Wedle obietnic producenta robot ECOVACS DEEBOT T90 PRO OMN ma odkurzać, mocno mopować szerokim wałkiem, skutecznie pracować przy krawędziach i omijać przeszkody, a stacjonarna stacja ma przejąć opróżnianie pojemnika, mycie rolki, suszenie oraz obsługę czystej i brudnej wody. Najważniejsze pytanie nie brzmi więc tylko “czy ten sprzęt dobrze odkurza”, bo przy tak zaawansowanym modelu równie istotne jest to, jak radzi sobie z mopowaniem, jak często wymaga interwencji, czy aplikacja zamiast przeszkadzać nam pomaga, jak działa stacja po kilku cyklach i czy w ogólnym rozrachunku sprzęt zapewnia poczucie faktycznej wygody.
Pudełko, stacja i pierwsze wrażenie ECOVACS DEEBOT T90 PRO OMNI
Przy robotach z bazą OMNI pierwsze wrażenie zaczyna się nie od samego odkurzacza, ale od stacji. To ona stoi w domu przez cały czas, zajmuje miejsce, przechowuje wodę, opróżnia pojemnik na kurz, myje wałek i decyduje, czy cały zestaw wydaje się dopracowany w codziennym użytkowaniu. W przypadku DEEBOT T90 PRO OMNI ECOVACS zadbał o to, żeby już po rozpakowaniu sprzęt sprawiał wrażenie kompletnego systemu, a nie samego robota z dużą ładowarką.
Czytaj też: Test Dreame Matrix10 Pro. Ten robot traktuje mopowanie śmiertelnie poważnie





W pudełku znajdziemy robota, stację OMNI, przewód zasilający, dokumentację, szczotkę boczną, szczotkę główną, filtr antybakteryjny, antybakteryjny worek na kurz, zwykły wałek mopujący z mikrofibry, zbiornik czystej wody, zbiornik brudnej wody oraz 260 ml środka czyszczącego DEEBOT. Ten ostatni dodatek jest ważniejszy, niż może się wydawać, bo T90 PRO OMNI nie ogranicza się do ręcznego dolewania płynu do zbiornika z wodą w robocie i myciu wałka w stacji. Stacja ma również system automatycznego dozowania środka czyszczącego, który wykorzystuje go podczas mopowania i mycia wałka.





Sam startowy zapas środka czyszczącego nie jest ogromny, bo 260 ml wystarczy raczej na poznanie sprzętu i pierwsze tygodnie pracy niż na długi spokój z dokupowaniem akcesoriów, ale mimo tego dobrze, że znalazł się w zestawie. Przy robocie opartym tak mocno na mopowaniu wałkiem i automatycznej obsłudze w stacji brak płynu w pudełku wyglądałby jak dziwna oszczędność. Tutaj od razu da się uruchomić pełny scenariusz pracy, a w tym odkurzanie, mopowanie, płukanie wałka i suszenie, bez szukania osobnego środka w sklepie.


Stacja wygląda świetnie. Nie mam na myśli wyłącznie samej bryły, ale też fakturę tworzywa i sposób, w jaki plastik pracuje pod palcami. To nie jest jeden z tych sprzętów, które niby mają nowoczesny projekt, ale z bliska zdradzają oszczędności na każdym elemencie. Przy wymiarach 338 x 460 x 500 mm z podstawą baza nie jest mała, więc dobrze, że wygląda na tyle spokojnie i elegancko, żeby nie trzeba było jej chować w najciemniejszym kącie mieszkania. Górny panel robota również sprawia bardzo dobre wrażenie. Powierzchnia jest przyjemna, całość wygląda czysto, spokojnie i nowocześnie, więc sprzęt nie psuje przestrzeni samą obecnością.





Nie wszystko jest jednak idealne. Pojemniki na wodę potrafią delikatnie wyginać się na zawiasie, więc ich plastik mógłby być wyraźnie grubszy. Nie miałem poczucia, że coś zaraz się urwie, ale przy sprzęcie tej klasy oczekiwałbym większej sztywności w tak często używanym elemencie. Zbiornik czystej wody ma 4 litry (doczekał się filtra przeciw kamieniu), a zbiornik brudnej wody 2,2 litra, więc będą regularnie wyjmowane, wkładane, napełniane i opróżniane. Każdy taki detal ma znaczenie, bo to właśnie obsługa stacji będzie najczęstszym kontaktem użytkownika ze sprzętem.


