Halfbike Pro wygląda jak hulajnoga po kursie narciarstwa i rowerowej terapii eksperymentalnej

Miejska mobilność od kilku lat wygląda dla mnie jak niekończący się konkurs na odpowiedź na jedno pozornie proste pytanie, bo jak tu przenieść człowieka przez miasto szybciej niż pieszo, wygodniej niż komunikacją i bez całej samochodowej otoczki? Hulajnogi elektryczne miały być jedną odpowiedzią. Elektryczne rowery drugą. Te składane rowery trzecią, a choć każda z tych odpowiedzi coś rozwiązała, to żadna nie zamknęła tematu.
Halfbike Pro wygląda jak hulajnoga po kursie narciarstwa i rowerowej terapii eksperymentalnej

Mam też wrażenie, że najciekawsze rzeczy zaczynają się dopiero wtedy, gdy ktoś przestaje udawać, że przyszłość transportu musi wyglądać “normalnie”. Nie każdy pojazd musi być bowiem mniejszym rowerem, lżejszym skuterem albo tańszym samochodem. Czasem pojawia się konstrukcja, która wygląda tak, jakby ktoś połączył hulajnogę, trójkołowiec, orbitrek i narty miejskie, a potem z poważną miną uznał, że to ma sens. Halfbike Pro jest właśnie takim sprzętem.

Halfbike Pro nie chce być zwykłym rowerem. Na tym polega cały problem i cały urok

Halfbike nie jest zupełnie nowym pomysłem, bo bułgarska firma Kolelinia rozwija ten koncept od ponad dekady, ale wersja Pro wygląda jak próba doprowadzenia bardzo niszowego eksperymentu do bardziej dojrzałej formy. Nadal mówimy o pojeździe bez siodełka, na którym stoi się podczas jazdy, trzyma stałą kierownicę i skręca przez przenoszenie masy ciała. Producent opisuje to jako połączenie biegania, jazdy na rowerze i narciarstwa, bo jazda na tym czymś wymaga pracy całego ciała, a opanowanie sprzętu może zająć mniej więcej tydzień. Prędkość przelotowa wynosi zaś około 20 km/h, więc nie mówimy o zabawce do toczenia się po chodniku, tylko o czymś, co rzeczywiście może pełnić rolę miejskiego środka transportu.

Czytaj też: Rower marzeń? Marin odchudził elektrycznego potwora i dał mu 120 Nm do dyspozycji

Dla mnie najciekawsze jest jednak nie to, że Halfbike Pro wygląda dziwnie. Dziwność jest tutaj tylko pierwszą warstwą. Ważniejsze wydaje mi się to, że ten pojazd uderza w założenie, do którego przyzwyczaiły nas e-bike oraz hulajnogi elektryczne. Większość rozwoju współczesnej mikromobilności polega bowiem na dokładaniu elektroniki, akumulatorów, aplikacji, lokalizatorów, blokad, ekranów i trybów jazdy. Podobny cyfrowy kierunek widać przy elektrycznych rowerach z zabezpieczeniami rodem z komputera, gdzie rower coraz mocniej przypomina sprzęt podłączony do chmury. Halfbike Pro idzie w drugą stronę. Nie elektryfikuje wszystkiego, ale zmusza ciało do pracy.

Składany trójkołowiec dla miasta, ale nie dla każdego miasta

W wersji Pro modelu Halfbike producent zmienił geometrię ramy, dodał kierownicę w kształcie litery V i zastosował większe przednie koło o średnicy 20 cali. Standardowy Halfbike ma przednie koło 18-calowe i w takim sprzęcie może ono oznaczać więcej stabilności, płynniejsze prowadzenie i mniejszą nerwowość przy nierównościach. Z tyłu nadal pracują zaś dwa 8-calowe koła, a całość ma czterobiegową piastę wewnętrzną, hamulec bębnowy i ramę z aluminium ciętego laserowo. Masa Halfbike Pro wynosi 11,2 kg, po złożeniu sprzęt ma zajmować 99 x 34 x 59 cm, a po rozłożeniu mówimy o 99 x 34 x 111 cm.

Czytaj też: Nie spodziewałem się, że pełne zawieszenie, fotelik dziecięcy i 1100 W spotkają się w jednym rowerze

Takie liczby pokazują, że Halfbike Pro nie jest kieszonkowym gadżetem. 11,2 kg da się wnieść do pociągu, tramwaju albo biura, ale nikt rozsądny nie nazwie tego piórkiem do bezproblemowego wnoszenia po schodach na któreś piętro. Umówmy się jednak – to wcale nie jest przesada. Zwłaszcza na tle co bardziej zaawansowanych miejskich hulajnóg oraz rowerów. Zresztą największą zaletą tego sprzętu może nie być sama masa, a forma. Składanie w kilka sekund, brak wystającego siodełka, stosunkowo płaski kształt po złożeniu i możliwość wrzucenia do bagażnika samochodu albo zabrania do komunikacji miejskiej mogą wpisywać się w codzienność wielu osób wręcz idealnie. Jednak ilu ludzi będzie chciało wyglądać jak narciarz bez śniegu na ruchliwej ulicy?

Czy wydasz ponad 5000 złotych na rower bez siodełka?

Halfbike Pro kosztuje 1199 euro w Europie, co daje około 5150 zł. Nie będę udawał, że to mało, bo za około 5000 zł można kupić sensowny rower tradycyjny, prostego e-bika z promocji albo bardzo dobry składany rower bez silnika. Można też dorzucić trochę i szukać czegoś użytkowego w świecie miejskich rowerów elektrycznych. Podobny problem ceny i praktyczności widać przy małym elektrycznym rowerze cargo Super Mini, gdzie kompaktowa forma ma sens dopiero wtedy, gdy cena nie odcina zwykłych użytkowników od zakupu.

Halfbike Pro jest więc w trudnym miejscu. Z jednej strony wygląda jak dopracowany, ręcznie składany sprzęt z niszy, a takie rzeczy nigdy nie są tanie. Z drugiej strony klient nie kupuje tutaj ani prędkości e-bike’a, ani wygody klasycznego roweru, ani prostoty hulajnogi. Kupuje doświadczenie jazdy. Kupuje inny sposób poruszania się po mieście. Tylko czy doświadczenie jazdy wystarczy, gdy trzeba na taki eksperyment wydać ponad pięć tysięcy złotych?

Czytaj też: DJI rozpycha się w e-MTB, a Rotwild daje mu kolejny rower do pokazania mięśni

Odkąd piszę o rowerach elektrycznych i różnych pojazdach miejskich, coraz częściej widzę konflikt między wygodą a zaangażowaniem. E-bike potrafi zastąpić samochód w codziennych przejazdach, co ma realne znaczenie dla emisji i kosztów transportu. Widać to choćby przy temacie wspierania zakupu rowerów elektrycznych zamiast samochodów, gdzie argument środowiskowy łączy się z czysto praktycznym. Halfbike Pro nie jest jednak pojazdem z tej samej półki. Nie rozwiązuje bowiem problemu zmęczenia, a zamiast tego robi ze zmęczenia część produktu.

Źródła: Halfbike, Bikerumor

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.