Motocykl w cenie mieszkania? Tak wygląda luksusowy jednoślad bez kompromisów

Techniczny postęp nie zawsze oznacza wyrzucenie starego silnika. Czasami przyszłość przychodzi inaczej, bo jako obsesja na punkcie materiałów, ręcznej obróbki, dziwnych rozwiązań konstrukcyjnych i finalnie samej ceny, której producent nie chce nawet wypowiadać na głos. Tak to już jednak jest z mechanicznymi manifestami, do których zalicza się właśnie Brough Superior Dagger S.
Motocykl w cenie mieszkania? Tak wygląda luksusowy jednoślad bez kompromisów

Brough Superior Dagger S na pierwszy rzut oka może zostać wrzucony do worka z cruiserami, nakedami albo luksusowymi streetfighterami, ale żadna z tych etykiet nie pasuje do niego idealnie. Cruiser sugeruje bowiem luźną pozycję motocyklisty, nogi wysunięte do przodu, spokojne toczenie się bulwarem w towarzystwie warkotu silnika z charakterem. Dagger S wygląda natomiast tak, jakby ktoś wziął brytyjską legendę, francuską manufakturę, włókno węglowe i tytan, a następnie spróbował z tego zrobić motocykl. Dlatego tak bardzo podoba mi się określenie go mianem Bruisera.

Brough Superior Dagger S nie jest cruiserem. Takie określenie robi mu krzywdę

Brough Superior nie udaje masowego producenta i nie próbuje przekonywać, że Dagger S ma sens w świecie normalnych rachunków. Ten sprzęt istnieje w tej samej przestrzeni, co mechaniczne zegarki za dziesiątki tysięcy euro, rowery szosowe pełne włókna węglowego kupowane bardziej sercem czy supersamochody, których właściciele nie pytają nawet o koszt przeglądu. Nie jest to oczywiście unikat na rynku motocykli, bo podobny sposób myślenia widać przy Blacksheep One, gdzie elektryczny napęd, chłodzenie i metalowe elementy konstrukcyjne potraktowano jak część charakteru maszyny, a nie coś, co trzeba schować pod plastikową osłoną. Dagger S robi coś podobnego, tylko po staremu, bo nie przez elektryczny silnik osiowy, lecz przez spalinową mechanikę doprowadzoną do poziomu eksponatu.

Czytaj też: Rozsądek? Nie stwierdzono. Osiem cylindrów, dwa suwy i 280 KM w motocyklu to wręcz zemsta na ekologii

Mechanicznie Dagger S nie przynosi wielkiego przewrotu względem zwykłego Daggera. Sercem motocykla pozostaje chłodzony cieczą V-twin o pojemności 997 cm³, kącie rozwarcia cylindrów 88 stopni, czterech zaworach na cylinder i zgodności z normą Euro 5. Moc? 102 koni mechanicznych, czyli około 75 kW, przy 9600 obr./min oraz 87 Nm momentu obrotowego przy 7300 obr./min. Nie są to więc parametry, które mają zawstydzać sportowe motocykle, bo te przekraczają często poziom 200 KM.

Czytaj też: Chiński super motocykl poleciał 315,82 km/h. Ciężko teraz udawać, że nic się nie dzieje

Tyle tylko, że Brough Superior nie prowadzi tutaj wojny na tabelki. Dagger S nie ma miażdżyć konkurencji mocą, przyspieszeniem i elektroniką, bo od tego są inne maszyny. Jego zadaniem jest wyglądać, działać i kosztować tak, żeby na zawsze zapadać w pamięć. Właśnie dlatego ważniejszy od samego silnika wydaje mi się cały kontekst konstrukcyjny. Rama i subframe są wykonane z tytanu, przednie zawieszenie typu Fior wykorzystuje elementy obrabiane CNC z aluminium oraz tytanowe łączniki, a z tyłu pracuje aluminiowy wahacz zintegrowany z karterami silnika. Do tego dochodzą 17-calowe, obrabiane aluminiowe koła, przednie tarcze hamulcowe 320 mm i tylna opona 200/55 R17. Masa wynosi 200 kg, a producent deklaruje jej rozkład 50/50.

Cena jest częścią spektaklu, nawet jeśli producent jej nie pokazuje

Najbardziej wymowny element Daggera S nie znajduje się jednak przy silniku, ramie ani zawieszeniu. Znajduje się w cenniku, którego właściwie nie ma. Oficjalna strona Brough Superior informuje, że Dagger i Dagger S będą kosztować tyle samo niezależnie od sposobu zamówienia, ale samej kwoty nie podaje. Zewnętrzne źródła sugerują jednak, że mówimy o poziomie znacznie powyżej 70 tys. euro, czyli około 300 tys. zł, a pojawiają się też spekulacje o około 370 tys. zł.

Czytaj też: Triumph na sterydach, ale innych niż się spodziewasz. Taki motocykl ma podwójny sens

Wszystko to sprawia, że Dagger S nie jest dla mnie konkurentem Ducati, Harleya, Triumpha czy jakiegokolwiek sensownie wycenionego nakeda. Jest raczej motocykl dla kogoś, kto chce mieć rzecz wyglądającą jak fizyczny dowód na to, że mechaniczna przyszłość nie musi być produkowana masowo, cicha i racjonalna. Czasami może być właśnie taka – wręcz szalona.

Źródła: RideApart, Brough Superior

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.