Drugą drobną wpadką jest górny panel samego robota. Magnes trzyma go zbyt słabo. Wystarczy podnieść robota, żeby panel potrafił odpaść praktycznie od razu. Niby nie jest to problem podczas normalnej pracy, bo sprzęt nie jeździ przecież do góry nogami, ale przy przenoszeniu, czyszczeniu albo oglądaniu konstrukcji od spodu szybko zaczyna irytować. Dziwi mnie to tym bardziej, że reszta wykonania jest naprawdę bardzo dobra.
DEEBOT T90 PRO OMNI nie wygląda jak klasyczny robot z wieżyczką
Jedną z ważniejszych cech konstrukcyjnych T90 PRO OMNI jest brak klasycznej, wystającej wieżyczki LiDAR na górze. Robot ma 353 x 351 x 95 mm, więc przy średnicy zbliżonej do wielu konkurencyjnych modeli pozostaje zauważalnie niższy od konstrukcji z wysokim modułem nawigacyjnym na górze. Te 95 mm nie wygląda może imponująco na papierze, ale w codziennym użytkowaniu potrafi mieć ogromne znaczenie.

Niższa obudowa pozwala wjeżdżać tam, gdzie roboty z klasyczną wieżyczką często kończą sprzątanie przed meblem. Mowa o przestrzeni pod częścią szafek, łóżek, komód, stolików i kanap, czyli dokładnie tych miejscach, które ręcznie sprząta się najrzadziej albo najchętniej pomija. Przy robocie sprzątającym każdy centymetr wysokości ma znaczenie, bo różnica między 95 mm a konstrukcją wyższą o kilkanaście milimetrów może zdecydować o tym, czy sprzęt realnie posprząta pod meblem, czy tylko elegancko przejedzie wzdłuż jego krawędzi.
Czytaj też: Test Dreame L50s Pro Ultra. To już bardziej autonomiczny pomocnik niż odkurzacz


Nie oznacza to oczywiście, że DEEBOT T90 PRO OMNI jest małym robotem. Przy masie około 5,3 kg czuć, że mamy do czynienia z solidnym urządzeniem, a nie lekką zabawką do odkurzania kurzu z paneli. Ma to znaczenie przy przenoszeniu, czyszczeniu spodu albo sytuacjach, w których robot próbuje pokonać nietypową przeszkodę. Raz wjechał mi na nogę stolika, najpewniej uznając ją za próg, i właśnie wtedy jego masa przestała być abstrakcyjną liczbą ze specyfikacji. Taki sprzęt potrafi już fizycznie męczyć krawędzie mebla, jeśli źle oceni sytuację.

Brak wieżyczki ma jednak swoją cenę. T90 PRO OMNI zwykle wie, gdzie jest, ale nie zawsze oznacza to, że jedzie tam tak sprawnie, jak bym oczekiwał. Zdarzało mu się długo myśleć, obracać, błądzić po pomieszczeniu albo szukać drogi do konkretnego miejsca, mimo że mapa pokazywała poprawną pozycję. Najbardziej absurdalny przykład dotyczył sytuacji, w której robot miał dojechać do dywanu traktowanego priorytetowo, ale zamiast zrobić to od razu, krążył po pokoju, jakby potrzebował dodatkowej chwili na zrozumienie własnego planu.
Nie był to jedyny taki przypadek, ale też nie nazwałbym tego katastrofą. Raczej kompromisem wpisanym w konstrukcję. Robot wjeżdża niżej pod meble i pod tym względem decyzja o schowaniu systemu nawigacji w obudowie ma sens. Jednocześnie czasem zachowuje się mniej zdecydowanie niż modele z klasyczną wieżyczką obserwującą otoczenie dookoła. Efekt końcowy w większości przypadków był dobry, ale sama droga do niego bywała dziwnie skomplikowana względem tego, co zauważyłem w innych robotach sprzątających.
Jak działa ECOVACS DEEBOT T90 PRO OMNI?
DEEBOT T90 PRO OMNI jest sprzętem, którego nie da się opisać jednym parametrem. Owszem, 30000 Pa siły ssania wygląda efektownie, ale sama ta liczba nie tłumaczy jeszcze, dlaczego ten robot warto rozważyć. Ważniejszy jest bowiem cały układ, a w tym przepływ powietrza na poziomie 16 litrów na sekundę, szczotka główna ZeroTangle 4.0, boczna szczotka ARClean, wałek mopujący OZMO Roller 3.0 o szerokości 270 mm z materiałem na końcu pionowej części, system TruEdge 3.0 wysuwający wałek do 1,5 cm przy krawędziach i stacja OMNI, która odpowiada za opróżnianie kurzu, mycie wałka oraz jego suszenie.




