Nie gravel i nie klasyczna szosa. Rower Dogma X celuje w bogaty środek między bólem a prędkością

Przez lata rowery szosowe sprzedawały bardzo prostą obietnicę – będziesz szybki, ale zapłacisz za to plecami, nadgarstkami i niewygodną pozycją. Oczywiście zawsze dało się kupić coś wygodniejszego, ale było to okupione kosztem zrezygnowania z prawdziwej prędkości. Pinarello Dogma X drugiej generacji jest właśnie takim rowerem. Widzę w nim pewien kompromis na dwóch kołach.
Nie gravel i nie klasyczna szosa. Rower Dogma X celuje w bogaty środek między bólem a prędkością

Firma Pinarello przedstawia nową Dogmę X jako rower szosowy nastawiony na wysokie tempo, ale z większą tolerancją na długie dystanse, gorsze drogi i mniej ekstremalną pozycję. Producent nie próbuje więc tu stworzyć “łatwej” wersji Dogmy F dla przypadkowych amatorów, tylko rower dla ludzi, którzy chcą czuć wyścigowe DNA, ale niekoniecznie mają ciało i/lub zadatki na zawodowca. Różnica wbrew pozorom jest istotna. Klasyczna szosa wyścigowa potrafi być genialna, ale tylko wtedy, gdy użytkownik jest w stanie wykorzystać jej charakter, a Dogma X próbuje ten problem obejść bez rezygnowania z ambicji.

Wygoda roweru Dogma X to nie kapitulacja

Najbardziej praktyczna zmiana? Prześwit na opony do 35 mm. Jeszcze kilka lat temu taka wartość w rowerze wyglądającym jak broń na szybkie trasy mogła wydawać się podejrzana, ale w czasach mieszania charakteru rowerów nie powinna nas dziwić. Szersza opona oznacza większą objętość powietrza, lepszą przyczepność, wyższy komfort i większą pewność na kiepskim asfalcie, ale nadal nie zmienia Dogmy X w typowego gravela.

Czytaj też: Motocykl w cenie mieszkania? Tak wygląda luksusowy jednoślad bez kompromisów

Pinarello zresztą bardzo dobrze wie, gdzie postawić granicę. Wspomniane 35 mm wystarczy na szybkie szosowe opony bezdętkowego, drogi z popękanym asfaltem czy fragmenty ubitego szutru. Jeszcze większy prześwit zacząłby jednak przesuwać ten rower w stronę innej kategorii, a tak się składa, że producent ma już od tego osobne modele.

Za komfort odpowiada też układ X-Stays 2.0, czyli charakterystyczne tylne widełki z czteropunktowym połączeniem. Pinarello twierdzi, że nowa geometria lepiej rozprasza drgania, a niższy punkt mocowania ogranicza nerwowe odbicie tyłu na nierównościach. Nie można jednak mylić tego z systemem zawieszenia. Mówimy raczej o kontrolowanej pracy karbonu, geometrii i opony.

Właśnie tu widać szerszy trend. Podobny problem co do ukategoryzowania rowerów pojawiał się przy Salsie Wanderosa z pełnym zawieszeniem, barankiem i silnikiem, a z innej strony także przy ultralekkich elektrycznych szosach pokroju Origine Newtone czy Megamo Upon z napędem DJI Avinox. Rowerowa przyszłość nie musi wyglądać jak kosmiczny prototyp. Czasem przypomina klasyczną ramę, w której kilka milimetrów, kilka warstw włókna węglowego i kilka decyzji projektowych zmienia cały sens jazdy.

Aerodynamika nadal jest ważna, ale nie dominuje

Do tego dochodzi włókno węglowe Toray M40X, które Pinarello przeniosło do Dogmy X po doświadczeniach z modelami X-Light i rowerami rozwijanymi przy topowych konstrukcjach marki. Producent obiecuje przy tym znacznie lepszy stosunek sztywności do masy.

Czytaj też: Wskrzesili spalinowe marzenie sprzed sześciu dekad. V8 i ręczna skrzynia robią swoje

Jeśli już przy ramie jesteśmy, to rura dolna tego modelu została zwężona i wyprofilowana aerodynamicznie, przód jest mocniej zintegrowany, przewody zostały poprowadzone wewnętrznie, a eliptyczna rura sterowa ma poprawiać sztywność skrętną oraz opływ powietrza. W zestawie pojawia się też zintegrowany kokpit MOST Talon Ultra Fast, który jest znany z najbardziej zaawansowanych rowerów szosowych firmy Pinarello.

Rower Dogma X występuje również w aż jedenastu rozmiarach ramy. Taki zakres nie jest przypadkiem, bo przy sprzęcie tej klasy dopasowanie pozycji jest kluczowe. Nawet najlepsze włókno węglowe nie pomoże bowiem, jeśli użytkownik będzie ratował się przypadkowym mostkiem i wieżą podkładek.

Cena przypomina, że przyszłość najpierw trafia do bogatych

Dogma X pokazuje nie tyle przyszłość kolarstwa dla każdego, ile przyszłość kolarstwa dla tych, którzy nie chcą już wybierać między prędkością a rozsądkiem. Nadal trzeba zapłacić za taki rower kwotę z innego świata, ale kierunek wydaje się sensowny – mniej kultu cierpienia, więcej realnej szybkości na realnych drogach. Dla mnie brzmi to jak jedna z dojrzalszych form rowerowego postępu.

Czytaj też: Ma 8 litrów pojemności i ponad 500 KM. Najbardziej absurdalny motocykl świata pod młotkiem

Dogma X będzie dostępna w konfiguracjach z Shimano Dura-Ace Di2 2×12, SRAM Red AXS 2×12 oraz Campagnolo Super Record 13. Do tego dochodzą koła Princeton Grit 4540 Evolution albo Campagnolo Bora Ultra WTO 45, tarcze 160 mm z przodu i 140 mm z tyłu, kompatybilność z SRAM UDH, wewnętrzne prowadzenie przewodów eTiCR, włoski suport i dedykowana sztyca z tytanowym zaciskiem drukowanym w 3D. Wersja z Shimano Dura-Ace Di2 ma ważyć 7,06 kg w rozmiarze 53 cm.

Cena szybko studzi zachwyt. Sama rama kosztuje 6700 euro, czyli po przeliczeniu około 28900 zł, a kompletne rowery startują od 14900 euro, więc po przeliczeniu około 64200 zł. Takich kwot nie da się obronić argumentem o “opłacalności”. Dogma X jest luksusowym narzędziem sportowym, pokazem technologii i rowerem dla bardzo wąskiej grupy ludzi. Nie ma sensu udawać inaczej.

Źródła: Pinarello

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.