daje większą kontrolę niż zwykła pojedyncza nóżka.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy chcemy zabrać klawiaturę ze sobą. Modułowa konstrukcja sugeruje mobilność, ale pełny zestaw waży prawie 1,6 kg i składa się z kilku osobnych części. Można oczywiście wrzucić do torby sam rdzeń TKL, ale wtedy większość funkcji, za które zapłaciliśmy ponad 1000 złotych, zostaje na biurku.

Modułowość Dark Mount nie jest tylko sztuczką na pokaz

Blok numeryczny można zamontować po lewej albo prawej stronie głównego korpusu. Cała operacja nie wymaga narzędzi i trwa dosłownie chwilę, bo numpad łączy się z klawiaturą przez wysuwane złącze USB-C. Po poprawnym złożeniu elementy zachowują się jak jeden zestaw, choć naturalnie nadal widać między nimi łączenie, a podniesienie jednej części doprowadza do rozłączenia pozostałych elementów.

Klasyczna konfiguracja z numpadem po prawej stronie będzie najbardziej naturalna przy pracy z liczbami, dokumentami, arkuszami i programami wymagającymi pełnego układu. Znacznie ciekawiej robi się jednak po przeniesieniu go na lewą stronę. Prawa dłoń zostaje wtedy na myszy, a lewa może obsługiwać cyfry, makra oraz osiem dodatkowych przycisków z ekranami.

Dla mnie właśnie taka konfiguracja najlepiej pokazuje sens całej konstrukcji. Numpad dzięki temu rozwiązaniu z miejsca przestaje być dodatkiem używanym raz na tydzień, a zaczyna przypominać osobny panel sterowania. W grze można przypisać do niego makra i funkcje, a podczas pracy skróty do programów, narzędzi oraz najczęściej używanych poleceń.

Całkowite odłączenie numpada również ma sens. W strzelankach otrzymujemy klasyczny układ TKL, który zostawia dużo więcej miejsca na szerokie ruchy myszą. Po zakończeniu grania wystarczy ponownie dołączyć moduł i wrócić do pełnego zestawu. Nie trzeba więc wybierać na stałe między wygodą podczas pracy i dodatkową przestrzenią podczas gry. Brakuje tu tylko przewodu do rozdzielenia numpada i postawienia go dalej od klawiatury. Tradycyjny przewód USB-C do USB-C tutaj nie wystarczy, bo klawiatura ma port żeński, a numpad już męski.

Czytaj też: Test chłodzenia be quiet! Dark Rock Pro 6. Czy jest lepszy od poprzednika?

Media Dock również możemy umieścić po lewej albo prawej stronie górnej krawędzi. Szkoda tylko, że drugi wolny port nie działa automatycznie jak zwykłe złącze USB. Obudowa bowiem aż prosi się o możliwość podłączenia odbiornika myszy, pendrive’a albo przewodu telefonu. Niestety jednak złącza przygotowano wyłącznie pod moduły Dark Mount. Przy klawiaturze kosztującej ponad 1000 złotych klasyczny USB passthrough byłby moim zdaniem wręcz oczywistym dodatkiem.

Jakość wykonania odpowiada cenie, ale nie jest to pełne aluminium

Dark Mount jest ciężka, sztywna i po ustawieniu na biurku praktycznie nie chce się ruszać. Aluminiowa płyta górna wzmacnia całą konstrukcję, a dolna obudowa nie ugina się podczas normalnego pisania. Nic nie trzeszczy przy nacisku, moduły siedzą na swoim miejscu, a całość sprawia wrażenie sprzętu, który powinien wytrzymać znacznie dłużej niż okres gwarancji.

Nie jest to jednak klawiatura wykonana w całości z metalu. Pod aluminiowym wierzchem znajduje się dolna część z ABS-u, więc osoby oczekujące poziomu typowych, ciężkich konstrukcji customowych mogą poczuć lekki niedosyt. Przy tej cenie można byłoby wymagać pełnej aluminiowej obudowy, ale wtedy Dark Mount prawdopodobnie ważyłaby tyle, że przestawianie jej modułów wymagałoby krótkiej rozgrzewki.

Nakładki PBT double-shot wypadają z kolei bardzo dobrze. Ich powierzchnia jest delikatnie szorstka, palce nie ślizgają się po nich tak łatwo jak po gładkim ABS-ie, a oznaczenia powstałe z drugiej warstwy tworzywa nie powinny się wytrzeć nawet po wielu latach. Przepuszczają też bardzo dobrze światło generowane przez diody RGB w górnej części każdego przełącznika, więc znaki pozostają czytelne również po zmroku.