W praktyce oznacza to, że nie mamy tutaj zwykłego robota odkurzającego z doczepioną mokrą szmatką. T90 PRO OMNI próbuje działać jak pełny system do utrzymywania podłóg w czystości. Robot ma pojemnik na kurz o pojemności 0,25 litra, wewnętrzny zbiornik wody 110 ml i akumulator 4000 mAh, ale większość wygody wynika dopiero ze współpracy ze stacją. Worek w bazie ma 2,5 litra, zbiornik czystej wody 4 litra, a zbiornik brudnej wody 2,2 litra. Dzięki temu codzienna obsługa nie polega na opróżnianiu małego pojemniczka po każdym przejeździe, tylko na okresowym serwisowaniu całego zestawu.




Szczególnie ważny jest wałek mopujący. Ma 270 mm szerokości i obraca się z prędkością do 200 obr./min, więc jego praca jest bliższa aktywnemu myciu podłogi niż typowemu przecieraniu powierzchni wilgotną nakładką. Przy klasycznych robotach mopujących często miałem wrażenie, że sprzęt jedynie rozprowadza wodę po podłodze i zostawia po sobie ładniejsze smugi. Tutaj wałek faktycznie pracuje, a regularne płukanie ogranicza problem przeciągania coraz to brudniejszego materiału po kolejnych pomieszczeniach.
Robot obsługuje trzy główne tryby, bo samo odkurzanie, odkurzanie z mopowaniem oraz mopowanie po odkurzaniu. Brakuje natomiast osobnego trybu samego mopowania. Przy sprzęcie z tak rozbudowanym wałkiem uznaję to za dziwną decyzję, bo czasem podłoga nie wymaga pełnego odkurzania. Wystarczyłby szybki przejazd mokrym wałkiem po kuchni, korytarzu albo przy wejściu. Zamiast tego trzeba korzystać z dostępnych kombinacji albo tworzyć scenariusze, które nie zawsze są tak wygodne, jak zwykłe kliknięcie jednej opcji.
Na plus działa natomiast system doładowywania w trakcie zadania. T90 PRO OMNI potrafi wrócić do stacji, uzupełnić akumulator i kontynuować sprzątanie, zamiast kończyć pracę w połowie mieszkania. Przy większych powierzchniach ma to duże znaczenie, bo pełny cykl sprzątania z mopowaniem, myciem wałka, powrotami do stacji i suszeniem potrafi trwać długo. U mnie pełne sprzątanie i suszenie zajęło 90 minut, a cały zestaw pobrał około 200 Wh z ładowaniem po drodze.
Aplikacja, polski asystent i Agent Mode
Aplikacja ECOVACS daje dużo kontroli, ale jednocześnie jest jednym z tych elementów, które potrafią zepsuć wrażenie po kontakcie z bardzo dopracowanym sprzętem. Robot za kilka tysięcy złotych, systemy AI, polski asystent głosowy – a potem wchodzimy w aplikację i widzimy tłumaczenie, które miejscami wygląda jak przepuszczone przez automat bez redakcji. Najbardziej absurdalny przykład to “Mine” przetłumaczone jako “Kopalnia”, zamiast jako zakładka profilu użytkownika.




Szkoda, bo sam polski asystent głosowy wypada znacznie lepiej, niż sugerowałaby jakość części tekstów w aplikacji. Komendy po polsku działają sensownie, rozumienie poleceń jest dobre, a obecność takiego wsparcia w robocie sprzątającym nadal nie jest czymś oczywistym. Powstaje więc dziwny kontrast. Głosowo sprzęt potrafi sprawiać wrażenie dopracowanego pod polskiego użytkownika, ale interfejs momentami przypomina wersję, której nikt nie przeczytał przed wypuszczeniem.



