Jeszcze niedawno najbardziej futurystyczne wizje rowerów elektrycznych sprowadzały się do karbonowych ram, ukrytych przewodów i napędów, które miały nie przeszkadzać w jeździe. Dziś jesteśmy w miejscu, w którym firma kojarzona przez lata z dronami, kamerami i gimbalami zaczyna dyktować tempo w segmencie górskich rowerów elektrycznych. Nie sama, nie bez oporu i nie bez pytań o sens takiej mocy, ale wystarczająco skutecznie, żeby kolejna premiera roweru z silnikiem w rodzinie Avinox przestała być ciekawostką, a zaczęła wyglądać jak element większej zmiany.
Rotwild R.XX nie jest kolejnym e-MTB “z mocnym silnikiem”
Nowy Rotwild R.XX debiutuje jako trailowo-all-mountainowy eMTB z napędem Avinox, ale samo takie zdanie nie oddaje najciekawszego napięcia wokół tego roweru. Mamy tutaj bowiem markę z Niemiec i to raczej nie największego gracza na rynku, która bierze jeden z najbardziej agresywnie rozwijanych systemów napędowych na rynku i próbuje opakować go nie w ciężką maszynę enduro do zjazdów, ale w coś bardziej żywego, lżejszego oraz nastawionego na aktywną jazdę.
Czytaj też: Shimano dało tanim gravelom hydraulikę i 9 biegów. Rowerowy rozsądek wraca między klamki

Wydaje mi się, że właśnie ten kierunek jest ważniejszy niż sama obecność logo Avinox. Rotwild ma już w ofercie modele R.EX i R.EXC, czyli konstrukcje bliższe cięższemu e-enduro. R.XX ma być od nich bardziej zwinny, bardziej wszechstronny i mniej jednowymiarowy. Nie chodzi więc wyłącznie o “więcej watów”, tylko o próbę pogodzenia pełnej mocy z rowerem, który nadal ma zachowywać się jak sprzęt do zabawy na trasie, a nie jak elektryczny taran do wspinania się po wszystkim, co ma nachylenie większe niż chodnik pod blokiem.

Rama bazuje na włóknie węglowym określanym przez Rotwild jako Polydynamic Carbon, a waga ma kręcić się w okolicach 20 kg. W praktyce oficjalna strona pokazuje dla wariantów Pro i Ultra masę odpowiednio 20,9 oraz 20,6 kg w rozmiarze M, co przy pełnoprawnym eMTB z akumulatorem 700 Wh jest wynikiem wręcz świetnym. Oczywiście to nie tak, że dwudziestokilogramowy rower nagle staje się piórkiem, ale w tej klasie sprzętu taka masa zmienia odbiór całej konstrukcji. Szczególnie wtedy, gdy zestawimy ją z napędem zdolnym do chwilowego wyplucia wartości, które jeszcze niedawno kojarzyły się bardziej z lekkim motocyklem terenowym niż rowerem.
Avinox daje absurdalne liczby, ale ciekawsze jest co innego
W trzech z czterech przygotowanych przez producenta wariantów R.XX pojawia się Avinox M2S, czyli silnik o 130-Nm momencie obrotowym w normalnych trybach wspomagania i 150 Nm w Boost Mode. Moc szczytowa dochodzi do 1500 watów, a sam napęd waży około 2,59 kg. Tańszy wariant Core korzysta z Avinoxa M2, który schodzi do 110 Nm w typowej pracy i 125 Nm w Boost Mode, a moc szczytowa wynosi 1100 watów. Innymi słowy, moc jest, ale ważniejsze wydaje mi się to, że DJI przenosi do rowerów sposób myślenia znany z elektroniki użytkowej: czujniki, aplikację, dopracowany interfejs, ekran OLED w górnej rurze, zdalne kontrolery, tryby jazdy, konfigurację parametrów i logikę systemu, który ma sprawiać wrażenie spójnego ekosystemu.

