Netflix przypomni jak to było za czasów kablówki? Nowe doniesienia są totalnie bez sensu

Dzieciństwo wielu z nas to dorastanie z zupełnie innym rodzajem telewizji, niż ja znamy dzisiaj. Nie można sobie po prostu było wybrać czegoś w streamingu, tylko było zdanym na łaskę stacji telewizyjnej oraz niekończące pasma przerw reklamowych, które “za starych, dobrych czasów” w trakcie kultowego filmu potrafiły trwać pół godziny. Krążą słuchy, że Netflix nie miałby nic przeciwko takiemu rozwiązaniu.
Netflix przypomni jak to było za czasów kablówki? Nowe doniesienia są totalnie bez sensu

Od lat giganci streamingowi przyzwyczajali nas do nowoczesnego myślenia, że tradycyjna telewizja z jej sztywnymi ramówkami i nużącymi blokami reklamowymi to relikt przeszłości. Netflix zbudował swoje globalne imperium na obietnicy całkowitej wolności wyboru oglądania tego, na co i kiedy mamy ochotę. Teraz na naszych oczach historia chyba próbuje zatoczyć koło i znów nas wcisnąć w tamtą epokę.

Netflix rozważa przywrócenie telewizji jak kiedyś. Czy ktokolwiek się na to pisze?

Jak wynika z najnowszego raportu opublikowanego przez dziennikarzy The Wall Street Journal, wewnętrzne analizy Netflixa musiały wywołać spore poruszenie wśród kierownictwa podczas dorocznego przeglądu strategii biznesowej. Choć słupki finansowe wyglądają w zasadzie, jakby się nie można było do niczego przyczepić, zyski rosną, a baza subskrybentów utrzymuje stabilny poziom przy minimalnym poziomie odejść, to i tak panuje konsternacja.

Netflix

Wszystko przez jeden kluczowy wskaźnik, który zaczął niepokojąco spadać. Straty zaczęły się pojawiać w czasie, jaki użytkownicy spędzają na aktywnym oglądaniu produkcji wewnątrz aplikacji. W świecie współczesnych mediów, gdzie uwaga klienta jest najcenniejszą walutą, spadek zaangażowania to pierwszy, niezwykle wyraźny sygnał ostrzegawczy przed nadchodzącym odpływem klientów do konkurencji lub zmianą ich przyzwyczajeń.

Zjawisko to doskonale zna każdy, kto po ciężkim dniu pracy spędził pół godziny na bezwiednym przewijaniu kafelków w menu głównym w poszukiwaniu idealnego filmu, by ostatecznie wyłączyć telewizor ze znużenia. Nadmiar opcji często paraliżuje. Co więcej, dotychczasowe motory napędowe platformy tracą impet. Dane pokazują, że drugie sezony tak głośnych i kosztownych produkcji jak “Avatar: Ostatni władca wiatru”, “One Piece”, “Running Point” czy wielokrotnie nagradzana “Awantura” zanotowały zauważalne spadki oglądalności w porównaniu do swoich premierowych odsłon.

Czytaj też: Netflix potwierdza wielką zmianę w Polsce. Nadchodzą reklamy

W odpowiedzi na te wyzwania Netflix rozważa wprowadzenie rozwiązań, które jeszcze dekadę temu uznałby za przestarzałe i sprzeczne ze swoją filozofią, a teraz widzi łatwy sposób na zarobek poprzez zwiększenie szansy na przyciągnięcie uwagi klientów.

Netflix chce kablówki 2.0?

Ta metoda to wprowadzenie na platformie specjalnych kanałów, które przez całą dobę miałyby włączoną jakąś treść, czyli dokładnie tak samo, jak miało to miejsce w erze jeszcze przed wybuchem streamingu. Użytkownik mógłby po prostu kliknąć w kafelek dedykowany na przykład produkcjom z gatunku K-drama, filmom dokumentalnym o tematyce sportowej czy serialom kryminalnym i natychmiast dołączyć do trwającej właśnie emisji. Rozwiązanie to całkowicie zdejmuje z widza ciężar decyzyjny i pozwala na tak zwane oglądanie pasywne, idealne do posiłku czy relaksu po pracy – tak to ładnie w słowa ubiera Netflix.

Drugim kluczowym elementem nowej strategii ma być łączenie subskrypcji. Według źródeł zbliżonych do sprawy, Netflix prowadzi zaawansowane rozmowy mające na celu umożliwienie zakupu dostępu do innych platform streamingowych bezpośrednio wewnątrz swojej aplikacji. Kafelki zewnętrznych usług pojawiałyby się na ekranie głównym tuż obok autorskich produkcji platformy.

To bezpośrednia odpowiedź na działania Amazona (Prime Video) oraz Apple TV+, które od dłuższego czasu z powodzeniem funkcjonują jako agregatory treści, pozwalając konsumentom na wygodne zarządzanie wieloma abonamentami w ramach jednego ekosystemu płatności i jednej aplikacji. Netflix testuje już podobne partnerstwa w Europie (we Francji z grupą TF1) i planuje ekspansję tego modelu na kolejne rynki.

Dla Netfliksa to także potężny zastrzyk energii dla dynamicznie rozwijającego się pionu reklamowego. Transmisje na żywo oraz linearne kanały tematyczne to środowisko, w którym reklamodawcy czują się jak ryba w wodzie. Niestety przez rosnące ceny wszystkiego, w tym platform streamingowych, widzowie coraz chętniej wybierają tańsze modele z reklamami, a do tego w czasie rzeczywistym ich ominąć nie mogą, stając się potencjalnym klientem, a to jest coś, na co żaden inwestor nie spojrzy obojętnie.

Źródła: wsj, theverge

Bartosz GabiśB
Napisane przez

Bartosz Gabiś

Redaktor
Od lat logistyk i project manager, który postanowił w pewnym momencie, że pora zmienić coś w życiu i warto odnowić marzenia z lat szkolnych. Tak zaczęła się moja przygoda z dziennikarstwem, którą udało się połączyć z pasją do technologii, a szczególnie z tą starą jak discmany, walkmany i telefony z klapką. Niestety takie sformułowanie zdania, uświadamia mi własny wiek, ale cóż! Takie jest właśnie życie i to w nim jest najciekawsze.