Najbardziej problematyczny okazał się jednak dla mnie tryb Agent Mode. Sam pomysł jest ciekawy, bo robot ma uczyć się mieszkania, analizować wcześniejsze sprzątania i dostosowywać intensywność pracy do tego, co uzna za potrzebne. Jeśli dane pomieszczenie było dokładnie czyszczone dzień wcześniej, system może postawić na odświeżenie zamiast pełnego programu. Brzmi to sensownie jako idea automatyzacji, ale podczas testów szybko trafiłem na problem praktyczny.
Po aktywacji Agent Mode nie byłem w stanie znaleźć jasnej opcji jego wyłączenia. Efekt? Gdy chciałem z aplikacji włączyć wyłącznie odkurzanie konkretnego pokoju, musiałem specjalnie tworzyć pod to scenariusz, zamiast po prostu wybrać pomieszczenie i tryb pracy. Agent Mode sprawiał, że robot czyścił pokój według decyzji systemu, a nie zawsze według mojego polecenia. Przy sprzęcie, który ma oszczędzać czas, takie obchodzenie aplikacji dookoła jest po prostu irytujące.




Automatyzacja ma sens, gdy daje wygodę, a nie odbiera kontrolę. T90 PRO OMNI potrafi bardzo dobrze dobierać sposób pracy, ale aplikacja powinna pozwalać szybko powiedzieć: “nie teraz, zrób dokładnie to, co wybieram”. W tej wersji za dużo rzeczy trzeba było rozwiązywać scenariuszami, zamiast prostymi poleceniami. Przy robocie z tak zaawansowaną stacją i tak mocną specyfikacją oczekiwałbym bardziej przejrzystej logiki obsługi.
Mapowanie i nawigacja. Dużo wie, ale czasem za długo myśli
T90 PRO OMNI korzysta z nawigacji Mini-ToF oraz systemu rozpoznawania przeszkód opartego na świetle strukturalnym, RGB AI i dodatkowym doświetleniu wbudowaną latarką LED. W praktyce robot zwykle dobrze rozumie układ mieszkania, poprawnie pokazuje swoją pozycję na mapie i potrafi podzielić przestrzeń na pomieszczenia. Nie miałem wrażenia, że to sprzęt, który trzeba ciągle ratować z całkowitego zagubienia.

Problem leży raczej w tempie decyzji i okazjonalnych pomyłkach. Robot często wie, gdzie jest, ale nie zawsze jedzie do celu tak sprawnie, jakbym tego oczekiwał. Zdarzało mu się krążyć po pomieszczeniu, długo obracać, szukać drogi albo błądzić mimo jasnego polecenia. Najbardziej widoczne było to przy dywanie traktowanym priorytetowo. Mapa pokazywała poprawną lokalizację robota, dywan był znany, a mimo tego sprzęt nie dojechał do niego od razu, tylko przez dłuższy moment zachowywał się tak, jakby jeszcze analizował najprostszy możliwy dojazd.
Czytaj też: Test Narwal Flow 2. Odkurza, mopuje i nie dokłada kolejnych obowiązków
Jedna z bardziej typowych pułapek dotyczyła lustra. Robot wziął je za pomieszczenie, do którego może wjechać, więc trzeba było ręcznie ustawić blokadę na mapie. Nie jest to nietypowe dla sprzętów korzystających z czujników i mapowania przestrzeni, ale nadal warto o tym napisać wprost. Jeśli w domu są duże lustra do podłogi, szklane powierzchnie albo mocno refleksyjne fronty, to pierwsza mapa będzie koniecznie wymagać korekty.

Zdarzyła mi się też sytuacja bardziej inwazyjna, kiedy to robot raz wjechał na nogę stolika, najpewniej uznając ją za próg. Biorąc pod uwagę masę 5,3 kg, nie jest to już delikatna zabawka, która bez znaczenia obija się o meble. Kiedy taki sprzęt zaczyna pracować cielskiem na krawędzi mebla, to bardzo szybko robi się nieprzyjemnie. Szczególnie że system TruePass pozwala mu pokonywać pojedyncze progi do 24 mm z mopem, więc robot ma ochotę traktować część przeszkód ambitniej niż powinien.
Mimo tych uwag ogólna skuteczność nawigacji była dobra. T90 PRO OMNI zwykle finalnie wykonywał zadanie poprawnie, a brak wieżyczki i wysokość 95 mm dają mu dostęp do miejsc, w które wyższe konstrukcje często nie wjadą. Kompromis polega na tym, że droga do celu bywa mniej płynna. Robot potrafi sprzątać skutecznie, ale okazjonalnie wygląda, jakby potrzebował chwili namysłu nawet przy prostym poleceniu.
Odkurzanie ECOVACS DEEBOT T90 PRO OMNI
W danych technicznych najłatwiej zaczepić się o ssanie z mocą 30000 Pa, ale w praktyce jest ono tylko częścią większej całości. Odkurzanie zależy też od konstrukcji szczotki głównej, prowadzenia powietrza, szczotki bocznej, pracy przy krawędziach i tego, czy robot potrafi mądrze reagować na dywany, większe zanieczyszczenia oraz włosy.