Dwuczęściowa podpórka pod nadgarstki jest zaś przyjemnie miękka, ale nie zapada się natychmiast pod ciężarem dłoni, bo pianki pod przyjemnym matowym wykończeniem aż tak dużo nie ma. Wygody nie można jej jednak odmówić. Same magnesy utrzymują ją przy obudowie, a powierzchnia zapewnia wygodne podparcie podczas długiego pisania. Między głównym segmentem i częścią numpada pozostaje widoczna przerwa, ale trudno byłoby uniknąć jej w konstrukcji, którą można składać na kilka sposobów.

Przełączniki Silent Linear w Dark Mount są faktycznie ciche

Sama nazwa be quiet! i związane z marką systemy chłodzenia wspólnie podnoszą oczekiwania wobec kultury pracy i w przypadku Dark Mount producent potraktował ten temat znacznie poważniej niż przy myszy Dark Perk Ergo. Testowany wariant otrzymał bowiem pomarańczowe przełączniki Silent Linear o liniowym charakterze, które są fabrycznie nasmarowane i zaprojektowane specjalnie z myślą o ograniczeniu tarcia oraz hałasu.

Obudowa przełączników została wykonana z nylonu PA66, a trzpień z POM-u. Ruch nie ma wyczuwalnego punktu aktywacji i zachowuje się płynnie od początku aż do samego końca. Nie występuje tutaj charakterystyczne uderzenie znane z przełączników tactile ani głośny klik wariantów clicky. Palec naciska klawisz, mechanizm porusza się liniowo, a reakcja pojawia się bez dodatkowego oporu.

Same przełączniki są tylko częścią całego systemu wyciszenia. Między nimi a płytką PCB znajduje się warstwa pianki, kolejna pod samym PCB, a dolną część obudowy wypełnia silikon. Spacja otrzymała dodatkową piankę wewnątrz nakładki, natomiast przykręcane stabilizatory Genuine Cherry zostały nasmarowane i odizolowane od PCB.

Efekt jest bardzo dobry. Dark Mount nadal jest klawiaturą mechaniczną i naturalnie wydaje dźwięki, ale brakuje w niej na całe szczęście byle pustego rezonansu, metalicznego pogłosu oraz agresywnego stukania dużych klawiszy. Dźwięk jest krótki, miękki i wyraźnie stłumiony. Spacja nadal wybija się ponad litery, ale nie przypomina plastikowego pudła, co zdarza się nawet w drogich modelach, a o chybotaniu się dłuższych przycisków możecie zapomnieć, bo dbają o to świetne stabilizatory.

Nie nazwałbym jednak tego doświadczenia wyjątkowo wyrazistym. Silent Linear nie mają głębokiego, charakterystycznego dźwięku drogich przełączników customowych ani wyraźnego punktu aktywacji. Ich zadanie jest inne – mają być płynne, szybkie i możliwie ciche, a pod tym względem spełniają swoją rolę. W efekcie przełączniki te nadają się dobrze zarówno do grania, jak i długiego pisania. Płynny ruch zachęca do szybkiego wciskania klawiszy, a brak punktu dotykowego nie męczy palców. Ceną jest nieco mniejsza kontrola nad przypadkowymi aktywacjami i przyznam, że przeskakując na ten model z przełączników tactile, dobre kilka dni walczyłem z literówkami w tekstach. 

Co ważne, Dark Mount obsługuje 5-pinowe przełączniki w standardzie MX, więc możemy wymienić je bez lutowania. W zestawie producent dodaje przyrząd do zdejmowania nakładek oraz samych mechanizmów, a cały proces nie wymaga żadnej specjalistycznej wiedzy. Ma to akurat sens nie tylko dla osób składających własne klawiatury. Po kilku latach uszkodzony przełącznik będzie można zastąpić pojedynczo, zamiast wyrzucać cały sprzęt albo wysyłać go do serwisu. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby zamontować cięższy mechanizm pod spacją, inny pod Escape albo całkowicie zmienić charakter klawiatury.

Wyjątkowe cyfrowe klawisze i media dock Dark Mount

Najbardziej charakterystycznym elementem bloku numerycznego jest osiem przycisków z własnymi kolorowymi ekranami. Każdy z nich może wyświetlać przypisaną ikonę i uruchamiać program, makro, skrót albo konkretną funkcję. Możemy korzystać z gotowej biblioteki albo wgrywać własne grafiki w popularnych formatach, w tym JPG i PNG. Funkcjonalnie przypomina to uproszczony panel pokroju Stream Decka. Jeden przycisk może uruchamiać Steam, drugi program do montażu, trzeci konkretny folder, a kolejne wykonywać makra. Po zmianie profilu te same przyciski mogą pokazywać zupełnie inne ikony oraz funkcje.

