Czekali na elektryczny rower Tesli, a dostali dziecięcy rowerek bez pedałów za 225 dolarów

Tesla jest jedną z tych firm, które robią zawsze wokół siebie dużo szumu. Jeśli nie przez własne działania, to samo otoczenie, czego świetny przykład dostaliśmy m.in. przy premierze Cybertrucka, kiedy to co rusz do sieci trafiały jego niestandardowe wizualizacje. Nieoficjalnych rowerów z logiem Tesli również nie brakowało, ale wreszcie możemy zapomnieć o spekulacjach, bo oto firma Elona Muska dodała do oferty nowy jednoślad.
Czekali na elektryczny rower Tesli, a dostali dziecięcy rowerek bez pedałów za 225 dolarów

W ogólnym rozrachunku rower elektryczny pasuje do Tesli wyjątkowo dobrze. Lekki pojazd miejski, akumulator ukryty w ramie, aplikacja, cyfrowy kluczyk, lokalizacja GPS i charakterystyczne wzornictwo brzmią przecież jak coś, co powinno pojawić się na rynku lata temu. Zwłaszcza że sam Musk w 2018 roku stwierdził, że firma być może kiedyś zajmie się elektrycznym rowerem. Nie była to konkretna zapowiedź, ale fanom wystarczyło, żeby oczekiwanie zaczęło żyć własnym życiem. Oto więc dziś, całe osiem lat później Tesla rzeczywiście weszła na rynek dwóch kółek. Tyle że przyszłość mobilności okazała się znacznie mniejsza, prostsza i bardziej analogowa, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Pierwszy rower Tesli nie ma silnika. Nie ma nawet pedałów

Zaprezentowany właśnie Tesla Balance Bike for Kids jest rowerkiem biegowym przeznaczonym dla dzieci w wieku od dwóch do pięciu lat. Nie znajdziemy w nim akumulatora, napędu elektrycznego, aplikacji, oprogramowania ani nawet pedałów. Dziecko odpycha się nogami od podłoża, ucząc się przy tym utrzymywania równowagi i kontrolowania kierunku jazdy. Innymi słowy, marka, która zbudowała swój wizerunek na akumulatorach, silnikach elektrycznych i zamienianiu samochodów w komputery na kołach, rozpoczęła przygodę z rowerami od konstrukcji niewymagającej nawet łańcucha.

Czytaj też: Elektryczny rower dostał moc małego motocykla. Ariel Rider przesuwa granicę absurdu

Co ciekawe, nie oznacza to jednak, że ten jednoślad jest zupełnie przypadkową zabawką Tesli zrobioną po kosztach. Rama została wykonana ze stopu magnezu, siodełko można ustawić na pięciu poziomach, a całość firma utrzymała w biało-czarnej stylistyce charakterystycznej dla swoich akcesoriów. Minimalna długość nogi dziecka wynosi 35 cm, zalecana masa użytkownika to najwyżej 30 kg, a absolutny limit określono na 35 kg. W zestawie są też klucze imbusowe potrzebne do montażu kierownicy.

Najbardziej zastanawia mnie jednak brak jednej liczby. Tesla wielokrotnie określa ramę jako lekką, ale nie podaje masy całego rowerka. W przypadku sprzętu dla kilkuletniego dziecka nie jest to przecież detal. Im cięższa konstrukcja, tym trudniej ją rozpędzić, zatrzymać, podnieść po upadku i opanować przy niższej prędkości, więc jest to przedziwna niewiadoma.

Około 850 zł za rowerek dla kilkulatka

Cena wynosi 225 dolarów, czyli około 855 zł, a mówimy oczywiście o prostym przeliczeniu, bo bez ewentualnych kosztów wysyłki, podatków i marży, która pojawiłaby się przy oficjalnej europejskiej dystrybucji. Tanio więc nie jest. Podstawowe rowerki biegowe to koszt kilku stówek i to bliżej 200-300 niż 500 zł. Naturalnie Tesla mierzy jednak wyżej, bo jej cena jest zbliżona do modeli premium pokroju Woom Go za 250 dolarów czy Guardian Balance Bike za 249 dolarów. Nie można więc powiedzieć, że 225 dolarów jest kwotą zupełnie oderwaną od rynku.

Czytaj też: Zelektryfikowali legendę. Stalowy klasyk pokazuje, jak ma wyglądać elektryczny rower gravelowy

Problem polega na tym, że przy tej klasie produktu samo logo i magnezowa rama nie powinny wystarczać. W sprzęcie dla dzieci liczą się ergonomia, masa, średnica chwytów, geometria, łatwość regulacji i zachowanie konstrukcji podczas wywrotki. Tymczasem na zdjęciach tylna część ramy wygląda na bardzo szeroką, okolice siodełka są pełne twardych, niemal prostych krawędzi, a zintegrowana kierownica ze wspornikiem sprawia wrażenie znacznie masywniejszej niż rozwiązania stosowane w wielu współczesnych rowerach dziecięcych.

Cała sytuacja ogólnie aż prosi się o żarty, bo przecież firma od samochodów elektrycznych stworzyła rower bez elektryczności, a do tego usunęła z niego pedały. Tyle że sama idea rowerka biegowego ma dużo więcej sensu, niż sugeruje jego prostota. Dziecko nie musi jednocześnie uczyć się pedałowania, skręcania i utrzymywania pionu. Najpierw poznaje najtrudniejszy element, czyli balansowanie ciałem oraz kontrolowanie dwukołowego pojazdu. Dopiero później dochodzą pedały. Taki jednoślad nie jest więc produktem bez funkcji. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo prostym narzędziem do nauki konkretnej umiejętności ruchowej. Pytanie brzmi raczej, czy Tesla rzeczywiście opracowała wyjątkowo dobry rowerek, czy tylko opakowała znany od lat pomysł w rozpoznawalną formę i dorzuciła do niego cenę z segmentu premium.

Czytaj też: Rower elektryczny zaczyna działać jak skuter. X1P ma sam dobierać przełożenia

Na tę chwilę bardziej skłaniam się ku drugiej odpowiedzi. Nie znamy masy, nie mamy niezależnych testów, a specyfikacja ogranicza się głównie do materiału ramy, zakresu regulacji i limitu obciążenia. Nie ma tu technologii, która zmieniałaby zasady gry. Jest design, marka oraz obietnica jakości, którą dopiero trzeba będzie sprawdzić. Wygląda to więc tak, jakby Tesla szykowała sobie grunt pod potencjalnych klientów w przyszłości. Wiecie – dziecko zaczynało od rowerka biegowego, rozmarzyło się, więc zaczęło pragnąć Cybertrucka, jak już dorośnie, a wizyta w garażu będzie mu o tym zawsze przypominać. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby Tesla dorzucała taki rowerek do zamówienia samochodu z dokładnie tym samym planem pozyskiwania klientów gdzieś z tyłu.

Źródła: Tesla

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.