Na twardych podłogach T90 PRO OMNI wypada bardzo dobrze. Kurz, okruchy i codzienny brud znikały bez większych zastrzeżeń, a robot nie sprawiał wrażenia, jakby jedynie przestawiał zanieczyszczenia z jednego miejsca w drugie. Pojemnik o pojemności 0,25 litra w samym robocie nie jest duży, ale przy współpracy ze stacją i 2,5 litrowym workiem przestaje to mieć takie znaczenie. Zamiast po każdym sprzątaniu opróżniać robota ręcznie, pozwalamy bazie wykonać tę część pracy.
Opróżnianie pojemnika odbywa się przez dwa mocne podmuchy. Sam proces trwa krótko, ale jest znacznie głośniejszy niż zwykła jazda robota. Specyfikacja przewiduje hałas opróżniania na poziomie 71 dBA w trybie cichym i 76 dBA w standardowym, więc nie jest to dźwięk, który można zignorować w nocy. W dzień nie przeszkadzał mi szczególnie, bo trwa chwilę, ale warto pamiętać, że stacja OMNI czasem przypomni o sobie bardzo wyraźnie.

Szczotka ZeroTangle 4.0 ma sens szczególnie tam, gdzie pojawiają się albo długie włosy, albo sierść. Nie zakładałbym, że użytkownik może zapomnieć o kontroli szczotki na zawsze, ale ograniczenie plątania jest jednym z tych usprawnień, które docenia się dopiero po kilku cyklach. Im mniej ręcznego wyciągania włosów z mechanizmu, tym bardziej automatyczny robot pozostaje automatem, a nie sprzętem wymagającym ciągłego serwisowania po każdej dłuższej pracy.

Dobrze wypada też praca przy listwach. TruEdge 3.0 i boczna szczotka pozwalają robotowi dojeżdżać bardzo blisko krawędzi, choć w moim mieszkaniu nadal zostawał mniej więcej 2-milimetrowy margines od listwem. Nie uznaję tego za duży problem, bo ręczne poprawianie samych narożników raz na jakiś czas i tak pozostaje wpisane w życie z każdym robotem. Ważniejsze, że przy codziennym sprzątaniu T90 PRO OMNI nie zostawiał wyraźnego pasa brudu przy ścianach.




Sam korytarz po celowym zabrudzeniu całą masą piachu i trudnych do zebrania włókien z wycieraczki był dobrym testem cierpliwości robota, bo T90 PRO OMNI musiał przejechać go aż cztery razy na prawie maksymalnej mocy ssania.
Z jednej strony taki wynik nie budzi zachwytu pod względem szybkości, ale z drugiej miałem już do czynienia z robotami, które nie były w stanie poradzić sobie z takim rodzajem zabrudzeń.



Mopowanie jest głównym argumentem za T90 PRO OMNI
Odkurzanie w droższym robocie tej klasy powinno być dobre. Najważniejszym argumentem za T90 PRO OMNI jest jednak mopowanie. Wałek OZMO Roller 3.0 ma 270 mm szerokości, obraca się z prędkością do 200 obr./min i jest myty w systemie Fresh-flow Power Washing. W danych technicznych pojawia się też 50 poziomów regulacji zawartości wody oraz unoszenie mopa o 15 mm, co ma znaczenie przy dywanach i mieszanych powierzchniach.