Display Keys nie zastąpią jednak całkowicie rozbudowanego ekosystemu oddzielnych paneli automatyzujących pracę. Ich siłą jest przede wszystkim to, że są już zintegrowane z klawiaturą i nie wymagają kolejnego urządzenia, przewodu ani wolnego miejsca na biurku. Dlatego też znacznie bardziej przydał się mi Media Dock, który łączy ekran mogący wyświetlać czas lub specyficzną grafikę z fizycznymi przyciskami obsługi multimediów. Możemy z jego poziomu regulować głośność, sterować odtwarzaniem i korzystać z informacji wyświetlanych przez moduł na ekranie LCD. Jego położenie da się zmienić, więc osoby praworęczne oraz leworęczne nie są skazane na jedno ustawienie.

Najważniejszą zaletą tego dodatku nie jest jednak sam ekran, a to, że podstawowe funkcje multimedialne otrzymały oddzielne elementy. Dzięki temu nie trzeba wciskać kombinacji z Fn ani szukać symbolu na rzędzie funkcyjnym. Regulacja dźwięku czy zatrzymanie materiału odbywa się bardzo prosto. Ekran wygląda zaś efektownie i pasuje do całej konstrukcji, ale nie należy traktować go jak nawet namiastki drugiego monitora. Służy do prostych informacji i kontroli klawiatury, a nie do wyświetlania rozbudowanych aplikacji. Przy cenie Dark Mount chciałbym jednak zobaczyć jeszcze więcej widżetów i możliwości.

Niestety oba dodatki odbiegają jakością od reszty klawiatury. Przyciski z ekranami na numpadzie są głośne, a ich klik jest pozbawiony charakteru, co dręczy też przyciski w Media Dock, które sprawiają wrażenie aż zbyt tanich w działaniu.

Podświetlenie ARGB w Dark Mount

Każdy klawisz ma własne podświetlenie ARGB, a dodatkowa listwa świetlna biegnie wokół krawędzi obudowy. Przezroczyste oznaczenia w nakładkach PBT są dobrze widoczne, a zakrzywione dyfuzory w przełącznikach pomagają równiej rozprowadzać światło. Dark Mount może zamienić biurko w pełną tęczę, ale moim zdaniem znacznie lepiej wygląda w jednym, stonowanym kolorze. Czarna obudowa, aluminiowa płyta i dyskretna poświata pasują do marki be quiet! znacznie bardziej niż agresywna fala RGB, ale nawet tęcza wygląda na Dark Mount przyzwoicie.

IO Center pozwala zmieniać jasność, tempo, kierunek i kolory, a także konfigurować poszczególne klawisze w ramach kilku warstw. Można więc wyróżnić WASD, skróty używane w programie albo cały blok numeryczny bez zmiany reszty zestawu. Chociaż więc podświetlenie nie jest tutaj najważniejszą funkcją, to zostało wykonane dobrze i nie sprawia wrażenia doklejonego w ostatniej chwili. Przy klawiaturze tej klasy właśnie tego oczekuję.

IO Center i IO Center Web do panowania nad Dark Mount

Dark Mount potrzebuje rozbudowanego oprogramowania, bo bez niego duża część dodatkowych funkcji nie miałaby sensu. IO Center pozwala zmieniać przypisania klawiszy, tworzyć makra, zarządzać profilami, ustawiać podświetlenie, konfigurować Display Keys oraz dostosowywać Media Dock. Ustawienia można zapisać w pamięci klawiatury.

Program jest czytelny, ale liczba opcji oznacza, że pierwsza konfiguracja może zająć sporo czasu. Przygotowanie kilku profili, ikon, makr i efektów podświetlenia łatwo zmienia pierwszy wieczór z klawiaturą w sesję ustawiania klawiatury. Z drugiej strony właśnie za takie możliwości tutaj płacimy.

Dostępna jest również wersja IO Center Web uruchamiana w kompatybilnej przeglądarce. Nie trzeba więc instalować pełnego programu tylko po to, żeby zmienić podstawowe ustawienia albo przypisać funkcję. Docenią to osoby korzystające z komputera służbowego lub po prostu niechętne trzymaniu kolejnej aplikacji w systemie.

Dark Mount jest jednak znacznie bardziej zależna od oprogramowania niż zwykły mechanik. Bez IO Center nadal działa jako klawiatura, ale Display Keys, profile, makra i Media Dock tracą sporą część sensu. Dalszy rozwój programu jest więc równie ważny jak trwałość przełączników.

