Fuzja jądrowa przestała tylko grzać plazmę. Amerykański startup wyciągnął z niej prąd

Fuzja jądrowa ciągle o sobie przypomina. Przez ostatnie lata słyszeliśmy o kolejnych rekordach temperatury, dłuższym utrzymaniu plazmy, lepszych magnesach, większych tokamakach i coraz odważniejszych harmonogramach. Wszystko to było ważne, ale gdzie tu konkrety interesujące typowego Kowalskiego? Właśnie taki konkret otrzymaliśmy, a to dzięki najnowszemu eksperymentowi amerykańskiej firmy Realta Fusion, która wreszcie spróbowała zaczerpnąć prąd z plazmy.
Fuzja jądrowa fot. PPPL

Fuzja jądrowa fot. PPPL

Mimo upływu dekad, produkcja prądu nie uległa aż tak dużej zmianie u samych podstaw. W wielu przypadkach typowych elektrowni ciągle coś podgrzewamy, potem tym ciepłem wytwarzamy parę albo napędzamy inny obieg roboczy, a na końcu turbina i generator zamieniają cały ruch w energię elektryczną. Elektrownie węglowe, gazowe, jądrowe i planowane elektrownie fuzyjne w dużej mierze stoją na tej samej logice. Różni się jedynie źródło ciepła, ale sama ścieżka do prądu bywa zaskakująco staroświecka.

Fuzja jądrowa od dawna obiecuje przyszłość, ale zwykle kończy na cieple

Przy temacie fuzji jądrowej brzmi to szczególnie przewrotnie. Mówimy przecież o technologii, która ma odtwarzać procesy z gwiazd, działać bez emisji dwutlenku węgla na etapie produkcji energii i potencjalnie zapewnić ludzkości stabilne źródło mocy na całe dekady. Po czym nagle okazuje się, że na końcu tej wizji nadal bardzo często stoi układ cieplny, turbina, ograniczenia materiałowe, sprawność obiegu i cała klasyczna inżynieria, która nie znika tylko dlatego, że źródłem energii jest plazma.

Czytaj też: Fuzja jądrowa to już nie przyszłość. Energia gwiazd dostała pozwolenia i działkę

Tego typu problem pojawia się również przy chłodzeniu reaktorów fuzyjnych ciekłym litem, gdzie sama kontrola temperatury i ochrona elementów przed ekstremalnym środowiskiem stają się osobnym polem walki. Widać go też przy diagnostyce plazmy w projekcie JT-60SA, bo nawet obserwowanie tego, co dzieje się wewnątrz urządzenia fuzyjnego, wymaga specjalistycznych narzędzi. Fuzja nie jest więc jedną przeszkodą do przeskoczenia. Jest to raczej cała seria przeszkód ustawionych jedna za drugą.

Realta Fusion zrobiła coś małego, ale symbolicznie bardzo dużego

W tym kontekście Realta Fusion z Madison w stanie Wisconsin pokazała rzecz, którą łatwo źle zrozumieć. Firma nie uruchomiła bowiem właśnie elektrowni fuzyjnej. Nie pokazała dodatniego bilansu energetycznego. Nie udowodniła też, że za kilka lat każdy dom będzie zasilany z miniaturowego Słońca w pudełku. Zrobiła coś znacznie węższego, ale moim zdaniem nadal ważnego. bo przekształciła część energii kinetycznej plazmy bezpośrednio w energię elektryczną na działającym urządzeniu fuzyjnym.

Demonstracja odbyła się 19 czerwca 2026 roku na urządzeniu Wisconsin HTS Axisymmetric Mirror, czyli WHAM, prowadzonym we współpracy z University of Wisconsin-Madison. Realta określa to jako pierwszy przypadek, w którym prywatna firma fuzyjna zastosowała bezpośrednią konwersję energii plazmy na elektryczność w praktyce, a nie wyłącznie w analizach i projektach. Skala? Niewielka, bo w grę weszło kilka amperów przy napięciu około 100 woltów, czyli jest to poziom wystarczający tylko do zapalenia kilku klasycznych żarówek. Jeśli więc spojrzeć na ten pokaz jako na demonstrację konkretnego mechanizmu, to już robi się ciekawie.