W praktyce wałek wypada znacznie lepiej niż klasyczne nakładki mopujące z wielu starszych robotów. Nie miałem wrażenia, że sprzęt tylko przeciąga wilgotny materiał po podłodze. T90 PRO OMNI bardziej przypomina robota, który faktycznie zbiera zabrudzenia z powierzchni, płucze element roboczy i kontynuuje pracę bez przenoszenia brudu w nieskończoność. Przy codziennym utrzymywaniu kuchni, korytarza i głównych traktów komunikacyjnych ma to duży sens.
Bardzo dobrze wypadła praca przy listwach i zakamarkach. Wałek z wysuwem do 1,5 cm potrafi dojechać blisko krawędzi, a pozostawiony margines był u mnie niewielki. Nie jest to poziom ręcznego przejechania mopa dokładnie w sam narożnik, ale robot skutecznie zmniejsza liczbę miejsc, do których trzeba regularnie wracać ręcznie. Przy domu użytkowanym codziennie właśnie takie detale w robocie decydują o tym, czy podłoga wygląda na zadbaną przez większość tygodnia.

Największy minus mopowania pozostaje ten sam – brak osobnego trybu mopowania bez odkurzania. Skoro w robocie znajduje się wałek 270 mm, płukanie, zbiornik 110 ml i stacja z myciem ciepłą wodą, osobne mopowanie powinno być oczywistą opcją. Tymczasem użytkownik dostaje odkurzanie, odkurzanie z mopowaniem oraz mopowanie po odkurzaniu. Przy normalnym użytkowaniu da się z tym żyć, ale przy tak mocnym module mopującym ograniczenie jest po prostu niepotrzebne.
ECOVACS DEEBOT T90 PRO OMNI w akcji
Najlepiej oceniać T90 PRO OMNI nie po jednym cyklu, ale po kilkunastu dniach pracy i sprawdzeniu go w codziennej akcji. Pierwszy przejazd robi wrażenie, bo robot mapuje mieszkanie, wraca do stacji, myje wałek, opróżnia pojemnik i tym samym wygląda jak pełnoprawny system sprzątający. Dopiero kolejne dni pokazują, czy faktycznie da się wpisać go w normalny rytm mieszkania, czy trzeba stale poprawiać mapę, tryby i zachowanie robota.

W moim przypadku najlepiej działał jako sprzęt do regularnego utrzymywania podłóg w dobrym stanie. Kurz, okruchy, włosy i ślady codziennego chodzenia znikały bardzo skutecznie, a wałek mopujący sprawiał, że podłoga po cyklu wyglądała na umytą, a nie tylko lekko odświeżoną. Szczególnie kuchnia, korytarz i główne przejścia korzystały na częstszym sprzątaniu. Robot nie musi wtedy ratować zaniedbanej podłogi, tylko nie dopuszcza do nagromadzenia brudu.
Najwięcej zastrzeżeń miałem do sytuacji nietypowych. Lustro trzeba było zablokować na mapie, bo robot potraktował odbicie jak przestrzeń do wjazdu. Noga stolika została raz uznana za przeszkodę do pokonania, co przy masie 5,3 kg nie jest niewinnym kontaktem. Zdarzało się też dłuższe błądzenie po pokoju mimo poprawnej pozycji na mapie. T90 PRO OMNI zwykle finalnie robił to, co miał zrobić, ale nie zawsze robił to najkrótszą i najbardziej logiczną drogą.
Mimo tego komfort użytkowania jest wysoki. Robot dobrze dojeżdża do listew, potrafi poprawiać problematyczne strefy, automatycznie wraca do stacji, doładowuje akumulator, czyści wałek i pozwala ograniczyć ręczne sprzątanie. Naturalnie trzeba nadal pilnować kabli, dziwnych przeszkód, luster, zbiorników i ustawień w aplikacji, ale taki robot odbiera dużą część najbardziej powtarzalnej pracy.
Po pełnym sprzątaniu i suszeniu w trybie gruntownego sprzątania cały zestaw pobrał u mnie zwykle około 200 Wh, z doładowywaniem robota po drodze oraz finalnym suszeniem. Ten cały tryb na przestrzeni 29 metrów kwadratowych trwał prawie 100 minut (+2 godziny suszenia) w trybie mopowania po odkurzaniu oraz dokładnych, pojedynczych przejazdów. Samo mycie rolki i doładowywanie pobierało średnio około 15 W, a suszenie około 8 watów. Samego suszenia nie da się wyłączyć, co początkowo uznałem za potencjalnie irytujące, ale sam proces jest cichy i energooszczędny, więc w praktyce nie był problemem nawet w nocy. Bardziej przeszkadza mi brak wyboru niż samo działanie tej funkcji.
Podczas zwykłego sprzątania T90 PRO OMNI nie jest przesadnie głośny, choć poziom hałasu mocno zależy od trybu i wykończenia pomieszczenia. W trybie maksymalnym zmierzyłem około 56-58 dBA, w trybie Max Plus 64-68 dBA, trybie standardowym 53-55 dBA, a w trybie cichym 52-54 dBA, co było zależne od pozycji robota oraz odległości (2-4 metry).

