Właśnie dlatego zainteresował mnie nowy Genesis Croix de Fer 60. Brytyjski producent zelektryfikował jeden ze swoich najbardziej rozpoznawalnych stalowych rowerów przygodowych, ale nie próbował przy tym zrobić z niego ciężkiego e-bike do bicia rekordów mocy i zasięgu. Powstał w efekcie klasyczny gravel, który dostał elektryczne wspomaganie niemal na wszelki wypadek.

Stalowy Genesis Croix de Fer dostał silnik
Croix de Fer jest jednym z rowerów, które pomogły zdefiniować kategorię uniwersalnych maszyn do jazdy po asfalcie, szutrze i podczas dłuższych wypraw. Nowa wersja 60 zachowuje ten charakter. Bazuje na zmodernizowanej ramie wykonanej ze stali Reynolds 725, ma widelec z włókna węglowego oraz miejsce na opony o szerokości do 47 mm. Producent deklaruje, że rower ma sprawdzać się zarówno podczas bikepackingu, codziennych dojazdów, jak i dłuższych wypraw. Nie jest więc wyścigowym gravelem, który przypadkiem dostał silnik, a wszechstronną maszyną przygodową, której elektryka ma poszerzyć możliwości.
Czytaj też: Mniej masy, więcej skoku i znacznie więcej odwagi. Canyon zmienił charakter roweru Luxa

Najważniejszą zmianą jest zastosowanie lekkiego systemu Mahle XS z silnikiem X20 umieszczonym w tylnej piaście. Napęd oferuje do 65 Nm momentu obrotowego i ma być czymś w rodzaju dodatkowego biegu uruchamianego na stromym podjeździe, podczas walki z wiatrem albo wtedy, gdy nogi zaczną odmawiać współpracy. Właśnie takie podejście ma najwięcej sensu w gravelu dla rowerzysty, który nie chce zamieniać jazdy we wspomaganą ciągle przygodę. Elektryka w takich scenariuszach nie powinna całkowicie wyręczać rowerzysty, bo wtedy łatwo zgubić charakter jazdy. Znacznie ciekawsze jest wspomaganie, które przez większość trasy pozostaje niemal niewidoczne, ale pozwala dojechać dalej lub wybrać trudniejszą trasę.
W Genesis Croix de Fer 60 akumulator można wyjąć jak bidon
System jest zasilany przez wyjmowany akumulator eX1 o pojemności 171 Wh, montowany w miejscu przypominającym klasyczny koszyk na bidon. Można go zdjąć z roweru i naładować przy biurku, a poza ładowarką obsługuje również USB-C. Dla osób dojeżdżających do pracy albo podróżujących z sakwami może to być znacznie wygodniejsze niż wożenie ciężkiego zasilacza. Ten sam przewód może posłużyć do telefonu, nawigacji, oświetlenia i akumulatora roweru.

Producent mówi o zasięgu wynoszącym do 55 km, ale jak zawsze przy e-bike’ach rzeczywisty wynik będzie zależał od trasy, masy użytkownika, poziomu wspomagania, temperatury i warunków pogodowych. Nie traktowałbym więc tej wartości jak gwarancji. Mały akumulator jest jednak świadomym kompromisem, bo cały system wspomagania dodaje do roweru około 2,5 kg, a po wyjęciu akumulatora i tak pozostaje około 1,4 kg dodatkowej masy z powodu m.in. silnika.
Czytaj też: Nie gravel i nie klasyczna szosa. Rower Dogma X celuje w bogaty środek między bólem a prędkością
Croix de Fer 60 można więc nadal traktować jak zwykły rower w każdej sytuacji. Nie powinien zmieniać się w ciężką maszynę, którą po rozładowaniu trzeba siłą dopchać do domu. Zwłaszcza że Genesis nie ograniczył się do przyczepienia napędu do przypadkowej konfiguracji. Rower otrzymał grupę Shimano GRX RX820 2×12, koła Amplitude G-100 przystosowane do systemu bezdętkowego oraz opony Maxxis Rambler 700x45c.

Całość wygląda w efekcie jak klasyczny, dobrze wyposażony gravel wyprawowy. Silnik jest w dużej mierze zasłonięty przez kasetę i tarczę hamulcową, a akumulator można szybko zdemontować. Z pewnej odległości trudno byłoby więc rozpoznać, że mamy do czynienia z elektrycznym rowerem.
Cena Genesis Croix de Fer 60 studzi rowerowy entuzjazm
Genesis Croix de Fer 60 kosztuje 4499,99 funtów lub 5199 euro, czyli po przeliczeniu około 22000 zł. Mówimy więc o bardzo drogim rowerze i nawet jak na rynek elektrycznych graveli. Stalowa rama Reynolds, kompletny napęd Shimano GRX i lekki system Mahle częściowo wyjaśniają tę kwotę, ale nie zmieniają faktu, że Croix de Fer 60 pozostanie sprzętem dla wąskiego grona odbiorców. Za podobne pieniądze można kupić mocnego e-bike’a z dużo większym akumulatorem albo bardzo dobrze wyposażony klasyczny gravel bez wspomagania.

Czytaj też: Elektryczny rower dostał moc małego motocykla. Ariel Rider przesuwa granicę absurdu
Tyle że Genesis nie próbuje rywalizować samymi liczbami. Firma sprzedaje subtelność, niską masę dodatkową i zachowanie charakteru klasycznego Croix de Fer. Nie każdy uzna taki zestaw cech za wart ponad 20000 zł, ale sam kierunek uważam za znacznie ciekawszy od kolejnego elektrycznego kolosa z akumulatorem wypełniającym niemal całą dolną rurę. Możliwe, że właśnie tak będzie wyglądać kolejny etap rozwoju rowerów elektrycznych. Zamiast coraz cięższych akumulatorów i coraz mocniejszych napędów dostaniemy lżejsze systemy, które nie zmieniają roweru w zupełnie inną kategorię pojazdu.

