Zaprezentowany właśnie system napędowy X1P przez firmę Gobao uderza prosto w ten rowerowy porządek. Zamiast klasycznego zestawu przełożeń oferuje silnik z eCVT, czyli elektronicznie sterowaną, bezstopniową przekładnią.
X1P nie jest tylko mocnym silnikiem, a próbą zmiany całej filozofii e-bike
Na papierze Gobao X1P wygląda jak kolejny przykład wyścigu na liczby. Mamy bowiem 250 watów mocy ciągłej (prawnie jest więc “czysto”), 1500 watów mocy szczytowej, 150 Nm momentu obrotowego i zakres przełożeń 500%. Do tego dochodzi waga rzędu około 3,85 kg oraz sparowanie z akumulatorami o pojemności 500 Wh, 750 Wh i 900 Wh, które według zapowiedzi mają ładować się do 80% w około pół godziny przy użyciu 30-amperowej ładowarki.
Czytaj też: Zapomnij o lekkim miejskim rowerku, bo e-bike przestały już udawać lekkość

Najważniejsze nie są jednak same waty i niutonometry, tylko to, że X1P rezygnuje z tego, co w rowerze wydaje się prawie święte. Nie potrzebuje klasycznej kasety, tylnej przerzutki ani manetki. Zamiast tego kierowca ustawia preferowaną kadencję, a system sam dobiera przełożenie tak, żeby nogi kręciły możliwie równo niezależnie od nachylenia terenu. W praktyce działa to bliżej skutera niż tradycyjnego roweru, choć oczywiście nadal mówimy o pojeździe napędzanym pedałowaniem, a nie o pełnoprawnym motocyklu wymagającego uprawnień i rejestracji.
Oczywiście sama automatyczna zmiana przełożeń istniała wcześniej, choćby w prostszej formie przy 3-biegowym systemie automatycznym w Air 30 Ultra. Ciekawsze jest to, że Gobao próbuje połączyć napęd, sterowanie i przełożenia w jeden zamknięty układ, który ma myśleć szybciej niż człowiek i zdejmować z niego część mechanicznej obsługi roweru.
eCVT, czyli rower bez klasycznych biegów
Klasyczna przerzutka działa w sposób bardzo zrozumiały. Łańcuch przeskakuje między zębatkami, a rowerzysta czuje mniej lub bardziej wyraźną zmianę przełożenia. Dobre napędy robią to szybko i precyzyjnie, ale nadal mamy konkretne stopnie. Raz ciężej, raz lżej, zawsze skokowo. eCVT idzie inną drogą. Nie daje kilku, kilkunastu albo nawet dwunastu przełożeń. W obrębie określonego zakresu przechodzi między nimi płynnie, bo bez wyczuwalnych skoków.
Czytaj też: Nie wiem, czy to jeszcze rower XC, czy już mały samolot z amortyzatorem

Bierze się to z tego, że w układzie Gobao pracują dwa silniki elektryczne. Jeden odpowiada za właściwe wspomaganie jazdy, a drugi steruje elementem przekładni planetarnej i zmienia przełożenie. Nie mówimy więc tu po prostu o “silniku z przerzutką w środku”. Jest to bardziej sprzężony system napędowy, w którym oprogramowanie, czujniki i mechanika próbują działać jako jedna całość.
Dla mnie to ważne, bo elektryczne rowery od dawna cierpią na problem niedopasowania starej mechaniki do nowych obciążeń. Mocny silnik centralny potrafi traktować łańcuch, kasetę i przerzutkę znacznie ostrzej niż ludzka noga. Oczywiście dobry rowerzysta umie zmieniać biegi pod obciążeniem z wyczuciem, ale wielu użytkowników nie chce się tego uczyć. Chcą wsiąść, pedałować i jechać.
Koniec przerzutki? Jeszcze nie, ale jej pozycja słabnie
Nie wierzę, że klasyczna przerzutka zniknie nagle z rowerów. Mechaniczny napęd ma ogromne zalety, bo jest lekki, względnie tani, znany serwisom i w dobrych wersjach działa znakomicie. Problem polega na tym, że świat mocnych rowerów elektrycznych nie zawsze nagradza prostotę. Tam, gdzie pojawia się 150 Nm momentu obrotowego, ciężki rower, wymagający teren i użytkownik, który chce po prostu wcisnąć tryb wspomagania i podjechać pod ścianę, klasyczna przerzutka zaczyna wyglądać jak element z poprzedniej epoki.
Czytaj też: Halfbike Pro wygląda jak hulajnoga po kursie narciarstwa i rowerowej terapii eksperymentalnej

X1P przenosi masę napędu do centrum roweru, a choć sama jednostka jest cięższa od gołego silnika, to po odjęciu kasety i przerzutki układ zaczyna wyglądać sensowniej, a masa nie wisi na końcu tylnego trójkąta. Brzmi to jak drobiazg, ale w rowerze górskim masa i jej położenie mają znaczenie. Jeszcze większe znaczenie może mieć jednak brak wystającej tylnej przerzutki. Każdy, kto jeździł w terenie albo choćby przewoził rower w bagażniku, zna ten mały lęk przed wygiętym hakiem, uderzoną przerzutką albo napędem, który po kontakcie z kamieniem nagle przestaje współpracować. X1P nie usuwa oczywiście wszystkich problemów mechanicznych, ale usuwa jeden z najbardziej narażonych elementów.
Cena? Taniej nie będzie, ale to dopiero pierwszy etap
Wedle zapowiedzi rowery z Gobao X1P mają startować od około 3300 euro, czyli po przeliczeniu ponad 14000 złotych. Jednocześnie taka cena nie wygląda już absurdalnie na tle mocnych e-MTB. Rynek dawno temu zaakceptował rowery elektryczne kosztujące tyle, ile używany samochód. Różnica polega na tym, że X1P nie sprzedaje tylko mocniejszego podjazdu. Sprzedaje wizję roweru, który sam ogarnia przełożenia, mniej zużywa klasyczny osprzęt i być może daje mniej powodów do wizyty w serwisie. W tym sensie cena może być łatwiejsza do obrony niż przy wielu konstrukcjach, które różnią się od tańszych modeli głównie karbonem, zawieszeniem i logo na ramie.