Pisałem już o tym przy pierwszych rowerach Amflow z Avinoxem, przy Unno szykującym eMTB z napędem DJI, przy Amflow PX i PR, a także przy temacie kontrowersji wokół Avinoxa M2S. Z każdym kolejnym takim rowerem coraz trudniej traktować DJI jak firmę, która zrobiła jednorazowy skok w bok. Avinox zaczyna działać jak platforma, a platformy mają w branży technologicznej większą siłę niż pojedyncze produkty.
R.XX ma być lżejszy, sztywniejszy i bardziej “rowerowy”
Rotwild postawił w R.XX na zintegrowany akumulator Avinox FP700 o pojemności 700 Wh. Nie jest to klasyczny, szybko wyjmowany pakiet z dolnej rury. Akumulator można wyjąć przez okolice silnika, ale sam wybór stałej integracji pozwolił zamknąć dolną rurę i poprawić sztywność oraz masę konstrukcji. Mam do takich rozwiązań mieszany stosunek, bo serwis i wygoda codziennego użytkowania często przegrywają z czysto konstrukcyjną elegancją, ale w tej klasie roweru decyzja dla pewnych użytkowników ma sens. R.XX nie udaje bowiem miejskiego e-bike’a do wynoszenia akumulatora do mieszkania na czwartym piętrze. Jest to sprzęt budowany pod szlak, a nie pod klatkę schodową.
Czytaj też: Nie wierzę, że elektryczny rower górski z takim napędem może być tak tani

Ciekawy jest też charakter samej ramy. Rower ma 150 mm skoku z tyłu według strony Rotwild i 160 mm z przodu, więc mówimy o rowerze stojącym bliżej trail/all-mountain niż ciężkiego enduro. Zawieszenie korzysta na dodatek z charakterystycznego układu Elevated Box Design z wysoko poprowadzonym wahaczem i punktem obrotu nad suportem. Taki układ nie jest byle czym, bo przy dużych siłach od napędu i cięższym rowerze elektrycznym kinematyka zawieszenia staje się jednym z kluczowych elementów. To od niej zależy bowiem to, czy moc silnika zamieni się w kontrolę, czy w nerwową walkę z rowerem.

R.XX będzie dostępny w pięciu rozmiarach, bo S, M, M/L, L i XL. Sam dodatkowy rozmiar M/L jest dla mnie drobną, ale sensowną decyzją, bo wiele osób faktycznie wpada między dwa klasyczne rozmiary, a przy nowoczesnej geometrii różnica kilku centymetrów reachu potrafi całkowicie zmienić sposób prowadzenia roweru. Najważniejsze liczby są zaś zgodne z aktualnym trendem, bo kąt główki ramy wynosi 64 stopnie, kąt rury podsiodłowej 77 stopni, wysokość suportu 345 mm i reach od 430 mm w rozmiarze S do 520 mm w XL.
Czytaj też: Jazda na rowerze wejdzie w nową erę. Pokazali przyszłość, której się obawiam

Rozmiary M/L, L i XL dostają pełne koła 29 cali, a S i M układ mullet z tylnym kołem 27,5 cala. Tylne widełki rosną wraz z rozmiarem ramy, od 435 do 460 mm, co jest jednym z tych rozwiązań, które powinny być standardem w drogich rowerach, a nadal nie zawsze nim są. Dochodzi do tego zintegrowana sztyca EightPins, w zależności od wersji z zakresem do 200 lub 225 mmd. W ramie znalazło się też miejsce na pełnowymiarowy bidon mimo specyficznego wycięcia w górnej rurze.

Cena roweru R.XX sprowadza na ziemię
R.XX nie jest rowerem dla osób, które szukają okazji. Wariant Core kosztuje 8490 euro, czyli po przeliczeniu około 36,4 tys. zł. Pro z mocniejszym Avinoxem M2S, karbonowymi kołami Newman Phase i napędem SRAM GX AXS Transmission kosztuje 9990 euro, czyli około 42,8 tys. zł. Ultra wchodzi już na poziom 11990 euro, a więc około 51,4 tys. zł. Ała.
Źródła: Rotwild R.XX