Jak wyjąć prąd z plazmy bez turbiny?

Cała sztuczka Realta Fusion polega na bezpośredniej konwersji energii, określanej skrótem DEC, czyli Direct Energy Conversion. W klasycznym podejściu energia z fuzji w ogromnej części zamienia się w ciepło, które potem trzeba przepchnąć przez obieg termiczny. Realta chce wykorzystać fakt, że część energii plazmy występuje w postaci ruchu naładowanych cząstek. Skoro cząstki mają ładunek i poruszają się z dużą energią, to tym samym można spróbować wyhamować je elektrostatycznie i odzyskać część tej energii jako napięcie oraz prąd.

W praktyce konwerter został zamontowany na jednym końcu zwierciadła magnetycznego. Tego rodzaju konstrukcja różni się od klasycznego tokamaka, który wielu osobom kojarzy się z wielkim pierścieniem. Zwierciadło magnetyczne próbuje utrzymać plazmę za pomocą odpowiedniego układu pól magnetycznych, ale część cząstek naturalnie wydostaje się przez końce układu. Przez lata taka “nieszczelność” była jednym z problemów tej koncepcji, a tu proszę – Realta patrzy na nią inaczej, bo uznaje, że skoro coś i tak ucieka, to można spróbować odzyskać z tego energię.

Czytaj też: Energia słoneczna dostała dziwnie żywy nośnik. Ten materiał przebudowuje sam siebie

Zwierciadła magnetyczne nie są jednak nowością. Ich historia sięga głęboko XX wieku, a sama koncepcja bezpośredniej konwersji energii była opisywana już w latach 70. przez Richarda Posta z Lawrence Livermore National Laboratory. Realta nie wymyśliła więc całego kierunku od zera. Ważne jest raczej to, że prywatna firma połączyła taki konwerter z aktywną plazmą fuzyjną i pokazała działający efekt w konkretnym urządzeniu.

Firma opisuje ten pierwszy prototyp jako jednostopniowy konwerter z trzema drobnymi siatkami, bo uziemioną, odpychającą elektrony i zbierającą jony. Naładowane cząstki wychodzące z plazmy trafiają na układ, który je spowalnia, a ta różnica potencjałów wymusza przepływ prądu w obwodzie. W uproszczeniu przypomina to odzyskiwanie części energii z ruchu, bo wchodzi tutaj w grę hamowanie cząstek wyrzucanych z plazmy.

Część energii przez turbinę, a część prosto z plazmy

Najciekawszy fragment planu Realta Fusion dotyczy przyszłych elektrowni o działaniu wręcz hybrydowym, które firma chciałaby budować od połowy lat 30. XXI wieku. Według obecnych założeń około 80 procent energii z fuzji miałoby trafiać do klasycznego cyklu cieplnego o sprawności do 45 procent. Pozostałe 20 procent miałoby zaś przechodzić przez bezpośredni konwerter energii o projektowanej sprawności powyżej 90 procent.

Tokamak EAST fot. ASIPP

Czytaj też: Twoje panele słoneczne się nie ruszają? No to ominął Cię rosnący trend

Jeśli te liczby kiedykolwiek uda się przenieść z planu do elektrowni, to sens całego rozwiązania będzie oczywisty. Część bezpośrednio odzyskanej energii mogłaby zasilać samo urządzenie, czyli pokrywać koszt energetyczny uruchamiania i podtrzymywania plazmy. Realta twierdzi, że taki układ mógłby poprawić zysk energetyczny i obniżyć koszt kilowatogodziny o 10-20 procent, ale naturalnie od tego miejsca do elektrowni jest jeszcze ogromna odległość. Realta musi pokazać nie tylko wyższe napięcia i większe prądy, ale też pracę w warunkach właściwych dla urządzenia generującego użyteczną moc. Musi rozwiązać kwestie materiałów, neutronów, paliwa, sprawności całego systemu, trwałości konwertera, elektroniki mocy, chłodzenia i ekonomii. Pracy jest więc jeszcze sporo.

Źródła: Realta Fusion

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.