Trzy minuty i 41 sekund do 70 procent. Chiny przyspieszają wojnę na ładowarki

Przez lata samochody elektryczne próbowały dogonić spalinowe przede wszystkim zasięgiem. Tyle że kierowcy nie porównują obu napędów wyłącznie przez pryzmat tego, jak daleko mogą zajechać. Równie ważne jest to, co dzieje się później. Jeden samochód tankuje się w kilka minut, a drugi musi najpierw znaleźć odpowiednią ładowarkę, a następnie zostać przy niej znacznie dłużej. Mam jednak wrażenie, że właśnie ten problem zaczyna zmieniać swój charakter.
Trzy minuty i 41 sekund do 70 procent. Chiny przyspieszają wojnę na ładowarki

Chińscy producenci zeszli już z kilkudziesięciu do kilkunastu minut, a teraz walczą o pojedyncze minuty i sekundy. Najnowszy test marki Hongqi pokazuje, że przyszłość, w której ładowanie elektryka trwa mniej więcej tyle, ile zwykły postój na stacji, nie jest już czystą fantazją. Nadal jednak nie trafiła na parkingi i moim zdaniem wdrożenie tego typu stacji zajmie nie kilka lat, a całe dekady. Oczywiście zależnie od kraju oraz miejscowości.

Hongqi zeszło z ładowaniem samochodu poniżej 4 minut

Należąca do koncernu FAW luksusowa marka Hongqi przetestowała prototypowy akumulator, który przy temperaturze 25°C naładował się od 10 do 70 procent w 3 minuty i 41 sekund. Po 8 minutach i 3 sekundach osiągnął już 97 procent. Dla porównania druga generacja akumulatora Blade firmy BYD potrzebuje około 5 minut na przejście od 10 do 70 procent. Hongqi urwało więc minutę i 19 sekund, co w wyścigu o skrócenie postoju do czasu tankowania samochodu spalinowego jest już znaczącą różnicą.

Czytaj też: Roboty walczą do upadłego – nawet bez głów! Chiny otwierają erę futurystycznych zmagań

Najważniejsza różnica dotyczy gotowości produkcyjnej. Akumulatory BYD pracują już w seryjnych samochodach, podczas gdy Hongqi nie podało modelu, terminu wdrożenia ani ceny nowego rozwiązania. Nie znamy też jego pojemności i trwałości. Prototyp pokazuje więc możliwości zaplecza badawczego, ale nie zmienia jeszcze sytuacji kierowcy stojącego przy ładowarce.

Test został jednak przeprowadzony w sprzyjającej temperaturze, a producent nie podał pojemności, masy ani gęstości energii pakietu. Nie wiemy też, jaki zasięg oznaczało odzyskane 60 punktów procentowych. Sam czas robi wrażenie, ale nie opisuje jeszcze kompletnego akumulatora gotowego do seryjnego samochodu.

Ładowanie samochodu elektrycznego z mocą 12C robi wrażenie

Prototyp Hongqi osiągnął szczytową szybkość ładowania na poziomie 12C. W uproszczeniu współczynnik 1C oznacza możliwość uzupełnienia całej pojemności w godzinę, a 12C teoretycznie skraca ten czas do pięciu minut. W praktyce moc stopniowo spada wraz ze wzrostem naładowania i temperatury. Skala pozostaje jednak ogromna. Gdyby pakiet o pojemności 100 kWh przyjmował chwilowo 12C, to moc ładowania sięgałaby 1,2 MW. Hongqi nie zdradziło zaś pojemności prototypu, więc jest to jedynie przykład, ale dobrze pokazuje, dlaczego powtórzenie takiego wyniku wymaga czegoś więcej niż zwykłej szybkiej ładowarki.

Czytaj też: Największa kopalnia świata zaskoczyła. Chiny wręcz wygrały na loterii

Jak z kolei udało się to w ogóle tej firmie? Wedle informacji Hongqi opracowała specjalny elektrolit o niskiej energii desolwatacji, który ma ułatwiać jonom litu przemieszczanie się w ogniwie. Do tego doszła anoda pokryta kompozytem węglowym, co według producenta obniżyło opór wewnętrzny ogniw o 15 procent. Dla mnie właśnie ten wynik jest ciekawszy od samego czasu ładowania, bo mocniejsza ładowarka pomaga tylko do momentu, w którym ograniczeniem staje się chemia. Hongqi próbuje przesunąć właśnie tę granicę i na tym nie przestaje.

Tak szybkie ładowanie generuje ogromne ilości ciepła, dlatego Hongqi zastosowało aktywne chłodzenie cieczą i system dynamicznie regulujący dostarczaną moc. Podczas testu różnica temperatur pomiędzy poszczególnymi częściami pakietu nie przekroczyła 3°C. Ma to ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa i trwałości, bo nierównomiernie rozgrzewające się ogniwa starzeją się w różnym tempie. System kontroluje więc temperaturę, napięcie oraz poziom naładowania i na bieżąco ogranicza moc, gdy parametry zbliżają się do ustalonych granic.

Jeden test nadal nie odpowiada jednak na pytanie, jak akumulator zachowa się po setkach lub tysiącach takich sesji. Hongqi nie pokazało również wyników podczas mrozu, upału ani po kilku latach użytkowania. Firma udowodniła więc, że potrafi wykonać sprint. Teraz musi pokazać, czy jej akumulator wytrzyma maraton.

Megawatów nie dostarczy zwykły słupek

Wyścig o szybsze ładowanie przenosi problem z samochodu na infrastrukturę. Stworzenie akumulatora zdolnego przyjąć ponad megawat nie oznacza, że taką moc będzie można łatwo dostarczyć przy każdej autostradzie. Megawatowe ładowarki wymagają mocnych przyłączy, modernizacji lokalnej sieci albo magazynów energii, które wcześniej gromadzą prąd, a następnie oddają go samochodowi w krótkim czasie. Taka stacja zaczyna przypominać niewielką instalację przemysłową, a nie byle zwykły słupek na parkingu.

Czytaj też: Chiny znów zaskoczyły. Najszybciej samorozładowujący się statek świata ma w ogóle sens?

Chiny mają przewagę, bo rozwijają równocześnie samochody, akumulatory i sieć ładowania. Testują również systemy wymiany całych pakietów, które mogą skrócić postój do około dwóch minut. Możliwe więc, że przyszłość nie wybierze jednej metody. W domu samochody będą ładowane wolniej, przy trasach skorzystają z punktów megawatowych, a floty mogą wymieniać całe akumulatory.

Przyszłość dotarła do laboratorium

Jeśli Hongqi przeniesie swoją technologię akumulatorów do produkcji bez dramatycznego wzrostu ceny i szybkiej degradacji ogniw, to postój elektrycznego samochodu elektryka może rzeczywiście skrócić się do czasu potrzebnego na rozprostowanie nóg. Wtedy problemem przestanie być sam akumulator. Pozostanie jednak pytanie, gdzie znaleźć ładowarkę zdolną dostarczyć w kilka minut energię, którą przeciętne mieszkanie zużywa przez wiele tygodni.

Źródła: CNEVPost, CarNewsChina

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.