Największe wady be quiet! Dark Mount

Najważniejszą wadą klawiatury be quiet! Dark Mount jest naturalnie wysoka cena. Około 1000-1200 złotych to poziom, przy którym można kupić świetną klawiaturę magnetyczną, konstrukcję customową albo dobrego mechanika i oddzielny panel makr. Dark Mount uzasadnia część tej kwoty modułami, ale osobiście mam problem z jakością tych dodatkowych przycisków (charakter kliku) oraz samym wyświetlaczem, który wydaje się zbyt uproszczony w kwestii m.in. obsługiwanych widgetów, bo aż prosi się o nakładkę ze stanem komputera (temperatury CPU i GPU). W tej cenie dobrze byłoby też zobaczyć ekran OLED, a nie LCD.

Drugim problemem jest brak łączności bezprzewodowej. Klawiatura działa wyłącznie przez przewód, więc nie przełączymy jej wygodnie między komputerem, laptopem i innym urządzeniem. Przy wielu ekranach i rozbudowanym ARGB stałe zasilanie ma sens, ale sprzęt tej klasy mógłby przynajmniej oferować dodatkowy tryb 2,4 GHz. Idąc dalej, brak klasycznego portu USB passthrough również trudno zrozumieć. Dark Mount ma kilka złączy i ogromną obudowę, a mimo tego nie pozwala podłączyć odbiornika myszy czy pendrive’a. Przy sprzęcie pełniącym funkcję centrum stanowiska jest to ewidentnie niewykorzystana okazja.

Media Dock oraz Display Keys mają sens, ale wymagają od użytkownika własnej konfiguracji. Jeśli nie przygotujecie profili, ikon oraz makr, to większość potencjału tego modelu pozostanie niewykorzystana. Dark Mount nie oferuje też funkcji typowych dla klawiatur magnetycznych, które można już dorwać w okolicach tej ceny. Brakuje tutaj Rapid Trigger, regulowanego punktu aktywacji oraz analogowego sterowania. Nie jest to więc najlepszy wybór dla osoby, która za ponad 1000 złotych oczekuje przede wszystkim maksymalnie zaawansowanych mechanizmów gamingowych.

Całość pozostaje też duża, ciężka i niezbyt wygodna w transporcie. Moduły można wprawdzie odłączyć, ale później trzeba gdzieś je przechować i uważać, aby żadnego z nich nie zgubić.

Test be quiet! Dark Mount – podsumowanie

Klawiatura be quiet! Dark Mount jest znacznie odważniejszym debiutem niż Dark Perk Ergo. Producent nie zebrał tym razem tylko dobrych elementów w bezpiecznej konstrukcji, lecz stworzył sprzęt, którego można rozpoznać bez patrzenia na logo. W praktyce modułowość faktycznie ma sens. Blok numeryczny można umieścić po obu stronach albo całkowicie odłączyć, Media Dock zapewnia szybki dostęp do multimediów, a osiem Display Keys potrafi zastąpić prosty panel makr. Dwuczęściowa podpórka oraz magnetyczne nóżki pozwalają z kolei zachować wygodę niezależnie od konfiguracji.

Pomarańczowe przełączniki pracują płynnie, nie wymagają pokonywania wyczuwalnego punktu aktywacji i razem z trzema warstwami tłumienia tworzą jedną z cichszych klawiatur mechanicznych, z jakimi można spotkać się w normalnej sprzedaży. Spacja, Enter oraz pozostałe duże klawisze również nie psują całego efektu agresywnym klekotaniem. Największe problemy są dwa. Pierwszy stanowi cena sięgająca ponad 1000 złotych. Drugi wynika z tego, że wiele najdroższych funkcji wymaga od użytkownika świadomego wykorzystania. Jeśli nie planujecie zmieniać położenia numpada, tworzyć profili, przypisywać Display Keys i korzystać z Media Docka, to Dark Mount będzie po prostu bardzo drogą, cichą klawiaturą mechaniczną.

Gracze nastawieni wyłącznie na rywalizacyjne strzelanki również mogą znaleźć lepszy sprzęt. Magnetyczne przełączniki, Rapid Trigger i regulowany punkt aktywacji będą miały większy wpływ na sterowanie niż ekran czy odpinany numpad. Dark Mount celuje tym samym w te osoby, które przy jednym stanowisku grają, pracują, piszą, programują, korzystają z multimediów i chcą zebrać kilka urządzeń w jednej konstrukcji.

Finalnie więc Dark Mount podoba mi się bardziej niż mysz Dark Perk Ergo. Nie jest kolejną klawiaturą wykorzystującą te same rozwiązania co kilkunastu konkurentów. be quiet! przygotował sprzęt charakterystyczny, bardzo dobrze wykonany, rozbudowany i faktycznie cichy. Nie każdy potrzebuje naturalnie takiego klawiaturowego kombajnu, a jeszcze mniej osób będzie gotowych zapłacić za niego ponad 1000 złotych. Jeśli jednak wykorzystacie wszystkie moduły i funkcje, trudno znaleźć drugą klawiaturę łączącą tyle możliwości w jednym zestawie.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.