Specyfikacja podaje zaś 60 dBA dla standardowego odkurzania i 60 dBA dla standardowego odkurzania z mopowaniem, więc moje pomiary mieszczą się w oczekiwanym obrazie pracy robota w normalnym mieszkaniu. Tryb cichy i standardowy da się zaakceptować w tle, a to szczególnie przy pracy w innym pokoju, ale już taki Max Plus jest już wyraźnie słyszalny. Najgłośniejsze pozostaje opróżnianie pojemnika przez stację, ale już samo mycie wałka potrafi dać się we znaki:
Specyfikacja mówi o 71 dBA w trybie cichym i 76 dBA w trybie standardowym dla zbierania kurzu, więc nocne sprzątanie z pełnym cyklem stacji nie będzie najlepszym pomysłem. Sam robot może jeszcze przejść przez mieszkanie bez większego problemu, ale baza podczas opróżniania przypomina o sobie krótko i bardzo konkretnie.
Test ECOVACS DEEBOT T90 PRO OMNI – podsumowanie
ECOVACS DEEBOT T90 PRO OMNI za około 2800 zł jest jednym z tych robotów, które najlepiej oceniać nie przez samą moc ssania, ale przez cały system pracy. 30000 Pa, wałek mopujący OZMO Roller 3.0, stacja OMNI, automatyczne opróżnianie pojemnika, mycie rolki, suszenie i obsługa czystej oraz brudnej wody składają się tutaj na sprzęt, który faktycznie potrafi przejąć dużą część codziennego dbania o podłogi. Nie jest całkowicie bezobsługowy, bo nadal trzeba dolewać wodę, opróżniać zbiornik brudnej wody, pilnować worka, reagować na nietypowe przeszkody i czasem poprawiać mapę, ale zmienia charakter sprzątania z ręcznej pracy w nadzorowanie całego żmudnego procesu.

Największą zaletą pozostaje mopowanie. Wałek działa wyraźnie lepiej niż klasyczne nakładki, dobrze radzi sobie przy regularnym sprzątaniu, dojeżdża blisko listew i pomaga utrzymać podłogi w stanie, w którym ręczne mycie może być znacznie rzadsze. Odkurzanie również wypada bardzo dobrze, szczególnie na twardych podłogach, a system ograniczający plątanie włosów spisuje się wzorowo, ale nigdy tego nie zobaczycie, bo włosów na szczotce po prostu nie zauważycie. Podoba mi się też wygląd i wykonanie stacji, sensowny poziom hałasu podczas zwykłej pracy oraz fakt, że robot potrafi doładować akumulator w trakcie zadania i wrócić do sprzątania bez kończenia pracy w połowie.

Najwięcej zastrzeżeń mam do aplikacji i kilku decyzji konstrukcyjnych. Polskie tłumaczenie bywa słabe, Agent Mode potrafi przejąć zbyt dużą kontrolę nad sposobem sprzątania, brakuje osobnego mopowania bez odkurzania, górny panel robota trzyma się zbyt słabo, a pojemniki na wodę mogłyby być sztywniejsze w sekcji z zabezpieczeniem oraz zawiasem. Nawigacja robota najczęściej działa dobrze, ale zdarzają się momenty zbyt długiego namysłu, błądzenia mimo poprawnej pozycji na mapie albo błędnego odczytania lustra czy nogi stolika. Mimo tego DEEBOT T90 PRO OMNI oceniam bardzo dobrze, bo jego wady nie przekreślają najważniejszego – jest to skuteczny robot do regularnego utrzymywania podłóg w czystości, a to szczególnie w mieszkaniach z dużą ilością twardych powierzchni, gdzie mopowanie jest większym problemem niż samo odkurzanie.

